Notice: Undefined index: SmomPolicyCookie in /wp-content/plugins/smom-cookiespolicy/smom-cookiespolicy.php on line 164

Ta strona korzysta z technicznych i przyswajalnych plików cookie oraz plików cookie stron trzecich użytkownika w formacie grupowym, aby uprościć nawigację online i chronić korzystanie z usług. Aby dowiedzieć się więcej lub odmówić zgody na użycie jednego lub dowolnego z plików cookie, kliknij tutaj. Zamknięcie tego banera, przeglądanie tej strony lub kliknięcie czegokolwiek będzie traktowane jako wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookie.

Zamknij
Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana Jerozolimskiego zwany Rodyjskim i Maltańskim

Order of Malta

Rozważania kapelanów

Komentarz do Ewangelii  –  26 września 2021,

26 Niedziela zwykła,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Mk 9,38-43.45.47-48

Apostoł Jan powiedział do Jezusa:  „Nauczycielu, spotkaliśmy kogoś, kto w Twoje imię wyrzucał demony i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami”.  Lecz Jezus odrzekł:  „Nie zabraniajcie mu!  Nikt bowiem, kto czyni cuda w moje imię, nie będzie zaraz mógł źle mówić o Mnie.  Kto nie jest przeciwko nam, jest z nami.  Zapewniam was:  Jeśli ktoś poda wam kubek wody, bo należycie do Chrystusa, nie utraci swojej zapłaty.

Ale jeśli ktoś stałby się przyczyną upadku jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, byłoby lepiej dla niego, aby mu przywiązano kamień młyński do szyi i wrzucono w morze.  I jeśli twoja ręka prowadzi cię do upadku, odetnij ją.  Lepiej jest dla ciebie bez ręki osiągnąć życie, niż z dwiema rękami iść na potępienie, w ogień nieugaszony.  Jeśli twoja noga prowadzi cię do upadku, odetnij ją.  Lepiej jest dla ciebie bez nogi osiągnąć życie, niż z dwiema nogami być wyrzuconym na potępienie.  Jeśli twoje oko prowadzi cię do upadku, wyłup je.  Lepiej jest dla ciebie bez jednego oka wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wyrzuconym na potępienie, gdzie ich robak nie umiera, a ogień nie gaśnie”.

———————————————————

Wydawać się może, że trudno jest pogodzić słowa Jezusa:  Kto nie jest przeciwko nam, jest z nami,  z inną wypowiedzią:  Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie.  A kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza  (zob. Mt 12,30).   Przypomnijmy też inną wypowiedź Jezusa  (Łk 9,50):  Kto nie jest przeciwko wam, jest z wami  (podkreślenia moje własne).

Te pozorne niuanse językowe można wyjaśniać tak:  w pewnych sytuacjach człowiek może jakby zachować dystans wobec tradycji Kościoła, jego kultury, sposobu przekazu jego nauki, czyli tego, co stanowi ludzki sposób wyrazu pewnych prawd i zasad;  ale nie można pozostać obojętnym wobec osoby samego Jezusa.  W Ewangelii Jana Jezus wyjaśnia to na przykładzie:  Ja jestem krzewem winorośli, a wy gałązkami…  Jak winna gałązka nie może owocować sama z siebie, gdy nie trwa w krzewie, tak też i wy, jeśli nie będziecie trwać we Mnie.

Stopniowo odkrywamy, że cały wysiłek nawracania się jest po to, abyśmy umieli trwać w Jezusie, abyśmy w Nim wzrastali w wierze, nadziei i miłości.  Abyśmy w Nim i na Nim budowali Kościół jako wspólnotę wiary i miłości.  To wielka szansa i wielkie wyzwanie dla każdego.  Zarazem sam Jezus ostrzega:  istnieje ryzyko, że odrzucę Jego wezwanie i Jego łaskę.  I że wtedy całe moje życie zostanie zmarnowane.

 

Homilia ks.Michała Palowskiego wygłoszona podczas mszy świętej konwentowej w Katowicach, 18 września 2021 r.

Tuitio fidei et obsequium pauperum. Nasza zakonna dewiza. Znamy ją doskonale. Przywołujemy ją po wielokroć. Odmieniamy ją przez wszystkie przypadki. Z punktu widzenia prawideł języka i logiki spójnik et/i wprowadza harmonię między obroną wiary, a służbą ubogim. Obu tym wartościom nadaje równą wagę. Im dłużej jestem w Zakonie, tym bardziej nie potrafię oprzeć się przekonaniu, że mamy do czynienie nie z koniunkcją, a z implikacją, to znaczy, że z wiary wypływa dobroczynność, wiara motywuje miłosierdzie. Ową intuicję popieram ewangelią. Skoro z wnętrza (…) z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota; skoro jak mówi Jezus całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym (Mk 7,14-23), to również z serca pochodzi wszelkie dobro.

Na dzisiejsze święto św. Stanisława Kostki Kościół przygotował dla nas fragment wyjęty z ewangelii św. Łukasza. To trzecia – po proroctwie Symeona i ucieczce do Egiptu – z nie tak dawno wspominanych w liturgii boleści Matki Bożej. Wybór nie powinien nas dziwić. Podobieństwa są aż nadto widoczne. Dwunastoletni Jezus jest przecież niewiele młodszy od osiemnastoletniego Stasia. Łączy ich również fakt bycia w drodze. Jezus pielgrzymuje do jerozolimskiej świątyni, by zadość uczynić wymogom Prawa. Stasiu – przez Wiedeń do Rzymu, by wstąpić w szeregi Towarzystwa Jezusowego.

Nie jest jednak naszym zadaniem szukanie podobieństw i różnic. Trzeba nam potraktować ten fragment ewangelii jako swoiste ostrzeżenie, bo i my zakonnicy, my wolontariusze, my kapłani, my chrześcijanie możemy stracić z oczu Jezusa. Można tak bardzo zaangażować się w szeroko pojętą dobroczynność, dbanie o wyniki finansowe, pozyskiwanie sponsorów i programów, „klikalność” i przekaz medialny, że z oczu znika Ten, który jest przecież owej – skądinąd godnej i sprawiedliwej aktywności – źródłem i celem. Dlatego trzeba nam najpierw przez modlitwę, sakramenty, Słowo być w tym, co należy do Ojca (por. Łk 2,50), by w następstwie móc mądrze miłować świat i to, co jest na świecie (por 1J 2,15).

Actiones nostras, quaesumus Domine, aspirando praeveni et adiuvando prosequere: ut cuncta nostra oratio et operatio a te semper incipiat, et per te coepta finiatur. Per Christum Dominum nostrum. Amen.

Wszechmogący Boże, uprzedzaj swoim natchnieniem nasze czyny i wspieraj je swoją łaską, aby każde nasze działanie od Ciebie brało początek i w Tobie znajdowało dopełnienie. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

 

 

Komentarz do Ewangelii  –  19 września 2021,

25 Niedziela zwykła,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Mk 9,30-37

Jezus i Jego uczniowie przechodzili przez Galileę, lecz On nie chciał, aby ktokolwiek o tym wiedział.  Uczył bowiem swoich uczniów i mówił im, że Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi.  Oni Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach powstanie z martwych.  Uczniowie jednak nie rozumieli tych słów, lecz bali się Go pytać.

Potem przyszli do Kafarnaum.  W domu zapytał ich:  „O czym to rozprawialiście po drodze?”.  Lecz oni milczeli, bo w czasie drogi sprzeczali się ze sobą o to, kto z nich jest największy.  Jezus usiadł, przywołał Dwunastu i powiedział im:  „Jeśli ktoś chce być pierwszy, niech będzie ostatni ze wszystkich i sługą wszystkich!”.  Następnie wziął dziecko, postawił je między nimi, przytulił do siebie i powiedział im:  „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w moje imię, Mnie przyjmuje.  A kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który mnie posłał”.

———————————————————

Ewangelia wprowadza nas w świat nowych pojęć, nowych priorytetów:  w świat tych, którzy, powołani przez Jezusa, starają się ofiarnie iść za Nim.

Z czego bierze się wielkość człowieka?  Jezus ukazuje kryterium:  być pierwszym znaczy być ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich;  a zatem czynić takie dobro, które będzie udziałem możliwie wielu osób.  Przyjąć dziecko  – znaczy uznać, że ono też ma swoją godność, swoje miejsce w naszym świecie.  Każdy je ma;  przecież każdy jest umiłowanym dzieckiem Bożym!

Zagrożeniem stają się konwencje, rozwijane w imię fałszywej wielkości.  Trochę według schematu:  „Skoro obawiam się, że nie jestem wiele wart, to spróbuję wylansować taką konwencję w myśleniu, taki styl życia, przy których zyskam na wartości”.  To jest podstawą istnienia choćby zjawiska mody!  Wówczas prawdziwa sprawiedliwość i ci, którzy ją szanują, wydają mi się być przeszkodą na drodze do mojej domniemanej wielkości.

Zwróćmy też uwagę na wielką samotność Jezusa:  szedł tylko z uczniami, gdyż chciał im przekazać coś bardzo ważnego.  Ale oni nie rozumieli tych słów, lecz bali się Go pytać …  On ofiarowywał im rzeczy wielkie, a oni nie umieli tego docenić, tak bardzo byli zajęci sami sobą i swoją wyimaginowaną ważnością.  Do życia w prawdzie dojrzewamy powoli.  Powoli też przekonujemy się, że to nie jest coś, co w sposób oczywisty leży w zasięgu ręki, w zasięgu zwykłych możliwości człowieka.  Tym bardziej prośmy Boga o umiejętność życia w         prawdzie i we wzajemnej miłości.        

 

Komentarz do Ewangelii  –  12 września 2021,

24 Niedziela zwykła,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Mk 8,27-35

Jezus udał się wraz ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową.  W czasie drogi pytał uczniów:  „Co mówią ludzie?  Kim według nich jestem?”.  Oni Mu odpowiedzieli:  „Mówią, że jesteś Janem Chrzcicielem, inni – że Eliaszem, jeszcze inni – że jednym z proroków”.  On ich zapytał:  „A według was, kim jestem?”.  Odpowiedział Mu Piotr:  „Ty jesteś Chrystusem”.  Wówczas nakazał im, aby nikomu o Nim nie mówili.

Jezus zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, wyższych kapłanów i nauczycieli Pisma, że zostanie zabity, lecz po trzech dniach zmartwychwstanie.  Mówił to zupełnie otwarcie.  Wtedy Piotr wziął Go na bok i stanowczo Go upominał.  Lecz On odwrócił się i patrząc na swych uczniów, skarcił Piotra:  „Szatanie, odejdź ode Mnie!  Bo nie myślisz po Bożemu, ale po ludzku”.  Potem przywołał tłum i uczniów i powiedział do nich:  „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje.  Bo kto chce ocalić swoje życie, straci je;  a kto straci swoje życie z mojego powodu i z powodu Ewangelii, ocali je”.

———————————————————

Z przytoczonej powyżej rozmowy Ewangelista Mateusz zapisał ponadto dalsze słowa Jezusa:  Szczęśliwy jesteś, Szymonie, …  gdyż nie poznałeś tego ludzką mocą, ale objawił ci to mój Ojciec…  Wyznanie Piotra nie wynika z żadnych racjonalnych argumentów;  jest ono skutkiem, owocem daru Bożego objawienia.

Obdarowanie Piotra dalece wyprzedza jego świadomość:  jego wiara szczera, rzetelna, prostolinijna, była jeszcze nie dość dojrzała.  Na pewno nie na tyle dojrzała, aby uznać wagę tej tajemnicy, jaką stanowi potrzeba drogi do zbawienia właśnie poprzez Krzyż.  Jezus musiał go upomnieć, aby pomóc mu wejść na właściwą drogę pojmowania spraw Bożych i ludzkich.

Trzeba nam mozolnie odkrywać dwie drogi dojrzewania wiary.  Obok drogi doskonalenia jej przez czyny miłości, jest i druga droga:  doskonalenia przez cierpienie.  Droga tajemnicza, bardzo trudna, ale, jak widać, czasem konieczna.  Sam Jezus w pełni ukazał nam tę drogę, On sam przeszedł nią do końca.  Trzeba nam uczyć się, jak wędrować po obu tych drogach.  Tylko jeden Jezus wie, w jakim stopniu każdy z nas ma uczestniczyć w każdej z nich.  Naszym zadaniem jest, aby każdy wiernie szedł za Nim wyznaczoną mu przez Pana drogą.

Komentarz do Ewangelii  –  5 września 2021,

23 Niedziela zwykła,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Mk 7,31-37

Jezus opuścił okolice Tyru i przemierzał ziemie Dekapolu.  Przez Sydon szedł w kierunku Jeziora Galilejskiego.  Wtedy przyprowadzili do Niego głuchoniemego i prosili Go, aby położył na niego rękę.  Odprowadził go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął jego języka;  spojrzał w niebo, westchnął i rzekł do niego:  „Effatha”, to znaczy:  Otwórz się!  Natychmiast otworzyły się jego uszy i zostały rozwiązane więzy jego języka, tak że mógł poprawnie mówić.  I przykazał im, aby nic nikomu nie mówili, ale im bardziej zakazywał, tym więcej oni rozpowiadali.  Pełni podziwu mówili:  „Wszystko dobrze uczynił.  Sprawił, że głusi słyszą, a niemi mówią”.

———————————————————

Słowa:  wszystko dobrze uczynił … można odczytać jako znak przyjścia Mesjasza;  takie były wyobrażenia Żydów przez całe wieki  (mamy tego świadectwo już w proroctwach Izajasza).  Tym razem Jezus objawia Bożą moc w Dekapolu, w krainie pogan:  była to federacja dziesięciu miast hellenistycznych w rzymskiej prowincji Syrii, na wschód od Samarii i Galilei.  Bóg pragnie wszystko dobrze czynić, zawsze i wszędzie, i może to zrobić.  Pismo święte nas poucza, że jedynym, co może Mu przeszkodzić, jest niedostatek naszej wiary.

Powiedziała mi kiedyś pewna starsza, doświadczona kobieta:  Jeśli masz jakiś kłopot – postaw sobie jedno zasadnicze pytanie:  „Czy Pan Jezus o tym wie?”.  Jeśli On wie, to w końcu coś z tym zrobi;  nie zostawi nas samych!  To pytanie winno prowadzić do zawierzenia Bogu wszelkich naszych spraw, ale zarazem do posłuszeństwa wobec Boga w wypełnianiu Jego woli i Jego dzieł.  Drogi Boże niejednokrotnie mogą być dla nas zaskoczeniem, ale odkrywanie ich staje się naszą zasadniczą ścieżką i szansą naszego duchowego rozwoju.

Jesteśmy zarazem wezwani do apostolstwa – a więc do świadczenia o zbawieniu w Chrystusie.  Znakiem tego świadectwa będą nasza wiara, nasza wdzięczność wobec Boga, nasza miłość wobec ludzi.  Mamy przyprowadzać do Chrystusa  siebie nawzajem, a także innych, niekiedy z daleka.  Trzeba, abyśmy wszyscy doświadczali przemieniającej mocy Jego miłości.

 

Komentarz do Ewangelii  –  20 czerwca 2021,

12  Niedziela zwykła,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Mk 4,35–41

Tego dnia, gdy nastał wieczór, Jezus powiedział do swoich uczniów:  „Przeprawmy się na drugi brzeg”.  Zostawili więc tłum i zabrali Go, tak jak był, w łodzi, a inne łodzie płynęły za Nim.  Wtem zerwał się gwałtowny wiatr.  Fale zalewały łódź, tak że już się napełniała.  On zaś spał w tyle łodzi oparty na podgłówku.  Budzili Go, mówiąc:  „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”.  On obudzony, zgromił wiatr, a do jeziora powiedział:  „Milcz!  Ucisz się!”.  Wtedy wiatr ustał i zapanował głęboka cisza.  Do nich zaś powiedział:  „Czemu się boicie?  Wciąż jeszcze nie wierzycie?”.  Wtedy ogarnął ich wielki lęk i mówili jeden do drugiego:  „Kim On właściwie jest, że nawet wiatr i jezioro są Mu posłuszne?”.

———————————————————

W tym fragmencie Ewangelii, podobnie jak w następującym bezpośrednio potem  (nb. – pominiętym w cyklu niedzielnym;  mowa tam o uzdrowieniu opętanego z Gerazy),  łatwo jest paść ofiarą niejasności tłumaczenia.  Gdy czytamy „jezioro”, trzeba pamiętać, że w oryginale nie występuje tu słowo „limne” („jezioro”),  ale termin „thálassa”,  który w pierwszym znaczeniu tłumaczymy jako „morze”.

Żydzi, w odróżnieniu choćby od Fenicjan czy Greków, nie byli tęgimi żeglarzami.  Morze jawiło się im jako groźny żywioł, którego zachowanie trudno było przewidzieć.  Także na Jeziorze Galilejskim burza często przychodziła zupełnie nieoczekiwanie i mogła grozić zatopieniem niewielkich łodzi rybackich.

W mitologii krajów pogańskich morze, żywioł nie do opanowania, jawiło się jako siedlisko demonów;  toteż w morzu ginie stado świń, opętanych przez złe duchy  (Mk 5,1–20).  Czasem nawet sądzono, że dno morza bezpośrednio sąsiaduje z szeolem  (Jon 2,6 nn.).  Na morze patrzono jako na miejsce będące domeną potęg przeciwnych Bogu i było to znaczącym elementem popularnej symboliki.

W Izraelu, w miarę rozwoju Objawienia, stopniowo coraz bardziej rozpowszechniona była żywa wiara, że Bóg jest Panem także takich żywiołów jak wiatr i morze.  On je trzyma w poddaństwie i nic nie może przeszkodzić Mu w wypełnieniu Jego zamiarów.  W księdze Apokalipsy, w opisie nowego stworzenia, w którym królewska władza Chrystusa ukaże się w całej pełni, czytamy:  „morza już nie ma”  (Ap 21,1).

W ślad za tym konkretnym doświadczeniem, o którym dziś czytamy, wśród uczniów Jezusa dojrzewało przekonanie, że Jezus naprawdę ma władzę nad wiatrem i morzem, i dlatego oczekuje od swoich uczniów wiary i zaufania.  W obecności Jezusa, jeśli tylko Mu zaufam, nic mi nie grozi ze strony żywiołów tego świata.

 

Komentarz do Ewangelii  –  13 czerwca 2021,

11 Niedziela zwykła,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Mk 4,26–34

Jezus mówił do tłumów:  „Tak się ma sprawa z królestwem Bożym jak z człowiekiem rzucającym ziarno w ziemię.  Czy śpi, czy czuwa, nocą i dniem, ziarno kiełkuje i wzrasta, a on nie wie jak.  Ziemia sama z siebie wydaje plon:  najpierw źdźbło, potem kłos, wreszcie pełne ziarno w kłosie.  A gdy zboże dojrzeje, bierze on zaraz sierp, bo nadeszła pora żniwa”.

Mówił też:  „Do czego przyrównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy?  Jest ono jak ziarno gorczycy.  Kiedy się je wrzuca w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi.  Gdy jednak zostanie zasiane, wyrasta i staje się większe od innych krzewów, wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki mogą zakładać gniazda w jego cieniu”.

W wielu takich przypowieściach mówił do nich, stosownie do tego, co mogli pojąć.  A bez przypowieści nie mówił do nich.  Swoim uczniom natomiast wyjaśniał wszystko na osobności.

———————————————————

Obraz Królestwa Bożego:  małe ziarno, z którego rozwija się wielkie drzewo.  W Bożym stworzeniu ukryte są potężne siły.  Tak może być także z naszą wiarą, nadzieją, miłością:  wydają się małe i słabe, ale jeśli o nie zadbamy, będą wzrastać i przynosić owoce.  Jeśli o nie nie będziemy dbać, zmarnieją.

Pan Jezus opowiada o królestwie Bożym w przypowieściach;  pokazuje nam w ten sposób, że Jego królestwa nie da się opisać jednoznacznie, przy wykorzystaniu naszego zwyczajowego systemu pojęciowego.

Wizja Królestwa Bożego jest wizją organiczną:  każdy człowiek prowadzony jest przez Ducha Świętego jego własną drogą.  Nie ma dwóch osób, które miałyby identyczną historię życia duchowego.  Jezus zaprasza każdego, aby osobiście, na własnej drodze, coraz lepiej, głębiej i pełniej odpowiadał na Boże wezwanie.  A analogia ziarna gorczycy uczy, że początki bywają bardzo skromne i trzeba dbać o to, aby już wtedy, u początków, nie roztrwonić trudno uchwytnego daru.

Dynamikę Królestwa odkrywamy stopniowo, w takiej mierze, w jakiej gotowi jesteśmy, aby ją przyjąć.  Trzeba otworzyć przed Panem nasze serca i umysły, pozwolić Mu działać, aby z tej Bożej dynamiki czerpać światło poznania i siły do przekraczania samego siebie.

 

2021-06-13 MK4, 26-34

ks. Michał Palowski

Była biblijna ziemia mlekiem i miodem płynąca. Były telewizyjne podróże przyprawione pieprzem i wanilią. Czas na maltańską homilię o cedrze i gorczycy.

