Wydarzenia


Relacja uczestniczki pielgrzymki do Lourdes

Czwartek, 14 Maja 2009

Agnieszka ma 21 lat, mieszka z mamą i 6 lat starszym bratem Sławkiem w Krakowie. Od urodzenia cierpi na schorzenie uniemożliwiające jej samodzielne poruszanie się. Mieszkanie jest tak małe, że nie ma w nim miejsca na wózek inwalidzki, dlatego stoi na klatce schodowej. Natomiast w domu jest miejsce (i to całkiem niezłe, bo na łóżku Agnieszki) dla 8-letniego kota Kajtka i zawsze serdecznie i ciepło przyjmowanych gości.

W 2008 roku Agnieszka ukończyła Technikum ze specjalnością technik prac biurowych. Potem została przyjęta do Prywatnego Studium Policealnego przy ul. Św. Filipa. Niestety szkoła nie była przystosowana dla osób niepełnosprawnych. Na zajęciach była 3 razy - mama wyniosła ja po wąskich i stromych schodach na II p. W końcu musiały jednak zrezygnować z tych karkołomnych wyczynów. W tym roku Aga ma zamiar rozpocząć naukę w Policealnym studium na ul. Tynieckiej, gdzie warunki są dla niej dużo bardziej odpowiednie.

Udział w pielgrzymce do Lourdes był pierwszą, samodzielną wyprawą Agnieszki bez mamy.

Wspomnienia Agnieszki z pielgrzymki do Lourdes, 2009 r.

"Atmosfera w Lourdes była niezwykła. Przyjechano z całego świata, by bezinteresownie pomagać innym. Tam w Lourdes byliśmy zawsze na pierwszym miejscu. W czasie wszystkich mszy i uroczystości siedzieliśmy w pierwszych rzędach. Na ulicach auta zatrzymywały się z daleka na widok osoby na wózku czy o kulach. Wszyscy byli życzliwi, gotowi do pomocy w każdej chwili. Spojrzenia przechodniów były przyjazne, nie natarczywe (inaczej niż w Krakowie, gdzie ludzie - zwłaszcza starsi - zatrzymują się czasem na ulicy i patrzą na mnie jak na przybysza z innej planety.)

W Accueil Notre-Dame, gdzie mieszkaliśmy wszystko było świetnie zorganizowane, warunki były wyśmienite. Pokoje, w których zostaliśmy umieszczeni były większe niż całe moje mieszkanie.

Poza tym moją uwagę zwróciło to, że i wśród opiekunów były osoby nie do końca sprawne, które właściwie też potrzebowały pomocy (chociażby Pani doktor z naszej grupy).

Na pielgrzymce poznałam wiele miłych i sympatycznych osób, m.in.: Gaetan - chłopak z Belgii, który tak jak ja porusza się na wózku, Dagmara - dziewczyna, z którą mieszkałam w pokoju, czy Ola - sympatyczna dziewczyna, jedna z opiekunek, od dwóch lat zaangażowana w maltańską pomoc chorym oraz inne wolontariaty. Mam nadzieję, że będę z nimi utrzymywać dalszy kontakt.

Szkoda tylko, że tak mało było języka polskiego w czasie uroczystości, no i że moja mama nie mogła tego wszystkiego zobaczyć."

Agnieszka Cichoń