Cedry z pierwszego czytania krzepią oczy zielenią igieł, koją uszy szumem gałęzi, łechcą powonienie zapachem szyszek. Z kolei ewangeliczna gorczyca angażuje dotyk każdego, kto próbuje uchwycić w palcach milimetrowej średnicy ziarenko, zaś musztarda z niej zrobiona mile drażni kubki smakowe. Wierzę, że nie jest dziełem przypadku, że taka kompozycja Bożego Słowa trafia do nas u progu lata, pod janowickim niebem.

Liturgią jest przestrzenią, gdzie człowiek ma możliwość doświadczyć obecności Boga za pomocą zmysłów. Widzi barwy szat i witraży. Słyszy dźwięki Słowa i pieśni. Wyczuwa zapach świec i kadzidła. Doświadcza dotyku znaku pokoju i włożenie rąk. Rozpoznaje smak wina i chleba.

Myli się, kto przyjmuje przesłanie płynące z czytań jako podręcznik aranżacji terenów zielonych. Wyjęta z „Księgi Ezechiela” przypowieść o dwóch orłach i wierzchołku cedru jest symboliczną opowieścią o poczynaniach króla babilońskiego Nabuchdonozora i faraona Chofry. Kiedy w 597 roku przed Chrystusem Nabuchodonozr uprowadził do Babilonu króla Jojakima (wierzchołek cedru), na tronie w Jerozolimie osadził Sedecjasza (nasienie). Ten chwiejny król ostatecznie zdecydował się złamać układ z Nabuchodonozroem i w sojuszu z Egiptem wystąpił przeciw Babilonii. Bunt skończył się całkowitą klęską Judei w 586 roku przed Chrystusem, czego skutkiem było zburzenie Jerozolimy i masowa deportacja ludności do Babilonu.

Z kolei przypowieść o ziarnach zboża i gorczycy odnosi się do rzeczywistości Królestwa Bożego. Jak ziarno zasiane o odpowiedniej porze, tak Królestwo Boże przychodzi do ludzi we właściwym momencie i rozwija się w sposób niezauważalny, lecz skuteczny. I podobnie jak dla zboża w odpowiedniej chwili przychodzi czas żniwa, tak też nadejdzie kiedyś dzień sądu, w którym każdy otrzyma zapłatę za owoce, jakie wydała jego wiara i współdziałanie z Bogiem, w Jego Królestwie założonym na ziemi. Wreszcie, Królestwo Boże zapoczątkowane przez Jezusa na ziemi, ma niepozorne początki (Jezus zaczyna od małej grupki uczniów, którym głosi Ewangelię o zbawieniu), na koniec jednak osiągnie wielkie rozmiary (będą należały do niego różne ludy i narody) (za Biblią paulistów).

Ułamaną gałązkę cedru zasadzoną na szczycie góry oraz wsiane w ziemię ziarna zboża i gorczycy łączy coś jeszcze. Wszystkie są znakami ukrytego potencjału. Rosną. Ptactwu dają schronienie. Ludzi sycą tym, co zrodzą.

Liturgia bywa nazywana i dziełem ludu, i dziełem dla dobra ludu. Dziełem ludu, bo domaga się czynnego udziału. Dziełem dla dobra ludu, bo każde spotkanie z Bogiem czyni lepszym tego, kto w nim uczestniczy.

 

Komentarz do Ewangelii  –  6 czerwca 2021,

10 Niedziela zwykła,  B :

o. Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Mk 3,20–35

Pewnego razu Jezus wszedł do domu, a zbiegł się taki tłum, że nie mieli chwili na zjedzenie chleba.  Gdy Jego krewni usłyszeli o wszystkim, przyszli, aby Go powstrzymać.  Mówiono bowiem, że odszedł od zmysłów.

Nauczyciele Pisma natomiast, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili, że opętał Go Belzebub i że wyrzuca demony mocą ich przywódcy.  Wtedy przywołał ich do siebie i mówił do nich w przypowieściach:  „Jak może szatan szatana wyrzucać?  Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, to takie królestwo nie może przetrwać.  (…)  Jeśli więc szatan powstał przeciwko sobie i jest wewnętrznie skłócony, to nie może przetrwać, lecz koniec z nim.  (…)

Zapewniam was:  Wszystkie grzechy będą ludziom odpuszczone, a nawet bluźnierstwa, których by się dopuścili.  Kto by jednak zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia:  będzie winien grzechu wiecznego”.  Mówili bowiem:  „Opętał Go duch nieczysty”.

Wtedy przyszła Jego Matka i bracia.  Stojąc na zewnątrz, prosili, aby Go przywołać.  (…)  Powiedzieli Mu:  „Twoja Matka i Twoi bracia, i Twoje siostry są na zewnątrz i dopytują się o Ciebie”.  Odpowiedział im:  „Kto jest moją matką i braćmi?”.  I patrząc na siedzących dokoła, powiedział:  „Właśnie oni są moją matką i moimi braćmi.  Bo kto wypełnia wolę Boga, ten jest moim bratem, siostrą i matką”.

———————————————————

Dlaczego bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu nie będzie odpuszczone?  Święty Jan Paweł II w encyklice „Dominum et vivificantem”  (nr. 46)  wyjaśnia:

„Bluźnierstwo nie polega na słownym znieważeniu Ducha Świętego;  polega natomiast na odmowie przyjęcia tego zbawienia, jakie Bóg ofiaruje człowiekowi przez Ducha Świętego, działającego w mocy Chrystusowej ofiary Krzyża.  (…)  Wewnętrznym szafarzem tego odpuszczenia jest Duch Święty.  Zakłada ono całą prawdę nawrócenia, dokonanego w sumieniu człowieka”.

W praktyce grzechy przeciw Duchowi Świętemu można sprowadzić do dwóch typów postawy moralnej.  Jeden, to zaprzeczenie destrukcyjnej roli zła, które prowadzi do wniosku:  „mogę dalej grzeszyć, to nie jest aż tak złe…”.  Drugi, to zajęcie postawy:  „dary Boże są dla mnie zagrożeniem” – i może tu chodzić zarówno o te dary, które sam mogę dostać, jak i o te, które otrzymują inni…

Tym bardziej więc trzeba nam zadbać o to, aby umieć przyjmować  (z wdzięcznością!!)  dary Ducha Świętego.

 

Komentarz do Ewangelii  –  30 maja 2018,

Uroczystość Najświętszej Trójcy,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Mt 28,16-20

Jedenastu uczniów poszło do Galilei, na górę, tak jak im Jezus nakazał.  Gdy Go zobaczyli, oddali Mu hołd.  Niektórzy jednak nie dowierzali.

A Jezus podszedł do nich i powiedział:  „Otrzymałem pełną władzę w niebie i na ziemi.  Idźcie więc i pozyskujcie uczniów we wszystkich narodach!  Udzielajcie im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego!  Nauczajcie ich, aby zachowywali wszystko, co wam nakazałem.  A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do końca świata”.

———————————————————

W poprzednią niedzielę, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, staraliśmy się otworzyć na radość z Bożego daru, a raczej:  z tego, co dane.  Dziś próbujemy zwrócić się ku Temu, który daje.  Jeśli już sam Dar przekracza nasze wyobrażenia i uzdalnia do rzeczy niewyobrażalnie wielkich  (znane choćby z historii chrześcijaństwa inicjatywy: szkoły, szpitale, opieka społeczna),  to o ileż bardziej przekracza nasze pojmowanie sam Dawca…  Ale jak o tym mówić?

Popatrzmy na powszechnie znany, prosty przykład:  dziecko uczy się modlitwy.  Mówi:  „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego…”,  po czym pyta swą opiekunkę lub opiekuna:   „– Syn – to Pan Jezus, prawda?  – a tamci dwaj Panowie, to kto?”.  Co odpowiemy temu dziecku, skoro i my sami jesteśmy niewiele dalej na drodze zgłębiania Tajemnicy?   Śpiewamy:  „Niepojęta Trójco…”;  a także:  „Niebo, ziemia ani morze pojąć, co jest Bóg, nie może…”.  Mamy tu przed sobą nie tyle problem, który trzeba  (i można…)  rozwiązać;  stajemy wobec tajemnicy, którą nam trzeba zgłębiać stale, bez końca…

Jezus objawia Tajemnicę, którą jest On sam!  Objawia ją nie jako nauczyciel filozofii czy teologii, który Bożej prawdzie z konieczności przygląda się „z zewnątrz”:   On żyje i sam stanowi centrum tej Tajemnicy, tajemnicy nie do wyczerpania, która zatem zawsze może oświecać i umacniać nas, także w życiu wiecznym!  Wieczność na pewno nie będzie nudna!.

I zauważmy także:  żadna z Osób boskich nie mówi o sobie, ale o innych;  kieruje naszą uwagę nie do siebie, ale do innych.  Ojciec, gdy mówi, objawia coś o Synu;  Jezus mówi głównie o Ojcu.  Duch Święty nie uczy nas mówić „Ruah” do siebie – ale uczy mówić „Abba” do Ojca.  To tak, jak w dobrej, kochającej się rodzinie, gdzie ojciec dba przede wszystkim o autorytet matki;  gdzie matka najpierw uczy dziecko mówić „tatusiu”  (a to właśnie ściśle znaczy słowo „abba”!).  Jeśli nauczymy się tego, sami będziemy mogli żyć miłością, będącą w tajemniczy sposób odblaskiem życia Trójcy świętej.

 

Komentarz do Ewangelii  –  23 maja 2021,

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  J 15,26-27; 16,12-15

Jezus powiedział do swoich uczniów:  „Kiedy przyjdzie Wspomożyciel, którego Ja poślę wam od Ojca – Duch Prawdy, który pochodzi od Ojca, On będzie świadczył o Mnie.  Wy także powinniście dawać świadectwo o Mnie, gdyż jesteście ze Mną od początku.

Miałbym wam jeszcze dużo do powiedzenia, lecz teraz nie jesteście w stanie tego udźwignąć.  Po swoim przyjściu On – Duch Prawdy – poprowadzi was ku pełnej prawdzie.  Nie będzie bowiem mówił od siebie, lecz powie to wszystko, co usłyszy.  Będzie także nauczał o sprawach przyszłych.  On Mnie uwielbi, gdyż będzie czerpał z tego, co moje, i będzie wam to głosił.  Wszystko, co należy do Ojca, jest moje;  dlatego powiedziałem:  Będzie czerpał z tego, co moje, i będzie wam to głosił”.

———————————————————

Wiele osób, zwłaszcza starszych, zapewne pamięta modlitwę świętego Jana Pawła II w wigilię uroczystości Zesłania Ducha Świętego, w czerwcu 1979 roku:  „Niech zstąpi Duch Twój!  I odnowi oblicze ziemi.  Tej Ziemi!”.  Te pamiętne słowa wypowiedziane na Placu Zwycięstwa w Warszawie stały się mottem pierwszej pielgrzymki Ojca świętego do Ojczyzny.  Niemal wszyscy potrafili w tej modlitwie dostrzec siłę napędową zmian, jakie potem u nas nastąpiły.  Dziś przeżywamy jakby „zmęczenie” biegiem spraw, zarówno w polityce jak i w zwykłym, codziennym życiu;  trzeba więc na nowo otworzyć się na moc Ducha, którego Chrystus – Głowa Kościoła – wylewa na swoje członki i w ten sposób buduje, ożywia i uświęca Kościół.

Duch Święty pozwala światu wejść w „czasy ostateczne”, w czas Kościoła;  w Królestwo już odziedziczone, choć jeszcze nie dopełnione.  Po Wniebowstąpieniu Jezusa jest to nowa forma obecności Boga wśród ludzi.

Dary Ducha Świętego są nam dane dla uwielbienia Boga i uświęcenia człowieka.  W liturgii śpiewamy:  „bez mocy Twojej łaski nie ma nic w człowieku, nie ma nic, co nie byłoby szkodliwe”.  Istnieje wiele i bardzo różnych darów Ducha, danych w różny sposób.  Podstawowe, to symboliczne „3 M”:  dary Mądrości, Miłości i Mocy.  Poprzez nie Duch Święty wyprowadza nas z bierności, z nijakości, ku zdolności do twórczego działania.  Prośmy, aby te dary objawiały się i owocowały w życiu każdego z nas.  Prośmy, abyśmy umieli przyjmować je z wdzięcznością i mądrze wcielać je w życie;  a także abyśmy umieli pomagać w tym naszym bliskim.

 

2021-05-23 – J 15,26-27;16,12-15 – Odejście i obecność

Ks. Michał Palowski

Umarł, aby żyć. Odszedł, aby być.

Słowo, które stało się ciałem słowa dotrzymało. Jego odejście jest brzemienne w owocach. Wraca do Ojca. Nie zostawia sierotami. Zsyła obiecanego Parakleta. Daje Pocieszyciela.

Wydarzenie zesłania Ducha Świętego jest jednocześnie końcem i początkiem. Końcem, bo zamyka paschalne misterium. Początkiem, bo otwiera rzeczywistość Kościoła. Odtąd czas do ponownego przyjścia Pana odmierzać zaczynają głoszenie Słowa i sprawowanie sakramentów, wśród których szczególne miejsce zajmuje Eucharystia.

»Kiedyś wino i chleb, teraz Ciało i Krew. Możesz wierzyć lub nie to naprawdę dzieje się« (Adam Szewczyk). Spytasz: jak? Mocą Ducha Świętego.

Z „Katechizmu Kościoła Katolickiego”: W Modlitwie eucharystycznej, będącej modlitwą dziękczynienia i konsekracji, dochodzimy do centrum i szczytu celebracji: W prefacji Kościół składa dziękczynienie Ojcu przez Chrystusa, w Duchu Świętym, za wszystkie Jego dzieła: stworzenie, odkupienie i uświęcenie. Cała wspólnota włącza się wówczas w tę nieustanną pieśń chwały, którą Kościół w niebie, aniołowie i wszyscy święci śpiewają trzykroć świętemu Bogu (KKK 1352). W epiklezie Kościół prosi Ojca, aby zesłał Ducha Świętego (lub pełnię swojego błogosławieństwa) na chleb i wino, aby Jego mocą stały się Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa i aby ci, którzy uczestniczą w Eucharystii, byli jednym ciałem i jedną duszą. (Niektóre tradycje liturgiczne umieszczają epiklezę po anamnezie.) W opisie ustanowienia Eucharystii moc słów i działania Chrystusa oraz moc Ducha Świętego sprawia, że pod postaciami chleba i wina uobecnia się sakramentalnie Ciało i Krew Chrystusa, Jego ofiara złożona na krzyżu raz na zawsze (KKK 1353).

Z „Dziejów Apostolskich”: »Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić« (Dz 2,2-4).

Ten „język jakby z ognia” miał i nadal ma moc przemienić człowieczy język i uzdalnia go, by głosił Eucharystie, wielkie dzieło Boże (por. Dz 2,11).

Sław języku tajemnicę

Ciała i Najdroższej Krwi

którą jako łask krynicę

wylał w czasie ziemskich dni

Ten co matkę miał dziewicę

Król narodów godzien czci.

(…)

Przed tak wielkim Sakramentem

upadajmy wszyscy wraz

niech przed Nowym Testamentem

starych praw ustąpi czas

co dla zmysłów niepojęte

niech dopełni wiara w nas

Bogu Ojcu i Synowi

od po wszystkie nieśmy dni

niech podaje wiek wiekowi

hymn tryumfu dzięki czci

a równemu Im Duchowi niechaj

wieczna chwała brzmi. Amen.

Umarł, aby żyć. Odszedł, aby być.

W Eucharystii.

 

Komentarz do Ewangelii  –  16 maja 2021,

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego,  B :

o. Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Mk 16,15-20

Jezus ukazał się Jedenastu  (…)  i powiedział do nich:  „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!  Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony;  a kto nie uwierzy, ten się potępi.  Tym, którzy uwierzą, takie znaki będą towarzyszyć:  W moje imię będą wyrzucać demony, będą mówić nowymi językami, węże będą brać do rąk, i choćby wypili coś zatrutego, nie zaszkodzi im.  Będą na chorych kłaść ręce, a ci zostaną uzdrowieni”.

A gdy Pan Jezus to do nich powiedział, został wzięty do nieba i zasiadł po prawej stronie Boga.  Oni zaś rozeszli się i przepowiadali Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.

———————————————————

Krótki, lakoniczny tekst Ewangelii według św. Marka zdaje się sugerować, że Jezus wstąpił do nieba zaraz po swoim zmartwychwstaniu;  od innych Ewangelistów wiemy jednak, że odejście Jezusa miało miejsce po 40-tu dniach (Dz 1,3),  i tak świętujemy je w liturgii Kościoła:  albo w sam dzień, 40 dni po uroczystości Zmartwychwstania, albo w kolejną niedzielę, zaraz po tym terminie.

Dzisiejsze święto przypomina:  Pan Jezus odszedł, nie towarzyszy nam już tak bezpośrednio, jak przed swoją śmiercią, ale upewnia nas, że jest z nami przez wszystkie dni, aż do końca świata (Mt 28,20).  Nam, żyjącym w tym obecnym świecie, tu i teraz, zlecił konkretne zadanie:  Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!  Wzywa nas, abyśmy, wypełniając tę misję, wytrwale wędrowali do naszej prawdziwej ojczyzny, tej w niebie – gdyż tam jest dom Ojca!

Jezus jest z nami:  bez Jego obecności i pomocy nie mielibyśmy ani rozeznania ani sił do tej pielgrzymki.  Święty Leon Wielki, papież z połowy V-go wieku, tłumaczył:  „Jezus, który do nas zstąpił, nie opuścił swego Ojca, a wstępując do Ojca, nie opuścił swoich uczniów.”  On sam karmi nas w drodze.  Karmi sobą, poucza, prowadzi słowami Objawienia, posyła Ducha Świętego, abyśmy mogli stopniowo zrozumieć to, co nam objawia i wiernie pełnić zleconą nam misję.

Wniebowstąpienie Jezusa oznacza także, iż niebo i ziemia nie stanowią już niepowiązanych wzajemnie obszarów rzeczywistości, bez żadnego związku między nimi.  W naszym poznaniu ujmujemy je inaczej, gdyż czym innym jest poznanie rozumu, czym innym poznanie wiary;  ale istnieje ścisła więź jednego z drugim, przez obecność Zmartwychwstałego.  O tym też trzeba pamiętać.

 

 

 

2021-05-16-Mk 16, 15-20 – Niebo nie do wynajęcia

ks. Michał Palowski

Homo sapiens. Homo rogans. Człowiek myślący. Człowiek pytający.

»Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?« (Dz 1,11) – anielskie pytanie – nie tylko ze względu na ponadczasową naturę pytających nie traci nic ze swojej aktualności. Odniósł się od niego papież Benedykt XVI przemawiając na krakowskich błoniach 28 maja 2006 roku. Jednocześnie zaznaczył, że »w odpowiedzi na to pytanie zawiera się podstawowa prawda o życiu i przeznaczeniu każdego człowieka«.

Dlaczego stoicie? »Stoimy na ziemi, bo tu postawił nas Stwórca jako uwieńczenie swojego dzieła stworzenia (…) „Stoimy na ziemi”, tkwimy w niej korzeniami, wyrastamy z niej. Tu tworzymy dobro na rozległych polach codziennego bytowania, w sferze materialnej, ale także duchowej: we wzajemnych relacjach, w budowaniu wspólnoty ludzkiej, w kulturze. Tu doznajemy trudu wędrowców, zmierzających do celu krętymi drogami, pośród wahań, napięć, niepewności, ale z głęboką świadomością, że wcześniej czy później ta wędrówka osiągnie kres«.

Dlaczego wpatrujecie się w niebo? »Wpatrywali się w niebo, bo odprowadzali wzrokiem unoszącego się w górę Jezusa Chrystusa, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Nie wiadomo, czy wówczas zdawali sobie sprawę z tego, że właśnie otwierał się przed nimi najwspanialszy, nieskończony horyzont, ostateczny cel ziemskiego pielgrzymowania człowieka. Być może zrozumieli to dopiero wtedy, gdy zostali oświeceni przez Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy. Dla nas jednak to wydarzenie sprzed dwóch tysięcy lat jest czytelne. Jesteśmy wezwani, by stojąc na ziemi, wpatrywać się w niebo – kierować uwagę, myśl i serce w stronę niepojętej tajemnicy Boga. By patrzeć w kierunku rzeczywistości Bożej, do której od stworzenia powołany jest człowiek. W niej kryje się ostateczny sens naszego życia«. Tyle papież Benedykt.

Zrządzeniem Opatrzności również w tym roku majowa msza maltańska wypada w Uroczystość Wniebowstąpienia. Rok temu przegrałem literacką potyczkę z obecną tu Agnieszką Jarzyńską – Stęclik i fragment „Ballady z gór” śpiewanej przez Stare Dobre Małżeństwo do słów Józefa Barana i muzyki Krzysztofa Myszkowskiego musiał ustąpić pola „Modlitwie wspinacza” Ignacego Walentego Nendzy.

Agnieszko! Mam nadzieję, że tym razem pogodzi nas Robert Kasprzycki i jego „Niebo do wynajęcia”:

Niebo do wynajęcia

Niebo z widokiem na raj

Tam gdzie spokój jest święty, no bo…

Święci są pańscy

Szklanką ciepłej herbaty

Poczęstuje Cię Pan

Wizja nieba całkiem miła dla ucha, oka i podniebienia. Jednak kwestia własności już nie do końca. Wierzymy, że rzeczywistość nieba, do której zmierzamy nie będzie nam wynajęta, a dana. Pan Jezus obiecał przecież: »Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę« (J 14,1-4).

I jeszcze jedno, skoro o kwestii własności mowa. Miejsce Wniebowstąpienia, Święta Góra, jeden z trzech wierzchołków Góry Oliwnej pozostaje pod zarządem społeczności muzułmańskiej. Przewodnicy po Ziemi Świętej powiadają, że być może to wezwanie, abyśmy w drodze do nieba nie przywiązywali się do ziemskich miejsc, które choć ważne, są przecież wtórne do treści wiary.

 

Komentarz do Ewangelii  –  9 maja 2021,

6-ta niedziela wielkanocna,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  J 15,9-17 :

Jezus powiedział do swoich uczniów:  „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem.  Trwajcie w mojej miłości.  Będziecie zaś trwać w mojej miłości, jeśli zachowacie moje przykazania, podobnie jak Ja spełniłem przykazania mojego Ojca i trwam w Jego miłości.

Powiedziałem wam to, aby wypełniała was moja radość i aby ta radość była doskonała.  To jest bowiem moje przykazanie, abyście się wzajemnie tak miłowali, jak Ja was umiłowałem.  Nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś poświęca swoje życie za przyjaciół.  Wy jesteście moimi przyjaciółmi, jeśli spełniacie wszystko, co wam polecam.  Już nie nazywam was sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan.  Nazwałem was przyjaciółmi, gdyż dałem wam poznać wszystko, czego dowiedziałem się od Ojca.  To nie wy wybraliście Mnie, lecz Ja wybrałem was i Ja wyznaczyłem was, abyście szli, przynosili owoc i aby wasz owoc był trwały;  aby mój Ojciec dał wam wszystko, o co Go poprosicie w moje imię.  To wam nakazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.

———————————————————

Słyszymy dziś dalszy ciąg tekstu Ewangelii czytanego przed tygodniem.  Wezwanie do trwania w Jezusie przybiera coraz bardziej konkretną formę:  Jezus zaprasza, abyśmy trwali w Jego miłości.

Miłość to obecność, istnienie przy ukochanej osobie i dla niej;  trwanie przy niej.  Miłość to czynienie dobra.  Sam Jezus poucza, jak należy je czynić:  Zapewniam was:  Wszystko, co zrobiliście dla jednego z tych najmniejszych moich braci, zrobiliście dla Mnie  (Mt 25,40).

Miłość wreszcie znaczy: zaufanie.  Sam Bóg zaufał nam w zdumiewający sposób.  Tak dalece szanuje naszą rozumność, że nie narzuca nam swej prawdy w formie oczywistości nie do odparcia.  Tak dalece szanuje naszą wolność, że nie odbiera nam jej nawet wtedy, gdy czynimy z niej ewidentnie zły użytek.

Miłość względem Boga, zaufanie do Niego oznacza, że w naszym życiu trzeba nie tylko liczyć się z Bogiem, pełnić Jego wolę;  ale trzeba też umieć liczyć na Boga, na to, że On sam doprowadzi nas do swego domu, do naszej właściwej ojczyzny.  Nawet wtedy, gdy pełne, bezwarunkowe zaufanie wobec Boga zdaje się przekraczać nasze siły, nie bójmy się:  trzeba wytrwale uczyć się go i troszczyć się o to, aby konsekwentnie umacniać je i pogłębiać.

 

Komentarz do Ewangelii  –  2 maja 2021,

5-ta niedziela wielkanocna,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  J 15,1-8 :

Jezus powiedział do swoich uczniów:  „Ja jestem prawdziwym krzewem winorośli, mój Ojciec zaś jest hodowcą winnej latorośli.  Każdą gałązkę, która nie owocuje we Mnie, odcina.  Tę zaś, która rodzi owoce, oczyszcza, aby dawała ich jeszcze więcej.  Wy już jesteście oczyszczeni dzięki nauce, którą wam przekazałem.  Trwajcie we Mnie tak, jak Ja w was.

Podobnie jak winna gałązka nie może owocować sama z siebie, gdy nie trwa w krzewie, tak też i wy, jeśli nie będziecie trwać we Mnie.  Ja jestem krzewem winorośli, a wy gałązkami.  Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi obfity owoc, gdyż beze Mnie nic nie możecie uczynić.  Jeśli ktoś nie trwa we Mnie, będzie odrzucony jak gałązki i uschnie.  Zbiera się je, wrzuca w ogień i spala.  Jeśli będziecie trwać we Mnie i jeśli moja nauka będzie w was trwać, proście, a spełni się wszystko, cokolwiek tylko pragniecie.  Przez to bowiem doznał chwały mój Ojciec, że przynosicie obfity owoc i jesteście moimi uczniami”.

———————————————————

Czytania dwóch kolejnych niedziel, a więc fragmenty 15-go rozdziału Ewangelii św. Jana, są częścią proklamacji nowego i wiecznego Przymierza, które Jezus zawarł z nami przez swoja mękę, śmierć, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie oraz zesłanie Ducha Świętego.

Słyszymy słowa Jezusa: beze Mnie nic nie możecie uczynić.  Każdy pragnie czynić dobro, ale też każdy często boleśnie odczuwa własną słabość, niezdolność do przekroczenia własnych ograniczeń.  Ot, „chcemy dobrze, a potem wychodzi, jak zawsze”.

Doznajemy więc doświadczenia własnej grzeszności, znacznie większej niż nasze grzechy.  Nawet jeśli udaje się nam żyć względnie przyzwoicie, to nie dlatego, że jesteśmy tak doskonali;  ale dlatego, że Bóg w swoim miłosierdziu nas ochrania.  Stąd tak ważne osobiste „przylgnięcie do Jezusa”, trwanie w Nim:  tylko w Nim mogę odnaleźć światło poznania oraz moc do czynienia dobra. 

Okres Wielkanocy otwiera nowe perspektywy.  Wiara w Jezusa to nie tylko „porządkowanie” obecnego, danego tu i teraz świata.  To także obietnica uczestnictwa w świecie przyszłym, w pełni odnowionym przez Zbawiciela.  Starajmy się trwać w Nim, aby to uczestnictwo stało się udziałem każdego z nas.

 

Komentarz do Ewangelii  –  25 kwietnia 2021,

4-ta niedziela wielkanocna,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  J 10,11-18 :

Jezus powiedział:  „Ja jestem dobrym pasterzem.  Dobry pasterz poświęca swoje życie za owce.  Najemnik zaś, i ten który nie jest pasterzem ani właścicielem owiec, gdy zobaczy zbliżającego się wilka, opuszcza je i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza.  Jest bowiem najemnikiem i nie troszczy się o owce.

Ja jestem dobrym pasterzem.  Znam moje owce i one Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec i jak Ja znam Ojca.  Poświęcam też swoje życie za owce.  Posiadam jeszcze inne owce, które wprawdzie nie są z tej zagrody, lecz trzeba, abym je przyprowadził.  Pójdą one za moim głosem i tak powstanie jedna trzoda z jednym pasterzem.  Ojciec miłuje Mnie, dlatego że oddaję swoje życie, aby je znowu odzyskać.  Nikt mi go nie zabiera, lecz oddaję je z własnej woli.  Posiadam bowiem władzę, aby je oddać, jak i ponownie odzyskać.  Takie polecenie otrzymałem od mojego Ojca”.

———————————————————

Czwarta niedziela wielkanocna bywa nazywana „niedzielą dobrego Pasterza”.  W odpowiedzi na polecenie samego Jezusa podejmujemy w tym dniu szczególną modlitwę o dobre powołania do kapłaństwa.  W liturgii czytamy fragmenty 10-go rozdziału Ewangelii według świętego Jana:  Ewangelii dobrego Pasterza.  Ten rozdział nie ma jakiejś jednolitej narracji.  Sprawia wrażenie luźnych wątków, dla których nicią przewodnią jest pasterska misja samego Jezusa.

Czytamy o pasterzu – ofiarnym opiekunie, który zawsze i wszędzie troszczy się o wszystkie owce.  Jego pasterska misja to nie tylko zapewnienie żyznych, obfitych pastwisk czy obrona przed zagrożeniami;  to także osobista więź z owcami, dzięki której troska staje się solidarnością w trudnościach.  Słyszymy też zapowiedź przyszłej jedności trzody, pod opieką i przewodnictwem jednego Pasterza.  Miłość Boża, objawiona w ofierze Chrystusa, prowadzi nas, aby zgromadzić w jedno rozproszone dzieci Boże (J 11,52).

Bardzo tajemniczo brzmią słowa Jezusa:  znam moje owce i one Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec i jak Ja znam Ojca.  Często doświadczamy wątpliwości, wręcz niepokoju:  na ile znamy Jezusa?  czy nie dopuściliśmy tu do poważnych zaniedbań?  Tej wypowiedzi Jezusa nie sposób zrozumieć;  ale ufamy, że w dniu ostatecznym On sam nam to wyjaśni.

 

Komentarz do Ewangelii  –  18 kwietnia 2021,

3-cia niedziela wielkanocna,  B :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Łk  24,35-48 :

Uczniowie opowiadali o tym, co im się przydarzyło w drodze i jak Jezus dał się im poznać przy łamaniu chleba.

Gdy o tym rozmawiali, On sam stanął pośród nich i powiedział:  „Pokój wam!”.  Zatrwożeni i przestraszeni sądzili, że widzą ducha.  Lecz On im powiedział: „Czemu jesteście zmieszani i czemu wątpliwości budzą się w waszych sercach?  Spójrzcie na moje ręce i nogi!  To Ja jestem!  Dotknijcie Mnie i przekonajcie się.  Duch bowiem nie ma ciała ani kości, a widzicie, że Ja mam”.  Gdy to powiedział, pokazał im ręce i nogi.  Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i byli pełni zdumienia, zapytał ich:  „Macie tu coś do jedzenia?”.  Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby.  A On wziął i przy nich zjadł.

Potem rzekł:  „Oto moje słowa, które powiedziałem do was, gdy byłem jeszcze z wami:  «Musi wypełnić się wszystko, co jest napisane o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach»”.  Wtedy rozjaśnił im umysł, aby rozumieli Pisma.  I powiedział:  „Tak jest napisane:  Chrystus będzie cierpiał, a trzeciego dnia zmartwychwstanie i w Jego imię zostanie ogłoszone nawrócenie na odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, rozpoczynając od Jeruzalem.  Wy jesteście świadkami tych rzeczy”.

———————————————————

Realność Zmartwychwstania przekracza nasze wyobrażenia.  Uczniowie chcą uwierzyć, ale po doświadczeniu śmierci Jezusa na krzyżu jest to jakby ponad ich siły.  Łukasz notuje:  Jezus rozjaśnił im umysł, aby rozumieli Pisma.  Bez takiego „rozjaśnienia” niewiele rozumiemy z tego, co duchowe;  a to przede wszystkim w tej dziedzinie dokonuje się działanie Boga w świecie i budowana jest nasza więź z Bogiem.  Nie pojmiemy tego na poziomie czysto naturalnym.

Jesteśmy dziś wezwani, aby przechodzić od niewiedzy do poznania Jezusa, naszego Pana i Zbawiciela.  Trzeba rozpoznać, jak działa Bóg w moim życiu (czy istnieje tam w ogóle coś, co można zakwalifikować jako „przypadek”?).  Mogę czcić Boga ustami, a zarazem być nieświadomy Jego działań wobec mnie, zwłaszcza gdy nie dbam o wypełnianie Bożych przykazań.

Jezus przynosi pokój, przezwyciężenie naszych lęków, słabości, grzeszności.  Nie jest to bierny „święty spokój”.  Obdarzając pokojem Jezus daje zadania:  mamy być świadkami tego, że w Nim objawia się miłosierna miłość Boga do ludzi.  Nasza wiara ma objawiać się w świadectwie naszego życia.

 

Komentarz do Ewangelii  – 11 kwietnia 2021,

druga niedziela wielkanocna,  czyli Miłosierdzia Bożego :

ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  J 20,19-31 :

Gdy w dniu zmartwychwstania zapadł wieczór, a tam, gdzie przebywali uczniowie, zamknięto drzwi z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął w środku i pozdrowił ich:  „Pokój wam”.  A gdy to powiedział, pokazał im ręce oraz bok.  Uczniowie uradowali się, że ujrzeli Pana.  Jezus zaś odezwał się do nich ponownie:  „Pokój wam!  Jak Mnie posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam”.  Po tych słowach tchnął i oznajmił im:  „Przyjmijcie Ducha Świętego.  Tym, którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone;  którym zatrzymacie, są zatrzymane”.

Tomasz, zwany Bliźniakiem, jeden z Dwunastu, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus.  Pozostali uczniowie mówili więc do niego:  „Zobaczyliśmy Pana”.  On jednak odparł:  „Nie uwierzę, jeśli nie ujrzę na Jego rękach śladów po gwoździach, nie włożę swego palca w miejsce gwoździ i nie umieszczę swojej ręki w Jego boku”.  Po ośmiu dniach uczniowie znów byli wewnątrz i Tomasz razem z nimi.  Mimo zamkniętych drzwi, Jezus wszedł, stanął w środku i pozdrowił ich:  „Pokój wam”.  Następnie rzekł do Tomasza:  „Unieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce, podnieś też swoją rękę i włóż w mój bok.  I przestań byś niedowiarkiem, a bądź wierzącym”.  Tomasz wyznał Mu w odpowiedzi:  „Pan mój i Bóg mój!”.  Jezus zaś rzekł do niego:  „Wierzysz, ponieważ Mnie ujrzałeś?  Szczęśliwi ci, którzy nie zobaczyli, a uwierzyli”.

Jezus dokonał jeszcze wielu innych znaków wobec swoich uczniów, których nie zapisano w tej księdze.  Te natomiast spisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Bożym, oraz abyście wierząc, mieli życie w Jego imię.

———————————————————

Przez cały ostatni tydzień czytaliśmy o spotkaniach Zmartwychwstałego Pana z Jego uczniami.  Jezus pojawia się niespodziewanie i pozwala się rozpoznać tylko wtedy, gdy sam tego chce.  Posila się wraz z nimi, ale wchodzi przez zamknięte drzwi, albo znika, jakby rozpływał się w powietrzu.  Trzeba uwierzyć, że ta pozorna niespójność ostatecznie ma nam pomóc otworzyć nasze serca i umysły na dar Bożego Miłosierdzia – czyli na Bożą miłość, tak jak objawia się ona wobec naszej grzeszności.  Otworzyć na dar Ducha Świętego, który pouczy nas o wszystkim.  Gdy On zstąpi na uczniów Jezusa, pozwoli im pojąć wszystko, co trzeba, aby głosić światu Dobrą Nowinę o zbawieniu.

Trzeba wsłuchać się w Orędzie Zmartwychwstania, uwierzyć w nie, a potem podejmować misję, którą mamy pełnić w świecie my – uczniowie Jezusa.  Wiara ma przemieniać nasze życie.  Nie tylko Tomaszowi trudno było uwierzyć w Zmartwychwstanie;  każdy potrzebuje ufności do otwarcia się na Boże dary.  Bóg w swoim miłosierdziu pragnie hojnie obdarzać nimi wszystkie swoje dzieci.        

 

2021-04-11 J20,19-31 Miłosiernie  

»Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni« – powtarzam za piszącym do Efezjan świętym Pawłem (Ef 2,4-5).

»Nie umiałbym podać definicji homo sapiens, natomiast jestem przekonany, że wiem, w jakiej fazie rozwoju należy nazwać istotę ludzką człowiekiem. Będzie to ta faza, w której istota owa stała się zdolna do współczucia i miłosierdzia. W tym samym momencie zaistniały warunki dla narodzin medycyny: dlatego powiedzieć możemy, że medycyna jest tak stara jak ludzkość. Przedmiotem tak pojętej medycyny jest nie tylko choroba, ale i śmierć, która jest integralną częścią procesów życia, nie tylko ból fizyczny, ale i nieszczęście, nie tylko pomoc fizyczna, której formy i sposoby się zmieniają, ale i pomoc moralna, której zasadnicze formy wykazują trwałość niezwykłą« – mawiał profesor Jan Miodoński.

Miłosierdzie to przymiot Boga wyrażający się w Jego pełnej miłości postawie wobec człowieka, bez względu na jego zasługi. Stary Testament nie wypracował jednego pojęcia na określenie Bożego Miłosierdzia, lecz używa kilku uzupełniających się terminów. W języku hebrajskim Miłosierdzie Boże określane jest jako »rachamim«, które pochodzi od wyrazu oznaczającego macicę, łono. Bóg przyjmuje wobec człowieka postawę macierzyńską, jest kochającym rodzicem. Ponadto używa się rzeczownika »chesed«, który wskazuje na takie cechy Boga jak życzliwość, miłość, lojalność, wierność. Innym określeniem jest »channun« – łagodność, litość, przebaczenie. Według autorów Nowego Testamentu najpełniejszym wyrażeniem Miłosierdzia Bożego było Wcielenie Jezusa, który przyszedł, aby zbawić wszystkich ludzi. Miłosierna miłość Chrystusa do ludzi cechowała całą Jego publiczną działalność i wyrażała się w niezliczonych gestach pomocy okazywanej ludziom (za Biblią paulistów).

Bogaty w miłosierdzie Bóg »spotyka« się z człowiekiem, istotą zdolną do miłosierdzia w osobie i życiu Jezusa Chrystusa. Innymi słowy, dwa oblicza miłosierdzia »objawiają się« w Bogu, który stał się człowiekiem. To »spotkanie« skutkuje objawieniem jeszcze jednego wymiaru miłosierdzia, o którym dziś traktuje Boże Słowo. Spotkanie Jezusa z apostołami daje początek sakramentowi miłosierdzia. «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane» (J 20,22-23). Z kolei zgoda na dotknięcie ran na dłoniach i w boku «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» jest odpowiedzią Jezusa na Tomaszowy kryzys wiary (J 20,27). Wreszcie doświadczenie zmartwychwstania, mocno obecne w pierwszym Kościele, przekłada się zaradzanie potrzebom wiernych środkami pochodzącymi ze wspólnych zasobów. Krótko mówiąc, nowe imię miłosierdzia, to zdolna zaradzić potrzebom duszy i ciała, wrażliwość.

Święty Tomasz Apostoł otwiera długą listę promotorów Bożego Miłosierdzia. On jako pierwszy, wkładając dłoń w bok Jezusa, niejako zaczerpnął ze źródła, z którego wypłynęły krew i woda (J 19,34). Aramejskie »toma« podobnie jak greckie »didymos« oznacza bliźniaka. Bliźniacy, choć w wielu wymiarach podobni, ostatecznie okazują się być różni. Woda, przez którą zostaliśmy oczyszczeni oraz Krew, przez którą zostaliśmy odkupieni, czynią nas podobnymi. Różnią nas natomiast poziom i obszary wrażliwości. Śmiem twierdzić, że to właśnie stanowi o naszej szpitalniczej sile. Choć, tak bardzo różni zjednoczeni przez chrzest i Eucharystię, możemy więcej.

ks. Michał Palowski

 

 

2021-04-04 Wielkanocnie

Wierzę w Jezusa Chrystusa, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Panny, umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion. Wierzę w ciała zmartwychwstanie. Pusty grób jest źródłem, z którego ta wiara bierze swój początek.

Z „Katechizmu Kościoła Katolickiego”: Wierzymy mocno i mamy nadzieję, że jak Chrystus prawdziwie zmartwychwstał i żyje na zawsze, tak również sprawiedliwi po śmierci będą żyć na zawsze z Chrystusem Zmartwychwstałym i że On wskrzesi ich w dniu ostatecznym (KKK 989). Wiara w zmartwychwstanie zmarłych, która była od początku istotnym elementem wiary chrześcijańskiej (KKK 991) opiera się na wierze w Boga, który nie jest „Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mk 12,27).

Chrześcijańska nadzieja na zmartwychwstanie jest cała naznaczona doświadczeniem spotkań z Chrystusem Zmartwychwstałym. My zmartwychwstaniemy jak On, z Nim i przez Niego (KKK 995). Przestrzenią, w której spotykamy i doświadczamy obecności Zmartwychwstałego jest Eucharystia. Wyznanie wiary w Jezusa i nasze przyszłe zmartwychwstanie składamy wysłuchawszy Bożego Słowa. Jak od Słowa przechodzimy do Ciała, tak nie tylko słowem, ale i ciałem – przyjmując postawę stojącą – wiarę w zmartwychwstanie wyznajemy.

W czasie stania ciało nasze przyjmuje postawę wyprostowaną, która wyraża czujność, napięcie uwagę, cześć przed kimś wyższym, szacunek, gotowość do przyjęcia rozkazu i wypełnienia służby, rozpoczęcie wędrówki. Od zamierzchłych czasów postawę tę przybierali składający ofiary. Ten, kto przyjmuje chrzest powstaje z martwych wraz z Chrystusem. Odtąd w swoim życiu stara się wybiegać naprzeciw nadchodzącego Pana. Te różnorodne znaczenia dostatecznie uzasadniają przyjmowanie postawy stojącej w czasie określonych części sprawowanej liturgii. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa postawa stojąca była typową postawą modlitewną; tak też sztuka katakumbowa przedstawiała orantów (Dorothea Forstner OSB, Świat symboliki chrześcijańskiej). Ci zaś byli symbolami duszy, która osiągnęła już pokój wieczny.

Raz jeszcze w te paschalne dni przywołajmy norwidowską „Moją piosenkę”:

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

Dla darów nieba,

Tęskno mi, Panie

Podnoszą z ziemi schylając i wstając. Podnoszą przez uszanowanie dla Życia i życia w Chlebie i chlebie ukrytego.

Boże, Ty nam dałeś prawdziwy Chleb z nieba, spraw abyśmy mocą duchowego pokarmu zawsze żyli w Tobie i w dniu ostatecznym chwalebnie zmartwychwstali. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

ks. Michał Palowski

 

2021-04-01 –J  13, 1-15 Wielkoczwartkowo

Pierwsza pascha spożywana w noc wyjścia z niewoli egipskiej dała początek kolejnym, do których Izraelici zasiadali wspominając, czego Bóg dokonał w dziejach ich narodu. Jedna z nich stała się pierwszą eucharystią. Ta zaś dała początek kolejnym, przeżywanym według usłyszanego dopiero co świętopawłowego opisu. Nie wiem, co na to filologowie, ale ta powracająca w przytoczonych skojarzeniach pierwszość w połączeniu z odniesieniem do Jezusa przywiodła mi na myśl fragment z norwidowskiej „Mojej piosenki”:

Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony

Są jak odwieczne Chrystusa wyznanie:

„Bądź pochwalony!”

Tęskno mi, Panie.

Czy Wieszcz mówiąc o pierwszym, będącym jednocześnie wyznaniem wiary ukłonie, miał na myśli tą pierwszą z wielu eucharystii, które dane było nam dotychczas przeżyć – nie wiem, ale w roku poświęconym Eucharystii, który pokrywa się z rokiem norwidowskim nie sposób nie zadać sobie takiego pytania.

Paschę obchodzono na wiosnę w miesiącu Nisan, który w naszej rachubie czasu przypada na przełom marca i kwietnia. Pochodną tego jest termin świętowania Wielkanocy po pierwszej wiosennej pełni księżyca. W czasie paschy spożywano odpowiednio przyrządzonego baranka, upamiętniającego ofiarę, której krew uratowała Izraelitów od śmierci oraz przaśny chleb, przygotowany jedynie z mąki i wody na pamiątkę chleba, który jedli przodkowie. Pito gorzkie zioła, aby przypomnieć sobie ciężkie lata niewoli. Potrawy popijano posoloną wodą, dla wspomnienia wielu łez wylanych w czasie niewoli, a cztery kielichy wina wypijane w czasie wieczerzy w odpowiednich odstępach miały być zapowiedzią przyszłej, obiecanej ojczyzny. W tych okolicznościach wiosennego czasu i stołu znów powraca Norwid ze wspomnieniem kraju, gdzie „winą jest dużą popsować gniazdo na gruszy bocianie, bo wszystkim służą” i gdzie „kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba”.

To kolejny Wielki Czwartek, jaki przychodzi nam przeżywać w pandemicznych realiach. Do akrostychu DDM – dystans, dezynfekcja, maseczki, trzeba nam dodać kolejny norwidowski pierwiastek, literę T zwiastującą Tęsknotę, będącą przecież jednym z imion miłości, a o której przypomniał nam święty Jan. Kto kocha, nie tylko obmywa nogi przyjmując rolę sługi, ale również tęskni. W ten wieczór warto zapytać się o to, jak zdaliśmy roczny egzamin z tęsknoty na Eucharystią. Czy mając „tak za tak, nie za nie, bez światłocienia”, pozwoliliśmy sobie za nią zatęsknić, a tym samym odkryć ją – niczym tę pierwszą – na nowo i w niej się rozsmakować?

ks. Michał Palowski

 

 

Komentarz do Ewangelii  –  28 marca 2021,  Niedziela Męki Pańskiej („Palmowa”),  B

Ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia Mk 11,1-10  oraz  14,1 – 15,47

(…)  Przyprowadzili osiołka do Jezusa i zarzucili na niego swoje płaszcze, a On go dosiadł.  Wielu słało swoje płaszcze na drodze, a inni zielone gałązki ścięte na polach.  Ci zaś, którzy szli przed Nim i za Nim, wołali:  „HosannaChwała Temu, który przychodzi w imię Pana.  Błogosławione nadchodzące królestwo naszego ojca Dawida.  Hosanna na wysokościach!”.  (…)

(…)  Piłat powiedział:  „Jeśli chcecie, uwolnię wam króla Żydów?”.  Wiedział bowiem, że wyżsi kapłani wydali Go z zawiści.  Wyżsi kapłani podburzyli jednak tłum, aby domagał się raczej Barabasza.  Piłat ponownie powiedział do nich:  „Co chcecie, abym uczynił z tym, którego nazywacie królem Żydów?”.  A oni znowu krzyczeli:  „Ukrzyżuj Go!”.  Piłat odparł:  „Cóż więc złego uczynił?”.  Lecz oni tym głośniej krzyczeli:  „Ukrzyżuj Go!”.  Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.  (…)

———————————————————

Dwa fragmenty tej samej Ewangelii – i podobne określenia: „tłum,” „wielu”…  Czy w tych dwóch opisanych tutaj wydarzeniach byli to za każdym razem różni ludzie, czy w dużej mierze ci sami ludzie?

Było wielu takich, którzy szczerze wierzyli, że Rabbi Jeszua z Nazaretu jest obiecanym Mesjaszem;  byli tacy, którzy uważali go za niebezpiecznego heretyka;  ale zapewne byli i tacy  (i tych pewnie było najwięcej…),  którzy wprawdzie nie mieli żadnych zdecydowanych poglądów, ale dobrze wiedzieli, że we właściwej chwili trzeba znaleźć się po właściwej stronie, we właściwym obozie.  Na wszelki wypadek.  Potem można będzie powiedzieć:  „witaliśmy Ciebie, gdy wjeżdżałeś do Jerozolimy…”.  Ale też, w razie czego, będzie można powiedzieć:  „broniliśmy czystości wiary, apelowaliśmy o karę śmierci dla tego heretyka…”

A potem przyjdzie Zmartwychwstanie – i już nie będzie tłumu.  Będą tylko uczniowie, którzy dostąpią łaski spotkania z Jezusem, aby mogli odbudować, wzmocnić, pogłębić swą wiarę.  „Moje królestwo nie jest z tego świata…” (J 18,36).  To już nie będzie czas snucia przypuszczeń, hipotez, kalkulacji możliwych zysków i strat;  to będzie czas otwarcia na dar łaski, która przekracza wszelkie wyobrażenia i wszelkie hipotezy …

A gdzie my jesteśmy?  Czy potrafimy przyjąć zaproszenie na święto Zmartwychwstania?

 

Komentarz do Ewangelii  –  21 marca 2021,  5 Niedziela Wlk. Postu,  B

Ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  J 12, 20-33 :

Wśród tych, którzy przybyli na święto, aby oddać cześć Bogu, byli także Grecy.  Przyszli oni do Filipa, pochodzącego z Betsaidy w Galilei, i poprosili:  „Panie, pragniemy zobaczyć Jezusa”.  Filip powiedział o tym Andrzejowi, a następnie obaj przekazali to Jezusowi.  Jezus zaś im odrzekł:  „Nadeszła już godzina, aby Syn Człowieczy doznał chwały.  Uroczyście zapewniam was:  Jeśli ziarno pszenicy wrzucone w ziemię nie obumrze, pozostanie tam samo;  jeśli zaś obumrze, przynosi obfity plon.  Ten, kto kocha swoje życie, traci je;  ten zaś, kto nie przecenia swojego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.  Jeśli ktoś Mi służy, niech idzie za Mną.  A gdzie Ja jestem, tam będzie też mój sługa.  Jeśli ktoś Mi służy, Ojciec okaże mu cześć.

Teraz jestem głęboko wstrząśnięty.  I cóż mam powiedzieć?  Ojcze, ocal Mnie od tej godziny?  Przecież przyszedłem z tego powodu – dla tej godziny.  Ojcze, uwielbij swoje imię!”.  Wtedy zabrzmiał głos z nieba:  „Już uwielbiłem i jeszcze uwielbię”.  Ludzie, którzy tam stali i słyszeli ów dźwięk, mówili:  „Zagrzmiało”, inni jednak twierdzili:  „Anioł przemówił do Niego”.  Jezus więc wyjaśnił:  „Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, lecz ze względu na was.  Teraz dokonuje się sąd nad tym światem.  Teraz zostanie usunięty władca tego świata.  Ja natomiast, gdy zostanę wywyższony nad ziemię, pociągnę wszystkich ku sobie”.  Powiedział to, aby zaznaczyć, w jaki sposób miał umrzeć.

———————————————————

Każdy pragnie zobaczyć Jezusa.  Zobaczę Go prędzej i łatwiej, jeśli znajdzie się apostoł, który mi w tym pomoże.  Oznacza to, że de facto wszyscy jesteśmy powołani, aby sobie nawzajem pomagać:  ukazywać Jezusa, Jego mądrość, miłość i moc, obecne w naszym życiu.  Bóg nie stawia wymagań nierealnych:  jeśli czegoś od nas żąda, to da nam siły niezbędne do odpowiedzi na Jego żądanie, do wypełnienia zleconego zadania.

Co w tym kontekście oznacza:  „obumierać”?  Trzeba odnaleźć Boże drogi w moim życiu.  Trzeba cierpliwie znosić przeciwności;  a także traktować z należytym dystansem moje własne plany oraz moją własną „ważność”!

Tym, którzy chcą Go ujrzeć, Jezus przypomina:  nie zobaczymy Go ani nie rozpoznamy, jeśli nie jesteśmy gotowi uznać, że to On wyznacza drogę każdemu z nas.  Mogę odnaleźć sens życia dopiero wtedy, gdy zgodzę się, aby On mnie prowadził;  aby sam pociągnął mnie ku sobie.  Wartość mojego życia pochodzi z dobra, które czynię, gdy idąc za Jezusem staram się wypełniać wolę Ojca.

 

Komentarz do Ewangelii  –  14 marca 2021,  4 Niedziela Wlk. Postu,  B

Ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  J 3,14-21 :

Jezus powiedział do Nikodema:  „Podobnie jak Mojżesz na pustyni wywyższył węża, tak też jest konieczne wywyższenie Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.  Tak bardzo bowiem Bóg umiłował świat, że dał swojego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, lecz miał życie wieczne.  Bóg przecież nie posłał swego Syna na świat, aby go sądził, lecz aby go zbawił.  Ten, kto w Niego wierzy, nie podlega sądowi;  ten jednak, kto nie wierzy, już został osądzony, ponieważ nie uwierzył w to, kim jest jednorodzony Syn Boży.

Sąd zaś polega na tym:  na świecie pojawiła się światłość, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność niż światłość, ponieważ ich czyny były złe.  Każdy bowiem, kto popełnia zło, nienawidzi światłości i nie lgnie do niej, aby jego czyny nie stały się jawne.  Ten natomiast, kto żyje w prawdzie, zbliża się do światłości, aby jego czyny były widoczne – jako dokonane w Bogu”.

———————————————————

Przeczytany dzisiaj tekst przypomina dwie kluczowe prawdy Bożego objawienia:  prawdy niezwykle ważne, gdyż kreślą one główne linie naszego ludzkiego pojmowania rzeczywistości.

Najpierw prawda o Bogu:  że umiłował świat.  Umiłował całe stworzenie, a już szczególnie każdego człowieka.  Święty Paweł napisał:  Bóg jest bogaty w miłosierdzie  (Ef 2,4).  Może najprościej jest powiedzieć, że miłosierdzie to jest po prostu miłość Boga  (a więc sama Jego istota:  objawiono nam przecież, że On jest miłością!)  rozważana w relacji do naszej ludzkiej grzeszności.  Bóg w swoim miłosierdziu nie posłał swego Syna na świat, aby go sądził, lecz aby go zbawił.  Bóg pragnie, aby zostało w pełni naprawione i wzbogacone to, co popsuliśmy przez grzech, i dlatego posyła Zbawiciela, gdyż sami z siebie nie jesteśmy w stanie przywrócić zaburzonego przez nas ładu.

I druga prawda, o człowieku:  istnieje realne zagrożenie, iż umiłuje on raczej ciemności niż światłość.  A przecież sens mojego życia zależy przede wszystkim od tego, ile dobra uczynię w tym życiu.  Tylko w Bożym świetle można dostrzec, gdzie naprawdę dany nam jest ten sens.

Wierzymy, że nikt nie jest z góry skazany na bezsens:  życie każdego człowieka może mieć głęboki sens, jeśli stara się czynić jak najwięcej dobra.  Trzeba nam tylko starannie zadbać o to, aby żyć jak „dzieci światłości”.

 

2021-03-14 – J 3, 14-21

Podniesienie. Podnoszenie

Ksiądz Michał Palowski

Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego (J 3,14).

Na kartach Biblii wąż jest symbolem rzeczywistości wrogiej człowiekowi, uosobieniem zła rozumnego. Wyobraża podstęp, przewrotność, podejrzliwość, niezadowolenie, nieposłuszeństwo, kłamstwo. Przywołanie przez Jezusa wydarzeń z Księgi Liczb (Lb 21,6-9) jest zapowiedzią (typem) Jego wywyższenia przez ukrzyżowanie.

Jednocześnie we wskazaniu w narracji Jana celu wywyższenia Jezusa – aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne (J 3, 15) – powraca starotestamentalne podkreślenie wartości wiary i konieczności jej przyjęcia – gdy ich dosięgła straszna wściekłość gadów i ginęli od ukąszeń krętych wężów, gniew Twój nie trwał aż do końca. Dla pouczenia spadła na nich krótka trwoga, ale dla przypomnienia nakazu Twego prawa mieli znak zbawienia. A kto się zwrócił do niego, ocalenie znajdował nie w tym, na co patrzył, ale w Tobie, Zbawicielu wszystkich (Mdr 16,5-7).

Biblijne opisy wywyższenia powracają na myśl podczas Eucharystii, kiedy kapłan ukazuje Ciało i Krew Chrystusa po przeistoczeniu, kiedy unosi obie Postaci w czasie doksologii, kiedy wzorem św. Jana Chrzciciela wskazuje Baranka Bożego. Wierzę, że te właśnie gesty pozwalają lepiej zrozumieć, na czym w teologii janowej polega „wywyższenie”, pozwalają odkryć, kim jest Jezus oraz dlaczego uniżył się przyjmując ludzkie ciało, a wraz z nim śmierć.

Na pierwszy plan w dzisiejszych czytaniach mszalnych wysuwa się miłosierdzie. Sprawiedliwa kara za niewierność, jakiej dopuścili się mieszkańcy Judy kończy się wraz z pojawieniem się Cyrusa. Stolica zostanie odbudowana. Naród powróci do swoich ziem. Z kolei dialog Jezusa z Nikodemem, z którego zaczerpnięty został fragment ewangelii odsłania powszechny wymiar zbawczego działania Boga. Występujący w „roli spójnika” św. Paweł podkreśla obfitość i darmowość miłosierdzia dla tego, kto wierzy.

 Wierzymy, że w Eucharystii każdorazowo ponawia się krzyżowe wywyższenie Jezusa. Tą samą wiarą motywowani (tuitio fidei), pod znakiem maltańskiego krzyża przyjmujemy zadanie wywyższania tych z synów człowieczych, którzy sami wywyższyć się nie mogą (obsequium pauperum). Jesteśmy przecież Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (por. Ef 2,10).

Cieszyć się należy, a nie smucić, gdy czynimy dobro powtarzam za św. Grzegorzem z Nazjanzu. Miłosierdzie ma moc przemieniania. Dotyka dawcę i biorcę. Obojgu przynosi radość. Nie sposób o tym nie wspomnieć na koniec, wszak dziś Niedziela Radości.

 ks. Michał Palowski

 

Komentarz do Ewangelii  –  7 marca 2021,  3 Niedziela Wlk. Postu,  B

Ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  J 2, 13-25 :

Zbliżało się żydowskie święto Paschy i Jezus udał się do Jerozolimy.  Na dziedzińcu świątyni napotkał sprzedawców wołów, owiec i gołębi oraz tych, którzy prowadzili wymianę pieniędzy.  Wówczas splótł bicz ze sznurów i przepędził wszystkich z terenu świątyni, również owce i woły.  Rozrzucił pieniądze tych, którzy je wymieniali, a ich stoły powywracał.  Sprzedawcom gołębi zaś nakazał:  „Zabierzcie stąd to wszystko i nie róbcie targowiska z domu mego Ojca!”.  Uczniowie przypomnieli sobie tekst Pisma:  Gorliwość o Twój dom pochłania Mnie.

Żydzi natomiast zwrócili się do Niego z pytaniem:  „Jakim znakiem wskażesz nam, że masz prawo to czynić?”.  Na to Jezus odpowiedział:  „Zburzcie tę świątynię, a Ja w ciągu trzech dni ją wzniosę”.  Żydzi odrzekli:  „Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty chcesz ją wznieść w ciągu trzech dni?”.  On jednak mówił o świątyni swego ciała.  Kiedy więc powstał z martwych, uczniowie przypomnieli sobie, że właśnie to powiedział i uwierzyli Pismu oraz słowom Jezusa.

Podczas pobytu Jezusa w Jerozolimie na święcie Paschy wielu ludzi uwierzyło w imię Jego, ponieważ widzieli znaki, które czynił.  Jezus jednak nie odsłaniał się przed nimi, bo znał wszystkich.  Nie potrzebował także, aby ktoś dawał Mu świadectwo o człowieku, ponieważ sam wiedział, co się w nim kryje.

———————————————————

Żydzi żądają znaków”.  Jezus wskazuje im znak:  „Zburzcie tę świątynię, a Ja w ciągu trzech dni ją wzniosę”.  Ewangelista komentuje:  „On jednak mówił o świątyni swego ciała”.  Użyte tu słowo  [soma]  w tej Ewangelii oznacza ciało ukrzyżowanego Jezusa.  Przed Jego śmiercią i zmartwychwstaniem nikt nie mógł zatem pojąć, co to oznacza.  Jest to wyjaśnienie raczej dla nas, nie dla ówczesnych Żydów.

Wezwani do głoszenia Chrystusa ukrzyżowanego, musimy pójść jeszcze dalej, ze świadomością, że będzie to jeszcze trudniejsze do przyjęcia.  Święty Paweł wyjaśnia nam dziś:  „To, co głupie u Boga, mądrzejsze jest od ludzi, a co uchodzi za słabe u Boga, mocniejsze jest od ludzi”  (1 Kor 1,25).  Przyjęcie orędzia Bożego wymaga daru łaski, daru Bożego życia, Bożego światła.  W okresie Wielkiego Postu prosimy o te dary.

Warunek otrzymania daru:  trzeba oczyścić to, co święte, z tego, co nieświęte.  Musimy umieć rozpoznać prawdziwe sacrum, gdyż tego przede wszystkim wymaga odrodzenie naszej więzi z Bogiem.

 

Komentarz do Ewangelii  –  28 lutego 2021,  2 Niedziela Wlk. Postu, B

Ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Mk 9, 2-10 :

Jezus zabrał z sobą Piotra, Jakuba i Jana i wyprowadził ich z dala od ludzi na wysoką górę.  Tam przemienił się w ich obecności.  Jego ubranie stał się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi nie potrafi wybielić.  I ukazał im się Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem.

Wtedy Piotr powiedział do Jezusa:  „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy.  Postawimy trzy namioty:  jeden dla Ciebie, drugi dla Mojżesza, a trzeci dla Eliasza”.  Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni.  I pojawił się obłok, który ich zasłonił, a z obłoku rozległ się głos:  „On jest moim Synem umiłowanym.  Jego słuchajcie!”.  Zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo nie widzieli.  Był z nimi tylko Jezus.

Kiedy schodzili z góry, nakazał im, aby nikomu nie opowiadali o tym, co widzieli, dopóki Syn Człowieczy nie powstanie z martwych.  Zachowali to więc w tajemnicy, tylko zastanawiali się między sobą, co znaczy powstać z martwych.

———————————————————

„Przemienienie”, greckie „metamorfoza”, odnosi się zarówno do „tego, co się widzi” jak i „tego, co się wie”.  Dla Apostołów, naocznych świadków, jest to nowe doświadczenie widzenia i nowa wiedza o Jezusie.  On sam nie zmienia się:  „Jezus Chrystus wczoraj i dziś ten sam – i aż na wieki!” (Hbr 13,8).

Słowa Piotra lepiej odczytać:  „Rabbi, dobrze nam tutaj!”,  czy też: „wspaniale jest być tutaj!” – bo też jest to jakby doświadczenie ponadczasowego trwania.  Wierzymy, że ta wizja, wówczas dana tylko kilku uczniom, kiedyś będzie dana także i nam.

Święty papież Leon Wielki napisze później  (w 5-tym wieku):  „W przemienieniu Chrystusa chodziło głównie o to, aby z serc uczniów usunąć zgorszenie krzyża i by uniżenie dobrowolnie przyjętej męki nie zakłóciło wiary tych, którym została objawiona wspaniałość ukrytej godności.

„Z nie mniejszą też troską podbudowywał Pan swoim przemienieniem nadzieję Kościoła świętego w tym celu, by całe ciało Chrystusowe dowiedziało się, jaką zostało obdarowane mocą przemiany i aby wszystkie jego członki mogły spodziewać się udziału w tej chwale, którą wcześniej rozbłysła Głowa.”

Światło Jezusa, światło Jego Przemienienia ma oświecać nasze drogi.  Teraz, w tym czasie – wielkopostne drogi nawrócenia.

 

Komentarz do Ewangelii  –  21 lutego 2021,  1 Niedziela Wlk. Postu, B

Ojciec Marek Pieńkowski OP

———————————————————

Ewangelia :  Mk 1, 12-15 :

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, gdzie przez czterdzieści dni był kuszony przez szatana.  Przebywał tam wśród dzikich zwierząt, a aniołowie Mu służyli.

Kiedy Jan  [Chrzciciel]  został uwięziony, Jezus przybył do Galilei, głosząc Ewangelię Bożą.  Mówił:  „Czas się wypełnił” i  „Nadchodzi już królestwo Boże!  Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

———————————————————

Przekaz o kuszeniu Jezusa w wersji zapisanej przez świętego Marka jest najkrótszy spośród trzech Ewangelii synoptycznych;  nie ma tu nawet wzmianki, jakiej natury było to kuszenie.  Brak schematu, choćby takiego, jak w Ewangeliach zarówno według świętego Mateusza jak i świętego Łukasza, może być wezwaniem do ostrożności:  gdyż w praktyce schemat kuszenia może być niekiedy bardzo złożony, trudny do zanalizowania.  Muszę zatem dobrze rozpoznać, jakie są elementy tego kuszenia, któremu ja sam podlegam – gdyż na tym świecie zawsze jestem wystawiony na jakieś pokusy.

Mamy potem informację, że Jezus przybył do Galilei kiedy Jan został uwięziony;  a zatem Jan skończył swoja misję publiczną, rozpoczyna się czas misji Jezusa.  Czytamy też, że Duch wyprowadził Jezusa na pustynię.  Trzeba zatem uświadomić sobie, że sam Duch Święty pragnie także każdego z nas  prowadzić przez okres Postu, i że często będzie to czas kuszenia;  choćby pokusy na rzecz lenistwa lub trwania przy dotychczasowych schematach myślenia.  Duch Święty pragnie każdego wyprowadzić z niego samego, czy z niej samej.

Czas się wypełnił, nadchodzi już królestwo Boże!  Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.  To już nie jest czas Jana, czyli czas zapowiedzi wielkiego dzieła zbawienia:  nadeszła „pełnia czasu”.  Starajmy się wsłuchać w głos Ducha Świętego w naszych sercach i umysłach.  Trzeba odważnie stanąć wobec pytania:  na czym ma polegać moje własne nawrócenie ?

 

2021-01-24 – Mk 1, 14-20 W jednym Słowie


«Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma» (Łk 24, 45). To jeden z ostatnich gestów, jakie uczynił Zmartwychwstały Pan, zanim wstąpił do nieba. Objawia się Uczniom, gdy są zgromadzeni, łamie z nimi chleb i otwiera ich umysły, aby pojęli Pismo Święte. Tym ludziom, wystraszonym i rozczarowanym, objawia sens tajemnicy paschalnej: a mianowicie, że to według odwiecznego planu Ojca, Jezus musiał cierpieć i powstać z martwych, aby ogłosić nawrócenie i przebaczenie grzechów (por. Łk 24, 26.46-47). Obiecuje On również uczniom Ducha Świętego, który da im siłę do bycia świadkami tej Tajemnicy zbawienia (por. Łk 24, 49). Relacja pomiędzy Zmartwychwstałym, wspólnotą wierzących oraz Pismem Świętym jest ekstremalnie życiodajna dla naszej tożsamości. Bez Pana, który nas wprowadza, niemożliwe jest zrozumienie głębokości Pisma Świętego. To działa również w drugą stronę: bez Pisma Świętego, wydarzenia z Misji Jezusa oraz Jego Kościoła w świecie są niemożliwe do odczytania. Słusznie św. Hieronim mógł napisać: «Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa» (In Is., Prolog: PL 24, 17) pisał przed dwoma laty papież Franciszek w liście apostolskim w formie motu proprio Aperuit illis, w którym ustanowił III Niedzielę Zwykłą w ciągu roku jako poświęconą celebracji, refleksji oraz krzewieniu Słowa Bożego. Ta Niedziela Słowa Bożego staje się odpowiednim momentem tego okresu roku, w którym jesteśmy wezwani do wzmocnienia więzi z wyznawcami judaizmu oraz do modlitwy o jedność chrześcijan. Nie jest to przypadek: celebrowanie Niedzieli Słowa Bożego wyraża charakter ekumeniczny, ponieważ Pismo Święte wskazuje tym, którzy się w nie wsłuchują, drogę do przebycia, aby dojść do trwalej i autentycznej jedności.
Choć niedziela ze swej natury i nazwy zachęca do zmniejszenia tempa i powstrzymania się od aktywności, pozwalam sobie przedstawić korzyści płynące z obcowania z Bożym Słowem. Lista argumentów jest rzecz jasna subiektywna, a ich kolejność nie ma charakteru wartościującego.
Praktykowanie lektury Pisma Świętego zaprasza do spojrzenia na nowo na porządek dnia i wprowadzenia koniecznym zmian. Spotkanie z Bożym Słowem domaga się znalezienia adekwatnych czasu i miejsca. Kilka, kilkanaście minut z Biblią w ręku może być sposobem na dobre rozpoczęcie lub zakończenie dnia. Przeczytany tekst stanie się natchnieniem na cały dzień lub tego dnia podsumowaniem. Z kolei media jak i współczesne nośniki pozwalają przenieść się w Boże przestrzenie o dowolnej porze dnia i w dowolnym miejscu.
Nie bez znaczenia jest również słowo ludzkie zawarte w Bożym Słowie. Począwszy od czasów księdza Jakuba Wujka aż po dziś dzień tekst biblijny pozwala na kontakt z piękną, wysokiej jakości, wolną od błędów językowych, od których często aż się roi nawet w kościołach, polszczyzną. Wszak teksty natchnione brali na swój warsztat nie tylko bibliści, ale i mistrzowie słowa – Jan Kochanowski, Czesław Miłosz, Roman Brandstaetter. Nadal aktualny pozostaje wpływ języka Biblii na język współczesny. By nie być gołosłownym, odnotowana przez św. Jana polemika Jezusa z adwersarzami: «Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?» (J 8,57) wciąż odnoszona jest do uważanych za przełomowe urodzin.
Starożytni nazywali historię nauczycielką życia. Nie inaczej ma się sprawa z historią zbawienia. Nie sposób zrozumieć dzisiejszego Kościoła i chrześcijaństwa bez odniesień do dziejów Narodu Wybranego i judaizmu. Ponadto znajomość klasyki literatury, do której Biblia bez wątpienia się zalicza staje się pozycją obowiązkową dla każdego, kto mieni się współczesnym erudytą.
Na koniec, odnosząc się do dzisiejszej ewangelii warto wspomnieć, że Słowo, które wychodzi z Bożych ust, nie wraca Doń bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co Bóg chciał, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa (por. Iz 55,11). Dobra nowina o Bogu, który kocha człowieka połączona z wezwaniem do nawrócenia dotykając najczulszych człowieczych strun, porusza je i prowadzi – podobnie jak to miało miejsce w przypadku apostołów – do odpowiedzi, której na imię nowe życie. Życie podług Słowa. Amen.
ks. Michał Palowski

2020-12-25 – O nadziei

 

Nie potrafię się oprzeć przekonaniu, że doświadczeni pandemią, dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej potrzebujemy poczucia bezpieczeństwa. Bezpieczeństwa, które na przestrzeni ostatnich miesięcy przybierało twarze ludzi dobrej woli: pracowników ochrony zdrowia, funkcjonariuszy służb mundurowych, wolontariuszy organizacji dobroczynnych, duchownych i świeckich, krewnych i przyjaciół, znajomych i nieznajomych. Oni stawali się dla zalęknionego świata współczesnymi aniołami. W namacalny sposób – przez swoje słowa i czyny – dawali ludziom nadzieję. Tę samą nadzieję, którą przyniósł światu Nowonarodzony.

Wychwalana przez Meandra, cynicznie wyśmiewana przez Tukidydesa, nazwana złem przez poetów Sanskrytu, zaś przez chrześcijan policzona między cnoty teologalne nadzieja to postawa człowieka wobec przyszłości. W realiach biblijnych nadzieja przekłada się na pewność, że obietnice Boże zostaną spełnione, że Bóg zapewni rzeczy niezbędne do życia – pożywienie, wodę, ziemię oraz ochroni przed niebezpieczeństwami – zarówno wspólnotę przez siebie powołaną, jak i jednostki. Ponadto nadzieja wyraża się w ufności, że to, co złe przeminie, a zachowa się to, co dobre, że dobrzy będą wynagrodzeni, a źli ukarani, że po królach, którzy zawodzili przyjdzie nowy i lepszy król z linii Dawida, który przewyższy swoich sławnych przodków.

Już za chwilę wyznamy wiarę, że w potomku Dawida spełniła się nadzieja proroków, że Bóg stał się człowiekiem dla naszego zbawienia. Spe salvi facti sumus – w nadziei już jesteśmy zbawieni – pisał Benedykt XVI. «Odkupienie», zbawienie, zgodnie z wiarą chrześcijańską, nie jest jedynie zwyczajnym wydarzeniem. Odkupienie zostało nam ofiarowane w tym sensie, że została nam dana nadzieja, nadzieja niezawodna, mocą której możemy stawić czoło naszej teraźniejszości: teraźniejszość, nawet uciążliwą, można przeżywać i akceptować, jeśli ma jakiś cel i jeśli tego celu możemy być pewni, jeśli jest to cel tak wielki, że usprawiedliwia trud drogi (Spe salvi 1).

Spe salvi facti sumus. W nadziei już jesteśmy zbawieni.
Nasza nadzieja ma na imię Jezus (zob. 1 Tm 1.1).

W noc Bożego Narodzenia nie sposób nie złożyć życzeń. Powtarzam więc za św. Pawłem: A Bóg, dawca nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze, abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję (Rz, 15,13).

ks. Michał Palowski

2020-12-13 – J 1, 6-8.19-28 Prorok radości

Nasz czcigodny Patron, święty Jan Chrzciciel przywodzi na myśl raczej ponure skojarzenia. Samotnik żyjący na pustyni. Abnegat ograniczający stylizację do szaty z wielbłądziej sierści i skórzanego pasa. Asceta żywiący się szarańczą i miodem leśnym. Ofiara męskiej słabości Heroda i spisku Herodiady z Salome. Ja rozumiem, że ktoś tak naznaczony może, a nawet powinien być prorokiem. Nie będzie szukał poklasku słuchaczy. Nie będzie rozpraszał ich uwagi swoją elegancją i urodą. Ale czynić kogoś tak obciążonego prorokiem adwentowej radości? Przecież to się nie uda. Nie uda się? Nic bardziej mylnego.

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę (Łk 1,39-41). Trzy wersy dalej Elżbieta dodaje, że dzieciątko w jej łonie poruszyło się z radości (Łk 1,44). Jan Chrzciciel – bo o Nim mowa – zareagował w ten sposób na głos pozdrowienia Maryi. Dobre słowo przynosi radość. Dobra Nowina jest jej skarbnicą. Ona opatruje rany serc złamanych, zapowiada wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; obwieszcza rok łaski Pańskiej (Iz 61,1-2a). Codzienność zaś, ubrana w słowa pociechy i błogosławieństwa jest jej nieodrodną córką.

A powstał spór między uczniami Jana a pewnym Żydem w sprawie oczyszczenia. Przyszli więc do Jana i powiedzieli do niego: «Nauczycielu, oto Ten, który był z tobą po drugiej stronie Jordanu i o którym ty wydałeś świadectwo, teraz udziela chrztu i wszyscy idą do Niego». Na to Jan odrzekł: «Człowiek nie może otrzymać niczego, co by mu nie było dane z nieba. Wy sami jesteście mi świadkami, że powiedziałem: Ja nie jestem Mesjaszem, ale zostałem przed Nim posłany. Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu (J 3,25-29). Jan Chrzciciel – przyjaciel oblubieńca – zareagował w ten sposób na jego głos. Spełnienie oczekiwań przynosi radość. Bliskość oczekiwanego jest jej skarbnicą. Pozwala zobaczyć i usłyszeć. Pozwala doświadczyć i zrozumieć. Tęsknota zaś, naznaczona wiernością jest jej nieodrodną córką.

Radość, którą przynosi dobre słowo. Radość, która jest owocem spotkania. Janowa radość niczym echo wybrzmiewa u papieża Franciszka. Radość Ewangelii napełnia serce oraz całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem. Ci, którzy pozwalają, żeby ich zbawił, zostają wyzwoleni od grzechu, od smutku, od wewnętrznej pustki, od izolacji. Z Jezusem Chrystusem rodzi się zawsze i odradza radość (Evangelii gaudium 1).

Radość wybrzmiewa niczym echo. Czy niczym echo poniesiesz ją dalej?

ks. Michał Palowski

2020-12-06 – Mk 1, 1 – 8 Drogowcy

Wiek – plus minus osiemdziesiąt lat. Wzrost – metr sześćdziesiąt siedem. Oczy – niebieskie. Rysy twarzy – ujmujące. Znaki szczególne – niespotykana dobroć. O kim mowa? Rzecz jasna o świętym biskupie Mikołaju, którego fizyczne przymioty ponad pół wieku temu udało się odtworzyć badaczom, a którego Jan Paweł II nazwał »patronem daru człowieka dla człowieka«. Ponadto patronuje bednarzom, cukiernikom, dzieciom, flisakom, jeńcom, kupcom, marynarzom, młynarzom, notariuszom, pannom, piekarzom, piwowarom, podróżnym, rybakom, sędziom, studentom, więźniom, żeglarzom. Jako że prawo – również w liturgii – rzecz święta, dlatego Mikołaj – choć biskup – pokornie ustępuje miejsca innym adwentowym patronom – Izajaszowi i świętemu Janowi Chrzcicielowi, którzy ze względu na głoszone zgodnie treści idealnie wpisują się w ideał orędowników… drogowców.

Dość krotochwil, czas na konkret. Zazwyczaj, gdy dwóch mówi to samo, z tożsamością różnie bywa. Tym razem jednak jest inaczej. Jan Chrzciciel przywołując słowa Izajasza, czyniąc swoim jego wezwanie do przygotowania dróg Panu, uświadamia słuchaczom, że Ten, którego zapowiada naprawdę jest już blisko i warto się wziąć do pracy. Ponadto podaje konkretne wskazówki, jak należy to zrobić. Przydaje się po Bożemu pojmowany egoizm, bo roboty drogowe trzeba nam zacząć od siebie. Po pierwsze należy uznać swoją grzeszność. Grzech nie będąc powodem do dumy, jednocześnie jest tytułem do nadziei. Nie potrzebują przecież lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Jezus nie przyszedł powołać sprawiedliwych, ale grzeszników (por. Mk 2,17). Po wtóre warto przywdziać odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany, zorientować dietę na szarańczę i miód leśny (por. Mk 1, 6), a więc raz jeszcze postawić sobie wymagania, raz jeszcze zacząć być wobec siebie radykalnym. Po trzecie uznawszy swoją zależność od Tego, który jest mocniejszy od nas, a któremu nie jesteśmy godni (…) rozwiązać rzemyk u Jego sandałów, znaleźć w Nim oparcie (por. Mk 1,7).

W tym roku Kościół zachęca, byśmy więcej uwagi poświęcili Eucharystii, zwłaszcza sposobowi jej celebrowania. Również w tej przestrzeni jest co nieco do wyprostowania, do oczyszczenia, do uporządkowania. Łatwo nie będzie. Z jednej strony wymaga to zbudowania świadomości, z drugiej zaś odwagi, by tą świadomością zacząć żyć. Budowanie świadomości to rola nas kaznodziejów i katechetów. Być może trzeba będzie odświeżyć własną wiedzę? Być może trzeba będzie przeprosić się z tekstami źródłowymi? Z kolei odwaga dotyczy wszystkich, którym los i piękno Eucharystii leży na sercu. Krótko mówiąc: najpierw ortodoksja, potem ortopraksja.

Wiek – plus minus osiemdziesiąt lat. Wzrost – metr sześćdziesiąt siedem. Oczy – niebieskie. Rysy twarzy – ujmujące. Znaki szczególne – niespotykana dobroć. O kim mowa? Rzecz jasna o świętym biskupie Mikołaju, którego fizyczne przymioty ponad pół wieku temu udało się odtworzyć badaczom, a którego Jan Paweł II nazwał »patronem daru człowieka dla człowieka«.

Bądź darem dla innych. Bądź darem dla siebie. Daj wiarę słowom drogowców – Izajasza i Jana Chrzciciela. Wyprostuj drogę Panu. Wyprostuj drogę sobie.

ks. Michał Palowski

 

 

2020-11-15 – Mt 25, 14-15. 19-21 uBOGi i BOGaty

33. niedziela zwykła w ciągu roku liturgicznego. Światowy Dzień Ubogich. Niedziela Muzyki Liturgicznej. Na szczęście – jak mówią – od przybytku głowa nie boli.

Ubóstwo, jak tego dowodzą formuły wymieniające obok siebie ubogich, wdowy i sieroty spotykane w piśmiennictwie Bliskiego Wschodu w ogóle, a zwłaszcza w Biblii hebrajskiej, było stanem niepożądanym, a nie ascetycznym ćwiczeniem, praktykowanym dla wyższych celów. Obowiązek ochrony i szczególnej opieki nad ekonomicznie pokrzywdzonymi członkami społeczeństwa spoczywał na królach, którzy okazywali swą władzę, gdy przychodzili z pomocą potrzebującym. W Izraelu w czasach przed monarchią obowiązek ten spoczywał na całym ludzie. W najwcześniejszych prawach nakazuje się zapewnienie ubogim sprawiedliwości w sądzie, pożywienia, jakie mogło im zapewnić pozostawianie w czasie żniw części plonów na polu, jakie wydawały pola pozostawione odłogiem w roku szabatowym, pożyczanie im pieniędzy bez procentów. O obowiązkach tych przypominali prorocy. Również w Nowym Testamencie ubóstwo, szczególnie jeśli dobrowolnie przyjęte, nie jest ideałem, ale stanem obranym czasowo ze względu na wyższy cel. Idea naśladowania ubogiego Chrystusa stała się później powszechnym ideałem w chrześcijaństwie monastycznym, w którym praktykowano ubóstwo nie tylko ani nawet nie przede wszystkim dla dobra innych, ale jako jeden ze środków uwolnienia się od dóbr materialnych i osiągnięcia dzięki temu wyższego duchowego stanu zjednoczenia z Jezusem (Słownik wiedzy biblijnej).

I w uBOGim, któremu otwiera dłoń się niewiasta dzielna z Księgi Przysłów, i w mateuszowym BOGatym, który pomnażając talenty nagrodzony zostaje powierzeniem zarządu – jak podpowiada intuicja – „ukrył się” Bóg – głoski B, O, G. Ten Boży pierwiastek sprawia, że ubóstwo i bogactwo, a raczej ubodzy i bogaci jako dzieci tego samego Ojca są sobie pisani, my jesteśmy sobie pisani, wszak każdy z nas ma jakąś przestrzeń, w której odkrywa, że jest nędzarzem z pierwszego czytania; jednocześnie każdy z nas ma jakieś ewangeliczne talenty – czy to pojmowane biblijnie jako miara kruszcu, czy to współcześnie jako uzdolnienia – którymi może się podzielić.

By wyczerpać muzyczną – choć nie liturgiczną – część dzisiejszego, wspomnianego na wstępie przybytku, po raz kolejny pozwolę sobie odwołać się do szkolnych fascynacji i zostawić Was z fragmentem piosenki, może nieco młodzieńczo naiwnej, ale dzięki temu prawdziwej:

»Można liczyć gwiazdy, można mierzyć czas, ale trzeba czuć, co w życiu ważne, to się nie da zważyć, a Ty szansę masz, aby podbić świat i poznać prawdę.«

(Można liczyć gwiazdy, sł. Bogdan Olewicz, muz. Andrzej Korzyński)

ks. Michał Palowski

 

 

2020-11-08 – Mt 25, 1 – 13 Mądrość

 

» Kupić by cię, mądrości, za drogie pieniądze,

Która (jeśli prawdziwie mienią) wszytki żądze,

Wszytki ludzkie frasunki umiesz wykorzenić,

A człowieka tylko nie w anioła odmienić,

Który nie wie, co boleść, frasunku nie czuje,

Złym przygodam nie podległ, strachom nie hołduje. «

Jan Kochanowski, Tren IX

marzył człowiek renesansu. Marzę i ja, człowiek dwudziestego pierwszego wieku, jednocześnie trzeźwo pytając: kupić, ale za ile? Jaka jest wartość mądrości? Czy wystarczy czesne za studia na renomowanej uczelni? Czy równoważy ją prestiżową nagroda za wybitne osiągnięcia?

Mądrość, czyli wiedza – niezależnie od sposobu, w jaki została nabyta – zastosowana w praktyce zdaje się wymykać wszelakim rachubom, co nie znaczy wcale, że nie warto o nią zabiegać. Wręcz przeciwnie. Poszukiwanie, wstawanie o świcie, nocne czuwanie, innymi słowy wszelkie formy starania – o czym w pierwszym czytaniu – choć również niewymierne, popłacają. Skutkują jej osiągnięciem.

Choć od ostatniej mszy maltańskiej minął miesiąc, choć upłynęły trzy rozdziały mateuszowej ewangelii, my prowadzeni porządkiem lekcjonarza wciąż przyglądamy się Królestwu. Owa zbieżność rodzi skojarzenie, że mądrość – podobnie jak rzeczone Królestwo – jest czymś ponadczasowym, czymś wiecznym.

Pamiętam z lat studiów gorącą polemikę z jednym z wykładowców w odniesieniu do treści dzisiejszej ewangelii. Kiedy my szukaliśmy kolejnych przymiotników opisujących ewangeliczne panny, on obstawał przy ogłoszonej w pierwszym zdaniu zapowiedzi nadejścia Królestwo Bożego. Wspomniana historia podpowiada, że w poszukiwania mądrości można się tak mocno zaangażować, że można stracić ją z pola widzenia. Krótko mówiąc: mądrości szukać i o nią zabiegać należy mądrze.

Wracając do rachuby czasu i lekcjonarza. Im bliżej końca roku liturgicznego będziemy, tym częściej w czytaniach powracać będą sprawy ostateczne – powracać będzie paruzja, czyli ponowne przyjście Chrystusa i związany z nim sąd nad światem. Jej nagłość i nieodwołalność zachęcają do aktywnego czuwania, które również jawi się jako wyraz mądrości.

»Boże przodków i Panie miłosierdzia (…) dajże mi Mądrość, co dzieli tron z Tobą, i nie wyłączaj mnie z liczby swych dzieci! (…) Wyślij ją z niebios świętych, ześlij od tronu swej chwały, by przy mnie będąc pracowała ze mną i żebym poznał, co jest Tobie miłe (Mdr 9,1.4.10)«.

 

ks. Michał Palowski

 

2020-11-01 – Mt 5, 1 – 12a Ślad

 

»Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. No, to poprzez reminiscencje. Jakże może mi się podobać piosenka, którą pierwszy raz słyszę?« perorował niesiony falami „Rejsu” inżynier Mamoń.

Do takowych melodii zaliczam piosenkę „Dorastanie” (tekst – Jacek Janczarski, muzyka Przemysław Gintrowski), która otwierała kolejne odcinki serialu o tym samym tytule, a bez której nie mogła się odbyć w moich latach szkolnych żadna z akademii.

»Jaki będzie po nas ślad, co zostanie, a co zginie

tysiąc zalet milion wad, biały ekran w pustym kinie.

Beczką śmiechu jest ten świat, szczypta życia pod chmurami,

bilans zysków, bilans strat, a my ciągle dorastamy.«

Św. Franciszek z Asyżu ubolewał, że Miłość nie jest kochana. Jako sędzia Sądu Metropolitalnego nie mogę się zgodzić, by prawo nie było kochane. Pozwólcie zatem na odrobinę prawa w odniesieniu do świętych i ich kultu w Kościele. »Dla umocnienia świętości Ludu Bożego, Kościół poleca szczególnej i synowskiej czci wiernych Najświętszą Maryję, zawsze Dziewicę, Matkę Bożą, którą Chrystus ustanowił Matką wszystkich ludzi oraz popiera prawdziwy i autentyczny kult innych Świętych, których przykładem wierni budują się i wstawiennictwem są wspomagani« (Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1186). Oddając cześć Świętym Kościół ma w poważaniu ich autentyczne relikwie oraz wizerunki (Konstytucja o liturgii, 111). Za relikwie wyjątkowe (insigni) należy uważać »ciała Błogosławionych lub Świętych lub znaczne ich części, jak również całą objętość urny z ich prochami zachowanymi po kremacji«, zaś za relikwie bardziej potoczne (non insigni), tj. małe cząstki ciała lub kości Błogosławionych i Świętych, jak również przedmioty, które były przez nich używane. Pierwsze, tj. relikwie wyróżniające się, wyjątkowe (insigni), powinny być przechowywane z szacunkiem w odpowiednich opieczętowanych urnach (trumnach), umieszczanych w godnych miejscach, które gwarantują bezpieczeństwo, klimat sakralny i ułatwiają oddawanie kultu. Także drugie z relikwii (non insigni) winny być przechowywane w opieczętowanych kapsułkach i czczone z szacunkiem w duchu religijnym, bez jakichkolwiek form zabobonnych, czy choćby pozoru handlu (Nowa Instrukcja „Autentyczność i przechowywanie” Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych o relikwiach, o. Szczepan T. Praśkiewicz OCD).

Tyle prawo. Wróćmy do szkoły i szkolnych lektur. »Czego ja nie mam! Mam kopyto osiołka, na którym odbyła się ucieczka do Egiptu, które znalezione było koło piramid. Król aragoński dawał mi za nie pięćdziesiąt dukatów dobrym złotem. Mam pióro ze skrzydeł archanioła Gabriela, które podczas Zwiastowania uronił; mam dwie głowy przepiórek zesłanych Izraelitom na puszczy; mam olej, w którym poganie świętego Jana chcieli usmażyć – i szczebel z drabiny, o której się śniło Jakubowi – i łzy Marii Egipcjanki, i nieco rdzy z kluczów świętego Piotra…« zachwalał swoje cudowności Sanderus w „Krzyżakach”. Dzisiejsza uroczystość zaprasza nas do postawienia sobie pytania: »jaki będzie po nas ślad, co zostanie, a co zginie« i nie chodzi tu o materialne relikwie, choć świętość jest nam wszystkim zadana, ale o norwidowski popiół bądź diament w ludzkiej pamięci i w ludzkich sercach.

ks. Michał Palowski

 

 

2020-10-18 – Mt 22, 15 – 21 Posłani

Cyrus i Cezar. Perski król i rzymski cesarz. Dzieli ich niemalże wszystko, jednak łączy ich wspólny mianownik. Choć nie należeli do Narodu Wybranego, obaj przywodzą na myśl ideę bożych pomazańców.

Z hebrajska »mesjasz«, z grecka »chrystus« tytuł przysługujący królom, którym przekazywano władzę przez obrzęd namaszczenia oliwą oraz kapłanom, których takim samym obrzędem wprowadzano w urząd. Z czasem utrwaliła się w Izraelu wizja króla-kapłana, który miał być idealnym władcą czasów ostatecznych. Miał on zakończyć dynastię królów i utrwalić królestwo Boże na ziemi. Jego panowanie miało mieć charakter duchowy i powszechny.

Współcześnie znak namaszczenia olejem powraca do nas w sakramentach i sakramentaliach. Udzielaniu chrztu, bierzmowania, święceń towarzyszy krzyżmo święte. Sakramentowi chorych – olej chorych. Również katechumeni sposobiący się do przyjęcia chrztu mają „swój” olej. Warto wspomnieć w tym miejscu, że normy liturgiczne przewidują namaszczenie krzyżmem ołtarza i ścian kościoła.

Z „Katechizmu Kościoła Katolickiego”: Kościół posłany przez Boga do narodów, aby był »powszechnym sakramentem zbawienia«, usiłuje głosić Ewangelię wszystkim ludziom z najgłębszej potrzeby własnej katolickości oraz z nakazu swego Założyciela (KKK 849). Ochrzczeni, „odrodzeni (przez chrzest) jako synowie Boży, zobowiązani są do wyznawania przed ludźmi wiary, którą otrzymali od Boga za pośrednictwem Kościoła”, i uczestniczenia w apostolskiej i misyjnej działalności Ludu Bożego (KKK 1270). Wierność ochrzczonych jest podstawowym warunkiem głoszenia Ewangelii i misji Kościoła w świecie. Orędzie zbawienia powinno być potwierdzone świadectwem życia chrześcijan w celu ukazania ludziom mocy jego prawdy i oddziaływania. „Sam przykład chrześcijańskiego życia i dobre uczynki spełniane w duchu nadprzyrodzonym mają już siłę pociągania ludzi do wiary i do Boga” (KKK 2044).

Ty i ja. Dzieli nas niemalże wszystko, jednak łączy nas wspólny mianownik. Przyjęliśmy chrzest i bierzmowanie. Zostaliśmy namaszczeni. Mamy udział w Misji Kościoła.

ks. Michał Palowski

 

 

2020-09-13 – Mt 18, 21 – 35 Ewolucja

 

Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami (Rdz 1,1,-2). Biblijny opis, w właściwie dwa opisy stworzenia świat często są przeciwstawiane ewolucji, a precyzyjniej rzecz ujmując ewolucjonizmowi (łac. evolutio – rozwój), czyli teorii przyrodniczej i filozoficznej, według której wszystkie współczesne gatunki roślin i zwierząt, a także człowiek, rozwinęły się stopniowo z najprostszych form życia, a nawet z najprostszych form materii. Błąd tkwi w metodzie. Przeciwieństwem ewolucji nie jest kreacjonizm – pochodzenie stworzenia od Stwórcy, a teoria stałości czy też niezmienności gatunku. Mówię o tym nie bez kozery, bowiem lektura dzisiejszych czytań mszalnych zaprasza do przyjrzenia  i posłużenia się mechanizmem, jaki stosuje teoria ewolucji.

Międzyludzkie darowanie win jest odwzorowaniem odpuszczenia grzechów w relacji między Bogiem a człowiekiem. Może być zatem postrzegane jako kolejna przestrzeń, w której objawia się podobieństwo stworzenia do Stwórcy. Przebaczający stają się miłosierni jak Ojciec (por. Łk 6,36). Ważna jest jednak wspomniana wcześniej ewolucja. Przejście od zapisanego u Syracha zewnętrznego nakazu do wolnego wyboru.

Przebaczania – jak wszystkiego w życiu trzeba się nauczyć. Niezastąpionym podręcznikiem jest w tej materii Pismo święte, które od początku do końca jest historią o przebaczeniu – o Bożym zmiłowaniu nad grzesznikiem, którego punktem kulminacyjnym są śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Oprócz teorii przydaje się w życiu i praktyka. Osobiste doświadczenie pozwala lepiej zrozumieć i przyswoić teorię. W odniesieniu do przebaczenia ważna jest dwutorowość. Kiedy my decydujemy się przebaczać innym, w konsekwencji – tak przynamniej chcę wierzyć – inni decydują się przebaczyć nam. Wzrost po jednej ze stron, winien skutkować wzrostem po drugiej.

Jednak życie boleśnie przypomina, że z tą wzajemnością różnie bywa. Mówić o przebaczeniu to jedno, a przyjąć je lub okazać to drugie. Dlatego ludzką wolę warto po Bożemu wzmocnić. Z pomocą spieszą słowa Modlitwy Pańskiej, do której bezpośrednio nawiązuje treść dzisiejszej ewangelii. Oryginalny tekst grecki mówi: daruj nam nasze długi, jako i my darujemy naszym dłużnikom. Podobnie rzecz ma się w języku starocerkiewnosłowiańskim:  i ostawi namĭ dłŭgy nasi jako i my ostawlajemŭ dłŭżĭnkomŭ nasimŭ. Niezależnie od wersji słychać, że prośbie towarzyszy deklaracja. A o tym, że danego słowa należy dotrzymywać nikogo przekonywać nie trzeba.

ks. Michał Palowski

 

 

 

2020-07-19 – Mt 13, 24 – 30 Cierpliwość


Choć minął kolejny tydzień, choć tak wiele się wydarzyło nadal zatrzymujemy się w trzynastym rozdziale mateuszowej ewangelii, nadal słuchamy przypowieści Jezusa.
Na ewangeliczne pole wędrujemy przez wersy wyjęte z »Księgi Mądrości«. Jej autor wychwalając Opatrzność przywołuje Bożą moc i sprawiedliwość, wszechwładzę i litość, potęgę i łagodność. Przypomina wielką nadzieję, której na imię nawrócenie po występkach.
Królestwo Boże – władza Boga, Jego panowanie – przychodzi dziś po raz kolejny pod postacią siewcy, który siejąc na swoim polu dobre ziarno, oczekuje tym samym dobrego plonu. Boży porządek świata zakłada zatem, że i początkiem, i celem jest dobro. Nieprzyjaciel zasiewa chwast między pszenicę. Zmniejszając zbiory, chce tym samym zubożyć obecność dobra w świecie. Dialog ze sługami przypomina nam, że wiemy, od kogo pochodzą dobro i zło, kto jest ich przyczyną. Słudzy mówią: Nieprzyjaciel to sprawił. Bóg objawia się jako roztropny i dobry gospodarz. Pozwala wzrastać i szansę daje obojgu. Przygląda się im. Wypatruje niuansów, które decydują o ich wartości. Dopiero w czasie żniw nastąpi odpłata. Powiązany w snopki chwast trafi na spalenie. Pszenica – do spichlerza. Stanie się mąką dla podtrzymania życia i ziarnem pod przyszły zasiew. Wypełni tym samym swoje zadanie. Z dobra zrodzi się dobro.
Dzisiejsza przypowieść ma chwast w tytule. Najprawdopodobniej mowa jest o gatunku trawy zwany życicą roczną, która wschodzi równocześnie z pszenicą i jest do niej tak podobna, że aż do wykłoszenia się zboża trudno je rozróżnić. Pszenica i życica mają splątane korzenie, dlatego wyrywanie chwastu mogłoby spowodować zniszczenie zboża. Rozdzielenia można dokonać dopiero w czasie żniwa.
Fizyczne podobieństwo obu roślin oraz ich splątane korzenie przywodzą na myśl ukrytą w łanach i przez to dla oczu niewidoczną, cichą bohaterkę przypowieści. Mam tu na myśli cierpliwość, która wydaje się być nieodłącznie powiązana z cierpieniem. W odniesieniu do Boga jawi się ona jako inne z imion Miłości. Bóg nie działa pochopnie. Daje szansę. Pojmowana po ludzku to umiejętność czekania, sztuka znoszenia dolegliwości, wyraz ufności, że wszystko musi mieć swój czas i swoje miejsce.
Zamiast pointy:
Ty jesteś, Panie, Bogiem łaski i miłosierdzia, do gniewu nieskory, łagodny i bardzo wierny. Wejrzyj na nas i zmiłuj się nad nami.
Naucz nas cierpliwości.
ks. Michał Palowski

 

 

2020-07-12 – Mt 13, 1 – 9 O siewcy i sędzim

»W sprawiedliwości ujrzę Twe oblicze, nasycę się Twym widokiem, gdy ukaże się Twoja chwała« (Ps 17,15) wyznaje psalmista w dzisiejszej antyfonie na wejście. Przywodzi tym samym na myśl prawdę wiary, która głosi, że Bóg jest sędzią sprawiedliwym. Ta z kolei rodzi pytanie: sprawiedliwym to znaczy jakim?

Sādȋq. To hebrajskie słowo tłumaczone jako „sprawiedliwy” i jego odnośne formy czasownikowe oznaczają – w sensie podstawowym – tego, kto okazał się prawdziwy, czyli wierny, czy sprawdził się – zwłaszcza w kontekście prawnym. Słowo „sprawiedliwy” dlatego znaczy „niewinny” i używa się go w Biblii zwłaszcza na oznaczenie postępowania i charakteru moralnego. Zakres słowa „sprawiedliwość” znacznie jednak przekracza postępowanie sądownicze i obejmuje całe życie ludu wybranego, określane przez przymierze zawarte z Bogiem. Konkretne znaczenie zależy od okoliczności: dla władzy – dobre sprawowanie rządów i wydawanie uczciwych sądów; dla zwykłego ludu traktowanie sąsiada jako partnera, należącego do tego samego ludu przymierza; ani doznawanie ucisku ze strony innych, ani uciskanie innych; dla każdego – zachowanie woli Bożej objawionej w Torze. Niekiedy sprawiedliwość ludzką uważa się za odpowiedź na sprawiedliwość i łaskawość Bożą albo za jej odbicie, a w istocie jest ona wyrazem uznania Boga w aktach okazywanej Mu czci i życie podług Jego woli. Sprawiedliwość Boża oznacza, że Bóg jest uczciwym i rzetelnym sędzią, który bierze stronę ludu związanego z Nim przymierzem i dlatego uwalnia Izrael od jego wrogów, tak że doświadczają oni sprawiedliwości jako kary, natomiast Izrael – jako zbawienia i obrony. W związku z tym w niektórych tekstach sprawiedliwość Boża i zbawienie są właściwie synonimami, a od czasów wygnania jest ona, sprawiedliwość Boża, przedmiotem nadziei. W Nowym Testamencie (…) sprawiedliwość zwykle oznacza życie zgodne z wolą Bożą i odniesione do Niego. Nic zatem dziwnego, że sprawiedliwość niekiedy uważa się za szczególny przymiot Jezusa Chrystusa.

Bóg jest sędzią. Sędzią to znaczy kim?

Sędzia jest tym, który ocenia środki dowodowe i wydaje wyrok. Innymi słowy zestawia stan faktyczny – jak jest – ze stanem prawnym – jak być powinno. Odnosząc powyższe do dzisiejszej ewangelii rzec można, że Jezus jako sędzia, szafarz Bożej sprawiedliwości orzeka w przedmiocie recepcji zasianego przez siewcę słowa. Analizuje stan faktyczny, bada okoliczności, odnosi go do oczekiwań i wskazuje, co zaważyło na tym, że w jedynym przypadku zasiew wydał plon, a w innym – nie.

Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.

Nie sposób nie zgodzić się z tą rzymską paremią. Jednak w tym szczególnym przypadku wolno, a nawet trzeba nam postąpić inaczej. Trzeba nam przyjrzeć się sobie, trzeba nam przeanalizować fakty i wydać wyrok, który określi, kim jesteśmy. Czy drogą, na której żerują ptaki? Czy gruntem skalistym, gdzie ziarno niewiele ma ziemi i gdy słońce wschodzi przypalone przez nie usycha, bo gleba nie jest zbyt głęboka? Czy cierniami, które wybujawszy zagłuszają ziarno? Czy ziemią żyzną, która wydaje plon?

Wykonanie wyroku stanie się ewangeliczną rewizją życia. A o nią przecież chodzi.

ks. Michał Palowski

Pieter Bruegel Starszy, Przypowieść o siewcy, 1557

(http://www.timkenmuseum.org/collection/parable-of-the-sower/)

 

 

2020-06-07 J 3,16-18 W trzech Osobach Jeden

 

Spodobało się zaś Bogu powołać ludzi do uczestnictwa w swym życiu, nie pojedynczo tylko, z wykluczeniem wszelkiej wzajemnej więzi, lecz do utworzenia z nich ludu, w którym rozproszone Jego dzieci zgromadziłyby się w jedno (Sobór Watykański II, Ad gentes 2).

Zgromadzony w jedno Lud wyznaje:

Tajemnica Trójcy Świętej stanowi centrum wiary i życia chrześcijańskiego. Jest tajemnicą Boga w sobie samym, a więc źródłem wszystkich innych tajemnic wiary oraz światłem, które je oświeca. Tajemnica ta jest najbardziej podstawowym i istotnym nauczaniem w „hierarchii prawd wiary” (KKK 234).

Trójca jest jednością. Nie wyznajemy trzech bogów, ale jednego Boga w trzech Osobach: „Trójcę współistotną”. Osoby Boskie nie dzielą między siebie jedynej Boskości, ale każda z nich jest całym Bogiem: „Ojciec jest tym samym, co Syn, Syn tym samym, co Ojciec, Duch Święty tym samym, co Ojciec i Syn, to znaczy jednym Bogiem co do natury”. „Każda z trzech Osób jest tą rzeczywistością, to znaczy substancją, istotą lub naturą Bożą” (KKK 253).

Wiara katolicka polega na tym, abyśmy czcili jednego Boga w Trójcy, a Trójcę w jedności, nie mieszając Osób ani nie rozdzielając substancji: inna jest bowiem Osoba Ojca, inna Syna, inna Ducha Świętego; lecz jedno jest Bóstwo, równa chwała, współwieczny majestat Ojca i Syna, i Ducha Świętego (KKK 266).

Kościół posługuje się pojęciem „substancja” (oddawanym niekiedy także przez „istota” lub „natura”), by określić Boski Byt w jego jedności, pojęciem „osoba” lub „hipostaza”, by określić Ojca, Syna i Ducha Świętego w tym, czym rzeczywiście różnią się między sobą, a pojęciem „relacja”, by określić fakt, że rozróżnienie Osób Boskich opiera się na Ich wzajemnym odniesieniu do siebie (KKK 252).

Dogmatyka i okołotrynitarne spory, jakie prowadzili chrześcijanie pierwszych wieków wprowadziły termin osoba do języka i kultury, gdzie osoba pojmowana jest jako jednostka, jako ktoś zdolny do samodzielnego – odrębnego – osobnego – istnienia, jako centrum świadomości, jako podmiot zdolny do podejmowania suwerennych decyzji i ponoszenia ich następstw. W ujęciu chrześcijańskim osoba to ktoś, kto obdarzony został przez Boga godnością.

Godność osoby ludzkiej ma podstawę w stworzeniu jej na obraz i podobieństwo Boże; wypełnia się ona w powołaniu jej do Boskiego szczęścia. Jest właściwe istocie ludzkiej, że w sposób dobrowolny dąży do tego wypełnienia. Osoba ludzka przez swoje świadome czyny dostosowuje się lub nie do dobra obiecanego przez Boga i potwierdzonego przez sumienie moralne. Ludzie kształtują samych siebie i wzrastają wewnętrznie; całe swoje życie zmysłowe i duchowe czynią przedmiotem swojego wzrostu. Z pomocą łaski wzrastają w cnocie, unikają grzechu, a jeśli go popełnili, jak syn marnotrawny powierzają się miłosierdziu naszego Ojca niebieskiego. W ten sposób osiągają doskonałość miłości (KKK 1700).

Wiara to dogmat przełożony na życie. Znak krzyża i wezwanie Ojca i Syna, i Ducha Świętego pozwala mieć nadzieję, że każde działanie podejmowanie w imię Boga w Trójcy jedynego od Niego będzie pochodziło i do Niego prowadziło  będzie. A tym samym pozwoli stanąć na wysokości zadania, któremu na imię godność osoby ludzkiej.

ks. Michał Palowski

 

 

2020-05-31 J 20,19-23 Zesłanie Ducha Świętego

 

Dał się słyszeć z nieba szum. Ukazały się jakby języki ognia, które się rozdzielały, i na każdym z apostołów spoczął jeden. Wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. (Dz 2,2,-4). Duch Święty zstąpił. I jest z nami.

Duch Święty, czyli kto?  „Katechizm Kościoła Katolickiego” podpowiada: Duch Święty jest imieniem własnym Tego, którego wielbimy i któremu oddajemy chwałę wraz z Ojcem i Synem. Kościół otrzymał Go od Pana i wyznaje Go w czasie chrztu swoich nowych dzieci. Pojęcie »Duch« jest tłumaczeniem hebrajskiego słowa »Ruah«, które przede wszystkim oznacza tchnienie, powietrze, wiatr (…) Duch i Święty to przymioty Boże wspólne Trzem Osobom Boskim. Łącząc jednak te dwa pojęcia, Pismo święte, liturgia i język teologiczny określają niewymowną Osobę Ducha Świętego, unikając możliwej dwuznaczności z innym sposobem posługiwania się pojęciami »duch« i »święty« (KKK 691). Gdy Jezus zapowiada i obiecuje Ducha Świętego, nazywa Go »Parakletem«, co dosłownie oznacza: „Ten, który jest wzywany przy czymś” »ad-vocatus«. »Paraklet« tłumaczy się zazwyczaj jako »Pocieszyciel«; Jezus jest pierwszym Pocieszycielem. Sam Pan nazywa Ducha Świętego »Duchem Prawdy« (KKK 692).

W liturgii szczególnie podkreśla się symboliczny związek zachodzący między czerwoną barwą a Duchem Świętym. On jest przecież rękojmią miłości złożoną przez Trójcę Przenajświętszą, On zapala w wiernych ogień miłości (…) Czerwone szaty liturgiczne mają wskazywać na ogień Ducha Świętego, ogarniającego Kościół i ponaglającego, by ogniem miłości rozpalił cały świat. W święta apostołów, ewangelistów i męczenników wyobrażają również Ducha Świętego, który doprowadził ich nawet do ofiary krwi (Dorothea Forstner, „Świat symboliki chrześcijańskiej”). Jednocześnie warto przypomnieć, że u podstaw dzisiejszej uroczystości leży starotestamentowe Święto Tygodni, które stanowiło dzień dziękczynienia za zebrane żniwo pszenicy i było obchodzone uroczystą ucztą. Podobnie Chrystus przynosi Ducha Świętego jako owoc swej ofiary paschalnej i zaprasza swoich synów i córki do swego stołu (Rupert Berger, „Mały słownik liturgiczny”). Ten rolniczy rodowód sprawił, że te czerwone od ognia święta zwane są zielonymi.

Tyle pokrótce teologicznej teorii. Powyższe zrodziło we mnie pytanie, czy coś łączy czerwień ognia z zielenią plonów. Z pomocą przyszedł Internet. Zielony płomień powstaje w wyniku spalania chlorku baru. Ta właściwość najczęściej wykorzystywana jest podczas produkcji fajerwerków. Jednak w rzeczywistości, której na imię Duch Święty nie o fajerwerki chodzi. Bo te wystrzeliwane od okazji do okazji, choć huczne i jasne, prędzej czy później kończą swój żywot. Chodzi o stałe powracanie do sakramentów chrztu i bierzmowania, o odkrywanie obecności Ducha Świętego w codzienności, chodzi o życie z Duchem.

ks. Michał Palowski

 

 

 

2020-05-24 Mt 28,16-20 Wniebowstąpienie

Wspinaczka, modlitwa ludzi wybranych

Intymnych marzeń warowny gród

Modlitwa słów niewypowiedzianych

Błogosław Panie nasz górski trud.

                       

W kurniawie, w deszczu, w huku lawiny

wszędzie widzimy Twoją moc

Licząc bezcenne biwaku godziny

Pozwól nam przeżyć i tę noc.

 

W skalistych świątyń zawieszony cień

Za chwilę słońca uderzy nas blask

Pozwól nam przeżyć szczęśliwie dzień

Niech dosięgniemy ze szczytu gwiazd…

 

Modlitwa wspinacza – napisana w 1979 roku pod Lhotse (8511 m.n.p.m.) przez Ignacego Walentego Nendzę, śląskiego himalaistę, grotołaza, działacza harcerskiego i instruktora alpinizmu

Dlaczego ludzie chodzą w góry? Po pierwsze dlatego, że po prostu są. Po wtóre dlatego, że w górach fizycznie człowiek jest bliżej nieba, w konsekwencji zaś – metafizycznie – bliżej Boga. Najważniejsze wydarzenia biblijne, najważniejsze wydarzenia historii zbawienia począwszy od przymierzy zawartych z Abrahamem i Mojżeszem, przez przemienienie i śmierć Jezusa, na Jego wniebowstąpieniu skończywszy dokonywały się na scenach górskich szczytów. Chrześcijaństwo jest religią dobrze rozumianego skracania dystansu. Do ojców Bóg przemawiał przez proroków, do nas przemówił przez Syna (Hbr 1,1,-2). W Nim, dzięki wierze w Niego mamy śmiały przystęp do Ojca (Ef 3,12). Szczególnym szczytem, na którym dokonuje się spotkanie człowieka z Bogiem jest Eucharystia (Lumen Gentium 11). Bliżej Boga – po ludzku rzecz ujmując – być się nie da.

Wydarzenie Wniebowstąpienia wbrew pozorom nie jest końcem. Otwiera nowy rozdział w historii Kościoła. Jego następstwem jest wypełnienie obietnicy Ojca, której na imię Duch Święty. Dzięki Niemu Kościół staje się Kościołem Misyjnym – Kościołem Posłanym, który ma świadczyć o Jezusie „w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8). Jednocześnie staje się Kościołem Czuwającym – Kościołem Nadziei, który mając ojczyznę w niebie, stamtąd jako Zbawcy wyczekuje paruzji – ponownego przyjścia Chrystusa (Flp 3,20).

 

Jako chrześcijanie jesteśmy zaprogramowani na niebo. Nie tyle na miejsce przebywania, co na rzeczywistość, która ma polegać na szczęśliwym i trwającym wiecznie przebywaniu z Bogiem twarzą w twarz. Mając głowy w chmurach, jednocześnie trzeba nam twardo stąpać po ziemi. Być dla jej mieszkańców ambasadorami nieba. Słowami i czynami niebo sprowadzać na ziemię. Urzeczywistniać słowa modlitwy, jaką za przyczyną swojego patrona św. Bernarda zanoszą alpiniści i ludzie gór: „O Panie (…) chroń nas w czasie górskich wspinaczek, abyśmy doznawszy piękna natury powracali do swoich obowiązków napełnieni radością i siłą do służby Bogu i braciom; a kiedy żyjąc w dolinach, chcemy iść jego śladami, daj nam, błagamy Cię o Panie łaskę zdobycia prawdziwego Szczytu, którym jest Chrystus, który króluje wraz z Tobą i Duchem Świętym na wieki wieków. Amen”.

 

 ks. Michał Palowski

 

2020-05-10 J 14,1-12 O służbie

Wybrali i przedstawili ich apostołom, którzy, modląc się, nałożyli na nich ręce (Dz 6,5-6). Począwszy od zarania dziejów święceń diakonatu udziela się przez modlitwę i włożenie rąk. Diakonów Kościół święci dla posługi. W pierwszych wiekach czynił to dla posługi charytatywnej. Współcześnie zaś dla pomocy prezbiterom. Diakoni – według liturgii święceń – mają przyczyniać się do rozwoju chrześcijańskiego ludu, przechowywać tajemnicę wiary w czystym sumieniu oraz tę wiarę głosić słowem i czynem zgodnie z Ewangelią i tradycją Kościoła.

 

Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali chwalebne dzieła Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła (1P 2,9). Święcenia ważnie przyjmuje tylko mężczyzna ochrzczony (kan. 1024). Chrzest przyjęty w wierze rodziców i chrzestnych, a co za tym idzie w wierze Kościoła daje nam udział nie tylko w kapłańskiej, ale również w królewskiej i prorockiej misji Chrystusa, o czym przypomina nam każda Eucharystia.

 

Liturgia słowa uzmysławia nam udział w misji prorockiej. Obcując z Bożym Słowem mamy możliwość uczenia się, a co za tym idzie nauczania i umacniania wiary. Liturgia ofiary dotyczy udziału w misji kapłańskiej. Składamy ją – o czym traktuje dziś św. Piotr w swoim „Pierwszym Liście” – poprzez uczynki, modlitwę, życie codzienne, jeśli są solidnie i ofiarnie pełnione. Wreszcie obrzędy zakończenia uświadamiają udział w misji królewskiej, która przyjmuje różne postacie angażowania się chrześcijanina w życie społeczne, na przykład w służbę innym.

 

Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem (J 14, 1-3). Służę Waszej nadziei. Jestem jej fundamentem i gwarantem. Ja jestem drogą i prawdą, i życiem (J 14,6). Prowadzę do Ojca, którego Wam objawiłem. Mówię jak jest i jak – według Ojca – być powinno. Jestem dla Was. Jestem Waszym sługą.

 

Nie potrafię oprzeć się przekonaniu, że służba rodzi się ze słuchania. Ta Jezusowa ze słuchania Ojca. Bycie w służbie dokonuje się przez okazywanie posłuszeństwa prawowitym przełożonym, których wola tożsama jest z wolą Bożą (kan. 601). Przypominają o tym słowa przysięgi i ślubowania. Kto we Mnie wierzy – kto mnie usłyszy, kto będzie mi posłuszny – będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, a nawet większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca (J 14,12). Amen.

 

Owocem ciszy jest modlitwa. Owocem modlitwy jest wiara. Owocem wiary jest miłość. Owocem miłości jest służba. Owocem służby jest pokój (św. Matka Teresa z Kalkuty).

ks. Michał Palowski

 

2020-04-26 Łk 24,13-35 Bez Słowa ani rusz

 

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało (…) A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (J 1,1,-3.14). Nie, to nie pomyłka, że zaczynamy dziś od fragmentu wyjętego z prologu ewangelii według św. Jana, który zwykliśmy odnosić do Bożego Narodzenia. To prawda, że spotykamy się dziś w Emaus i rozpoznajemy Jezusa przy/po łamaniu chleba, ale bez uprzedniego spotkania ze Słowem, bez wyłożenie począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich proroków i autorów pism wszystkiego, co odnosiło się do Jezusa nie byłoby to możliwe.

 

Pan Jezus tej nocy, której został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy, połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę!» Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Kielich ten jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę!» (1 Kor 11-23-25). I w najstarszym chronologicznie opisie Ostatniej Wieczerzy, który czytamy w Wielki Czwartek, i w czasie każdej Eucharystii słowa ustanowienie poprzedzają przeistoczenie. Ujmując sprawę szerzej Liturgia Słowa poprzedza Liturgię Eucharystii.

 

Do sedna Eucharystii prowadzi nas Słowo. Ku Słowu Eucharystia nas kieruje. Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie, i oczekujemy Twego przyjścia w chwale. Ile razy ten chleb spożywamy, i pijemy z tego kielicha głosimy śmierć Twoją, Panie, oczekując Twego przyjścia w chwale. Panie, Ty nas wybawiłeś, przez krzyż i zmartwychwstanie swoje, Ty jesteś Zbawicielem świata. Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci. Aklamacje po przeistoczeniu odmawiane lub śpiewane w pozycji stojącej, która sama w sobie jest wyrazem wiary w zmartwychwstanie Jezusa to ciąg dalszy historii z Emaus. Opowiadanie współczesnym jedenastu, co nas spotkało w drodze i jak Go poznaliśmy przy łamaniu chleba (Łk 24,35).

 

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało (…) A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (J 1,1,-3.14). Nie, to nie pomyłka, że zaczęliśmy dziś od fragmentu wyjętego z prologu ewangelii według św. Jana, który zwykliśmy odnosić do Bożego Narodzenia. To prawda, że spotykamy się dziś w Emaus i rozpoznajemy Jezusa przy/po łamaniu chleba, ale bez uprzedniego spotkania ze Słowem nie byłoby to możliwe. A dziś przecież Narodowy Dzień Czytania Pisma Świętego.

Bierz i czytaj!

Wiara – także ta w realną obecność Zmartwychwstałego w Eucharystii – rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa. (Rz 10,17)! Amen.

tekst: ks. Michał Palowski

 

2020-04-19 Niedziela Miłosierdzia

 

Nie przestaje mnie zastanawiać, dlaczego twórcy naszej mowy ojczystej (większość Słowian również) szukając nazwy dla „owego pierwszego dnia tygodnia” nie poszli za przykładem bliższych i dalszych sąsiadów stawiając akcent na słoneczną przeszłość (Sunday, Sonntag), Pańskie pochodzenie i Pańską przynależność (domenica, domingo, dimanche), czy zmartwychwstanie (bоскресенье), ale podkreślili brak działania. W konsekwencji zestawienie niedzieli z miłosierdziem staje się oksymoronem. Wszak miłosierdzie objawia się w działaniu.

 

Pierwszym podejmującym miłosierne działanie jest Pan Bóg. Adamowi i Ewie daje nadzieję. Abramowi obiecuje liczne potomstwo. Mojżesza wraz z ludem wyprowadza z niewoli. Izraelitów przeprowadza przez znaczone uciskiem zawiłości historii. W Jezusie karmi głodnych, uzdrawia chorych, przywraca życie umarłym, uwalnia opętanych, odpuszcza grzechy. W kulminacyjnym punkcie historii zbawienia przez Jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie zbawia wszystkich.

 

Miłosierdzie jest rzeczywistością, którą trudno ubrać w słowa. Starotestamentalni autorzy mówiąc o miłosierdziu odnoszą do Boga, który w naszej świadomości jest rodzaju męskiego (Ojciec, Pan) termin opisujący dające życie kobiece trzewia. Wyraża on bezgraniczną miłość, jaką matka kocha dziecko. Miłość wynikającą z głębokiego przekonania, że dziecko pochodzi od niej – jest owocem jej łona, jak i nie od niej – jest darem.

 

Za patronów „od miłosierdzia” zwykliśmy uważać świętą Faustynę Kowalską i jej duchowego kierownika błogosławionego księdza Michała Sopoćkę. I słusznie. Jednak dzisiaj do ich grona dołącza święty Tomasz Apostoł. Penetrując rany Jezusa, w tym ranę w boku, z której wypłynęły krew i woda, badając dowody przypomina, że Boże miłosierdzia jest faktem, a tym samym domaga się odpowiedzi przez fakty.

 

Nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą (1J 3,18)! Grzeszących upominając, nieumiejętnych pouczając, wątpiącym dobrze radząc, strapionych pocieszając, krzywdy cierpliwie znosząc, urazy chętnie darując, modląc się za żywych i umarłych, głodnych karmiąc, spragnionych pojąc, nagich przyodziewając, podróżnych w domu przyjmując, więźniów pocieszając, chorych nawiedzając, umarłych grzebiąc. Amen.

 

tekst: ks. Michał Palowski

 

2020-03-29 – J 11, 3-7. 17. 20-27. 33b-45 Słowo życia

 

Na Twoje słowo, Panie Jezu Chryste Przyjaciel Łazarz żywy powstał z grobu. Choć w cieniu śmierci cztery dni spoczywał, Ty go wskrzesiłeś i oddałeś życiu. Niech ludzkie ciało w tej nadziei spocznie, Że Ty powrócisz w swoim majestacie, Otworzysz groby słowem pełnym mocy, Obleczesz zmarłych zmartwychwstania szatą.

 

Pozwoliłem sobie przywołać na wstępie fragment śpiewanej na Śląsku pieśni z obrzędów Ostatniego pożegnania zmarłego, jako że genialnie syntetyzuje przesłanie płynące z dzisiejszych czytań mszalnych. Tak ogłoszona przez Ezechiela obietnica otwarcia grobów i jej następstwa, jak i janowy opis wskrzeszenia Łazarza sprowadzają się do konkluzji, że słowo, które pochodzi od Boga jest nie tylko prostym komunikatem, ale ma moc sprawczą. Powołuje do istnienia. Uobecnia Boże Królestwo. Inicjuje nawrócenie. Uwalnia z mocy złego ducha. Pomnaża pokarm. Uzdrawia. Wskrzesza.

 

Pawłowy List do Rzymian przywodzi na myśl pierwsze zdania encykliki św. Jana Pawła II Dominum et Vivificantem: Kościół (…) pouczony słowem Chrystusa, czerpiąc z doświadczenia Pięćdziesiątnicy i własnych „dziejów apostolskich”, od początku głosi wiarę w Ducha Świętego, jako Ożywiciela, poprzez którego niezgłębiony Trójjedyny Bóg udziela się ludziom, zaszczepiając w nich zadatek życia wiecznego.

 

Wskrzeszenie Łazarze nie było jedynie odpowiedzią Jezusa na prośbę i wiarę konkretnych osób, wyrazem współczucia, gestem miłosierdzia. Było również przygotowaniem świadków do jedynego w swoim rodzaju wydarzenia w historii, jakim było jezusowe zmartwychwstanie. Znak pustego grobu ma nam przypominać, że i nasze groby będą puste, a tym samym wprowadzić nas w perspektywę własnego zmartwychwstania. Po wtóre ta historia jest zaproszeniem do przejścia ze śmierci do życia. Wezwaniem do nawrócenia. Wreszcie manifestacją Jezusa jako pana życia i śmierci. 

 

Na Twoje słowo, Panie Jezu Chryste Przyjaciel Łazarz żywy powstał z grobu. Choć w cieniu śmierci cztery dni spoczywał, Ty go wskrzesiłeś i oddałeś życiu. Niech ludzkie ciało w tej nadziei spocznie, Że Ty powrócisz w swoim majestacie, Otworzysz groby słowem pełnym mocy, Obleczesz zmarłych zmartwychwstania szatą.

 

Wierzysz?

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

 

2020-03-22– J 9, 1. 6-9. 13-17. 34-38 Niedziela radości

Raduj się, Jerozolimo, zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie. Cieszcie się, wy, którzy byliście smutni, weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy (Iz 66, 10-11). Zaprasza dziś w antyfonie na wejście prorok Izajasz. Zaprasza i dobrze czyni, wszak to już IV niedziela Wielkiego Postu zwana Niedzielą Radości. Radości, która ma swe źródło w świadomości, że Pascha coraz bliżej.

Ujęty w Pierwszej Księdze Samuela opis powołania i namaszczenia Dawida na króla przypomina o tym, że Bóg jest od nas całkowicie odmienny, że widzi i ocenia inaczej niż my mamy w zwyczaju to czynić. Nie ma Dlań znaczenia starszeństwo, wygląd, wysoki wzrost. Wybiera najmniejszego i rudowłosego. Od zewnętrznych przymiotów ważniejszym okazuje się być serce człowieka i to, co się w nim kryje. Ta historia jest dla nas zaproszeniem, aby wciąż od nowa uczyć się patrzenia na świat, a w szczególności na człowieka z innej, Bożej perspektywy.

W odpowiedzi na pierwsze czytaniu zaśpiewaliśmy chyba jeden z najbardziej znanych i lubianych psalmów, Psalm dwudziesty trzeci. Wyznaliśmy wiarę, że Pan jest naszym pasterzem i niczego, co konieczne do życia i zbawienia zabraknąć nam nie może. To drugie z kierowanych dziś do nas zaproszeń, by przylgnąć do Pana i w Nim złożyć nadzieję. Wciąż od nowa.

Święty Paweł zaprasza nas od powstania z martwych, do wyjścia z ciemności i postępowania w świetle. Podobne zaproszenie wybrzmiewa z ewangelii. Cud uzdrowienia niewidomego od urodzenia przynosi podwójny efekt. Uzdrowiony nie tylko zaczyna w sposób fizyczny widzieć, ale również rozpoznaje w Jezusie proroka, czyli człowieka od Boga posłanego i w konsekwencji wyznaje wiarę. Wyznanie wiary w Jezusa, uznanie Go za Pana i Zbawiciela prowadzi do przyjęcia chrztu, który Kościół pierwszych wieków nazywał oświeceniem. Nie bez znaczenia jest również miejsce, w którym cud się dokonał. Siloam znaczy posłany. Ochrzczony również znaczy posłany. Posłany, by w Bożym świetle widzieć świat i ludzi, a nadzieją Odeń płynącą oświecać innych.

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

 

2020-02-09– Mt 5,13-16 Światłość świata

Światło. Pomimo wszystkich analiz fizykalnych światło pozostaje tajemnicą Stwórcy. Nie ma nikogo, kto nie znałby światła, nikogo też – kto je zna. Nie ma nikogo, kto nie znałby jego cudownego działania, nikogo też – kto znałby jego istotę. Światło umożliwia oglądanie piękna
 i kolorów. „Świtałem oczu” nazywa się władzę widzenia, dzięki której się je spostrzega. Wszystko, co żyje i się rozwija, garnie się do światła. Światło jako najbardziej niematerialne zjawisko całego stworzenia, jest szczególnie odpowiednim symbolem duchowości Boga. „Światło” w starotestamentalnym języku obrazowym oznacza często życie w szczęściu i powodzeniu, zaś w sensie nadprzyrodzonym – oświecenie otrzymane dzięki życzliwości i łasce Boga, Jego kierownictwo w wypełnianiu Prawa. Światło, które przynosi Chrystus wlewa się podczas chrztu do duszy katechumena. Dlatego sakrament ten nazywano we wczesnym Kościele oświeceniem.

Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy
i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Nie otrzyma Nagrody Nobla, kto odkryje i obwieści bliźnim, że wszystkiego na tym świecie należy używać zgodnie
z założonym przez Stwórcę bądź twórcę przeznaczeniem.
W przeciwnym razie można zapracować na Nagrodę Darwina. Niestety zazwyczaj laureat nie ma sposobności, by się nią nacieszyć. Dobrze widoczne miasto na wzniesieniu staje się punktem odniesienia w terenie dla wszystkich, którzy na nie patrzą. Lampa umieszczona na świeczniku zwiększa swój zasięg. Naszym życiowym zadaniem jest bycie światłością świata. Oświeceni przez Chrystusa mamy świecić Jego światłem. Ujawniać prawdę o naszym przeznaczeniu, któremu na imię życie
z Bogiem. W realiach maltańskich owo życie z Bogiem przekłada się na nieustanne odkrywanie i realizowanie zakonnego charyzmatu, o czym przypominają dziś czytania mszalne. Wspierania ubogich pobrzmiewa
u Izajasza. Obrony wiary – u św. Pawła. Jedno i drugie finalnie ma nas ludzi naszej pieczy powierzonych doprowadzić do zbawienia.

Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, będzie miał światło życia, sam stanie się światłem świata. Światłem, którego nie zastąpią ani suplementy diety, ani sztuczne oświetlenie.

tekst Michał Palowski

 

2019-11-03 – Łk 19,1–10 Zacheusz

Niewiele o nim wiemy. Był zwierzchnikiem celników. Był bardzo bogaty. Był niskiego wzrostu. Niewiele również wiemy o imieniu, które mu nadano. Prawdopodobnie Zacheusz jest zdrobniałą formą imienia Zachariasz, imienia teoforycznego, które tłumaczy się: pamięć Jahwe, Jahwe pamięta. Pomimo powyższych mankamentów krótka historia niedużego człowieka wiele mówi nam o nas oraz o naszej ludzkiej kondycji w odniesieniu do Boga.

„Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto”. Bóg jest Tym, który jest, który był i który przychodzi. Przychodzi do nas nieustannie. Przychodzi w Słowie, w sakramentach, w drugim człowieku.

„Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego”. Przychodzi do nas i na nas spogląda. Nie spuszcza nas ze swego opatrznościowego oka. Zna nas po imieniu. Wie, kim jesteśmy i czego nam potrzeba. Wszystkich bez wyjątku powołuje. Do życia. Do miłości. Do bliskości z Sobą. Jesteśmy ważni dla Boga.

„Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu (…) Do grzesznika poszedł w gościnę (…) Syn Człowieczy przyszedł odszukać i zbawić to, co zginęło”. To o mnie, o Tobie, o nas. Prawda pierwsza i najważniejsza oraz płynąca z niej nadzieja. Jesteśmy ludźmi. Jesteśmy więc grzeszni. Bóg, który jest Miłością w Jezusie stał się człowiekiem. Stał się nim dla naszego zbawienia. Odkrycie prawdy o własnej grzeszności i uznanie jej staje się przepustką do doświadczenia Bożego miłosierdzia. Miłosierdzia, które ma zdolność przemieniania człowieka, zwłaszcza sposobu postrzegania świata.

„Połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Miłość niejedno ma imię. Miłosierdzie to miłość według Bożego wzoru. Miłość, która widzi w człowieku człowieka, która nie oczekuje odwzajemnienia, która przekracza granice wyznaczane przez rachunek zysku i straty.

Niewiele o nim wiemy. Był zwierzchnikiem celników. Był bardzo bogaty. Był niskiego wzrostu. Niewiele również wiemy o imieniu, które mu nadano. Prawdopodobnie Zacheusz jest zdrobniałą formą imienia Zachariasz, imienia teoforycznego, które tłumaczy się: pamięć Jahwe, Jahwe pamięta. Pomimo powyższych mankamentów krótka historia niedużego człowieka wiele mówi nam o nas oraz o naszej ludzkiej kondycji w odniesieniu do Boga.

„Zacheusz chciał koniecznie zobaczyć Jezusa, któż to jest…” A Ty? Chcesz zobaczyć?

 

  1. Michał Palowski

2019-10-13 – Łk 17,11–19 Wiara

Połączeni stygmatyzującym doświadczeniem nieuleczalnej choroby. Najpierw samotny Naaman nad brzegiem Jordanu. Następnie dziesięciu nieznanych z imienia na pograniczu Samarii i Galilei. Zmieniają się ludzie. Zmieniają się okoliczności czasu i miejsca. Nie zmienia się – co do swej istoty – wiara. Była i jest relacją, odpowiedzią człowieka na Boże objawienie. Była i jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy (Hbr 11,1).

Święty Łukasz przypomina dziś swoim czytelnikom, a wraz z nimi i nam, że owa niezamienna co do swej istoty wiara w różnoraki sposób może być przeżywana i wyrażana.

Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!» Człowiek wierzący to człowiek przede wszystkim modlitwy. Żyje w nieustannym dialogu z Tym, któremu uwierzył. W równym stopniu do Niego mówi i Go nasłuchuje. Raz czyni to publicznie, innym razem na osobności. Czasem modli się indywidualnie, a czasem wspólnotowo.

Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym głosem, padł na twarz u Jego nóg i dziękował Mu. Modlitwa niejedno ma imię. Prośba. Dziękczynienie. Uwielbienie. Przebłaganie. Niezależnie od formy, jaką przybiera jest trwaniem w Bożej obecności.

«Idźcie, pokażcie się kapłanom!» Przyznawanie się do Jezusa. Będąca następstwem raz dokonanego wyboru codzienna życiowa postawa. Zrodzone ze świadomości świadectwo. To kolejna z dróg, na którą winien wejść człowiek wierzący.

Historie uzdrowień, których dziś słuchamy przywodzą na myśl jeszcze jedną cechę człowieka wierzącego, a mianowicie otwartość na cud, na wykraczające poza porządek natury Boże działanie. Mam tu na myśli nie tylko rozumową dopuszczalność takowych zjawisk, ale również gotowość osobistego ich przyjęcia, jeśli zajdzie potrzeba.

Połączeni stygmatyzującym doświadczeniem nieuleczalnej choroby. Najpierw samotny Naaman nad brzegiem Jordanu. Następnie dziesięciu nieznanych z imienia na pograniczu Samarii i Galilei. Zmieniają się ludzie. Zmieniają się okoliczności czasu i miejsca. Nie zmienia się – co do swej istoty – wiara. Twoja. Moja. Nasza.

ks. Michał Palowski

 

2019-09-08 – Łk 14,25–33 Mądrość

Bóg jest jeden. Jednak na kartach Biblii niejedno nosi imię. Mojżeszowi przedstawił się jako JHWH – jako Jestem. Pobożni Izraelici nie chcąc nadużywać bożego imienia posiłkowali się tytułem Adonai, który tłumaczy się jako mój Pan. Jego pochodną jest nieco zapomniane już dzisiaj – a szkoda – greckie Kyrios. Zdarzało się również, że imię Boga zastępowano terminem elohim, czyli bóg, jeden z wielu bogów. Mówiąc o mądrości autorzy natchnieni mają na myśli nie tylko pewną sprawność właściwą ludziom myślącym, lecz również mądrość osobową, czyli Boga właśnie. Fragment stanowiący dziś pierwsze czytanie zaczerpnięty z dziewiątego  rozdziału Księgi Mądrości nosi tytuł Modlitwa o mądrość. Jest ona wołaniem o obecność Boga w życiu, konieczną by móc właściwie wybierać.

 

Pierwsze czytanie i ewangelia winny mieć wspólny mianownik. Dziś jest nim mądrość, która w praktyce przekłada się na umiejętność dokonywania w życiu właściwych wyborów. Uczeń Jezusa stawia Mistrza na pierwszym miejscu i stara się Go naśladować. Tej szczególnej relacji podporządkowuje wszystkie pozostałe. Inwestor skrupulatnie oblicza, czy posiada stosowane środki na sfinalizowanie budowy. Chce uniknąć zarówno wymiernej straty, jak i niewymiernego ośmieszenia w oczach opinii publicznej. Strateg mierzy siły na zamiary. Od przegranej woli zawarcie pokoju nawet na mniej korzystnych warunkach. Wreszcie wyrzeczenie własności, o którym mówi dziś Jezus to nie tyle wyzbycie się tego, kim jesteśmy, ale raczej zgoda na odrzucenie tego wszystkiego, co nas obciąża i wikła, ogranicza i zniewala.

 

Z lektury dzisiejszych czytań płynie jeszcze jedno przesłanie. Kto kocha, ten wymaga. Nie tylko od innych, których powierzono jego pieczy – jako przełożonemu, rodzicowi, wychowawcy – ale w pierwszej kolejności od siebie. Stawiając sobie wymagania, dokonując wyborów, czasem ucząc się na błędach nie tylko zdobywamy mądrość, ale również stajemy się dla innych życiowymi przewodnikami.

Kupić by cię, mądrości, za drogie pieniądze… ­­wołał w Trenie IX Jan Kochanowski. Kupić? Niekoniecznie! Wymodlić. Wypracować. Jak najbardziej!

ks. Michał Palowski

 

 

2019-07-28 – Łk 11, 1–13 Modlitwa

 

Abraham wstawia się za Sodomą. Jezus jest człowiekiem modlitwy. Odpowiadając na prośbę uczniów, nie tylko uczy ich modlitwy Pańskiej, ale i przypomina, jak należy się modlić. Wytrwale, a czasem nawet natrętnie. Modlitwa z jednej strony jawi się jako coś naturalnego, co wypływa z potrzeby serca, co jest reakcją na zastaną sytuację. Tak modli się Abraham, widząc co może spotkać mieszkańców Sodomy. Z drugiej zaś – sztuką, której dążąc do ideału całe życie się uczymy. Padające na początku i na końcu Eucharystii wezwanie: Módlmy się! jest nie tylko zaproszeniem do podjęcia konkretnego działania, ale również w jakiś sposób opisuje naturę Kościoła jako wspólnoty wiernych, która gromadzi się na modlitwie.

 

Abraham wstawia się za Sodomą. Według wskazań Katechizmu: Wstawiennictwo jest modlitwą prośby, która bardzo przybliża nas do modlitwy Jezusa. To On jest jedynym wstawiającym się u Ojca za wszystkich ludzi, a w szczególności za grzeszników (…) Za nas! Wstawianie się za innymi, prośba o coś dla innych, jest – od czasu Abrahama – czymś właściwym dla serca pozostającego w harmonii z miłosierdziem Bożym. W czasie Kościoła – w naszym czasie – wstawiennictwo chrześcijańskie uczestniczy we wstawiennictwie Chrystusa: jest wyrazem komunii świętych (KKK 2634-2635).

 

Jedną z form modlitwy wstawienniczej, którą polecam dziś Waszej uwadze jest modlitwa powszechna, czyli modlitwa wiernych. W niej lud w pewien sposób odpowiada na słowo Boże przyjęte z wiarą i wykonując swą wynikającą z chrztu funkcję kapłańską, zanosi do Boga błagania za zbawienie wszystkich. Wypada, aby ta modlitwa była zanoszona z zasady we Mszach świętych sprawowanych z udziałem ludu, by zanoszono błagania za święty Kościół, za tych, którzy sprawują nad nami rządy, za ludzi znajdujących się w różnych potrzebach, a także za wszystkich ludzi i o zbawienie całego świata (OWMR 69. Modlitwa powszechna obejmuje zazwyczaj następujące intencje: w potrzebach Kościoła, za rządzących państwami i o zbawienie całego świata, za ludzi doświadczonych różnymi trudnościami, za miejscową wspólnotę (OWMR 70).

 

Śmiem twierdzić, że właśnie modlitwa powszechna, a zwłaszcza dwa ostatnie wezwania – za ludzi doświadczonych różnymi trudnościami oraz za miejscową wspólnotę – jest swoistym barometrem/sejsmografem obrazującym życie konkretnej społeczności. Namacalnie wręcz pozwala zobaczyć, kto spośród nas szczególnie potrzebuje modlitewnego wsparcia lub co leży nam na sercu. Jednocześnie pokazuje, jak bardzo się znamy i sobie ufamy prosząc się nawzajem o modlitwę. Od lat niesłabnącą popularnością cieszą się wszelkiego rodzaju skrzynki intencji i pogotowia modlitewne prowadzone przez zgromadzenia zakonne i wspólnoty. Również modlitwa przez wiernych i za wiernych zanoszona daje taką sposobność. Nie bójmy się o nią poprosić. I módlmy się za siebie nawzajem.

ks. Michał Palowski

 

2019-04-20 – Łk 24, 1-12– Pascha. Procesja. Pasja.

Dzisiejsza paschalna noc swymi korzeniami sięga historii Izraela. Pierwsza pascha była wydarzeniem historycznym – wyjściem narodu wybranego z egipskiej niewoli. Każda kolejna – świętem, którym tą pierwszą upamiętniano.

Przypadała na wiosnę. W miesiącu Nisan, który w naszej rachubie czasu odpowiada przełomowi marca i kwietnia. Zbiegała się z pierwszą, wiosenną pełnią księżyca. Kluczowym momentem święta była paschalna wieczerza, w czasie której poprzez potrawy i obrzędy odtwarzano szczegóły tamtej dramatycznej nocy i następującego po niej pierwszego dnia wolności. Spożywano odpowiednio przygotowanego baranka, upamiętniającego ofiarę, której krew uratowała Izraelitów od śmierci. Z mięsem baranka spożywano przaśny chleb (hebr. maccot), przygotowany jedynie z mąki i wody na pamiątkę chleba, który spożywali przodkowie. Pito przy tym gorzkie zioła, aby przypomnieć sobie ciężkie lata niewoli. Potrawy popijani posoloną wodą, dla wspomnienia wielu łez wylanych w czasie niewoli, a cztery kielichy wina, wypijane w czasie wieczerzy w odpowiednich odstępach miały być zapowiedzią przyszłej, obiecanej ojczyzny. W czasach monarchii paschę obchodzono w świątyni. Po powrocie z przesiedlenia babilońskiego święto nabrało bardziej rodzinnego charakteru. Baranka ofiarowanego w świątyni spożywano w domach. Także Jezus obchodził paschę ze swoimi uczniami. W czasie paschalnej wieczerzy ustanowił Eucharystię. Sam stał się barankiem złożonym w ofierze.

Termin pascha tłumaczy się dwojako. Po pierwsze jako rzeczownik –ochrona. Krew baranka, którą oznaczono drzwi ocaliła Izraelitów przed ostatnią z egipskich plag. Po wtóre jako czasownik – przejść, przejść obok, minąć. My współcześni również doświadczamy owej dynamiki. Przez śmierć fizyczną przechodzimy z życia doczesnego do wiecznego. Przez sakramenty chrztu i pokuty – z grzechu do niewinności – z niewoli do wolności. Szczególnym znakiem, który o tym, żeśmy ludźmi w drodze nam przypomina jest każda procesja. Także ta, którą zakończymy dzisiejsze świętowanie. Gwoli przypomnienia. Procesja to uroczysty obchód, który należy do świątecznych obrzędów liturgicznych. Nią rozpoczynamy i kończymy każdą eucharystię. W procesji przynosimy do ołtarza dary ofiarne i przystępujemy do komunii. Procesją dajemy publicznie wyraz naszej przynależności do Chrystusa. Powadzi nas krzyż z wizerunkiem Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. On jest naszym przewodnikiem. Jemu daliśmy wiarę. O Nim chcemy mówić. Za Nim idziemy. On nam wskazuje drogę. Z ziemi do nieba. Do zbawienia. Do zwycięstwa. Ten wspólny cel, śpiew i modlitwa, a czasem milczenie pokazują, że w Chrystusie tworzymy jedno.

Pasja to nie tylko wielkopostne nabożeństwo służące rozpamiętywaniu męki Jezusa czy też dzieło artystyczne o niej traktujące. To nie tylko również silne rozgniewanie się czy furia. To przede wszystkim zamiłowanie do czegoś, namiętność; także przedmiot tej namiętności. Czas Wielkanocy przypominam nam o Życiu, które jest pochodną pasji Chrystusa. Naszą rolą, naszym zadaniem jest z pasją żyć i o Życiu, które na drodze Paschy śmierć pokonało opowiadać.

tekst: ks. Michał Palowski

 

 

 

2019-03-31 – Łk 15, 1-3. 11-32– Radość pojednania

Raduj się, Jerozolimo, zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie. Cieszcie się, wy, którzy byliście smutni, weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy (Iz 66, 10-11) zachęca antyfona na wejście. Raduj się, bo nadchodzi wiosna, która przynosi życie, a wraz z nią coraz bliższe stają się święta paschalne, które życie tak mocno afirmują! Z kolei kolekta mszalna, która przed chwilą wybrzmiała – szczególnie mocno akcentuje pojednanie, którego autorem jest Bóg.

W czwartą niedzielę Wielkiego Postu w jedno schodzą się radość i pojednanie, przywodząc tym samym na myśl – zwłaszcza w świetle historii o marnotrawnym synu i miłosiernym ojcu – temat spowiedzi świętej.

Każdy, kto korzysta z tego sakramentu tworzy na własny użytek osobistą, opartą na doświadczeniu definicję. I dobrze, że tak jest, że próbujemy ubrać w słowa to, co przeżywamy. Jednocześnie, dla podkreślenia jedności, warto przypomnieć, co na ten temat ma do powiedzenia Kościół. W sakramencie pokuty, wierni wyznający uprawnionemu szafarzowi grzechy, wyrażający za nie żal i mający postanowienie poprawy, przez rozgrzeszenie udzielone przez tegoż szafarza otrzymują od Boga odpuszczenie grzechów po chrzcie popełnionych i jednocześnie dostępują pojednania z Kościołem, któremu grzesząc zadali ranę (kan. 959). Indywidualna i integralna spowiedź oraz rozgrzeszenie stanowią jedyny zwyczajny sposób, przez który wierny, świadomy grzechu ciężkiego, dostępuje pojednania z Bogiem i Kościołem. Jedynie niemożliwość fizyczna lub moralna zwalnia od takiej spowiedzi. W takim wypadku pojednanie może się dokonać również innymi sposobami (kan. 960).

Pojednanie jest owocem paschy, czyli przejścia. Z niewoli do wolności. Z grzechu do świętości. To ono czyni sakrament pokuty przestrzenią radości. Z jednej strony raduje się Bóg: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia (Łk 15,7). Z drugiej – grzesznik, który nie tylko jedna się z Bogiem, Kościołem i sobą, doświadczając przy tym nie tylko przebaczenia, lecz również pokoju, o czym przypomina nam formuła rozgrzeszenia.

Powróćmy do spowiedzi, przywróćmy temu sakramentowi miejsce, na jakie zasługuje w życiu i w duszpasterstwie! (…) Prośmy o chrześcijańskie ujęcie życia, gdzie przed grzechem widzimy z miłością grzesznika, przed błędem człowieka błądzącego, osobę przed jej historią (…) Spowiedź jest przejściem od nędzy do miłosierdzia, jest pismem Boga na sercu. Odczytujemy tam za każdym razem, że jesteśmy cenni w oczach Boga, że On jest Ojcem i kocha nas bardziej, niż my miłujemy samych siebie (…) Otrzymanie przebaczenia grzechów za pośrednictwem kapłana jest doświadczeniem nieustannie nowym, oryginalnym i niepowtarzalnym. Sprawia, że przechodzimy od bycia samotnymi z naszymi nędzami i oskarżycielami (…) do bycia pocieszonymi i wspieranymi przez Pana, który sprawia, że zaczynamy od nowa (…) To jest bowiem istotą spowiedzi: nie wyznane przez nas grzechy, ale Boża miłość, którą otrzymujemy i której zawsze potrzebujemy – powiedział Ojciec Święty podczas nabożeństwa pojednania wielu penitentów ze spowiedzią i rozgrzeszeniem indywidualnym.

O łaskę pojednania i dar radości prośmy raz jeszcze: Boże, Ty za pośrednictwem swojego Syna pojednałeś ludzkość ze sobą, spraw, aby lud chrześcijański z żywą wiarą i szczerym oddaniem spieszył ku nadchodzącym świętom wielkanocnym. Przez Chrystusa Pana naszego.

tekst: ks. Michał Palowski

zdjęcie: aleteia.org

 

2019-03-03 – Łk 6, 39-45 Krótko

Trzy wersy z Mądrości Syracha. Dwa razy więcej z Ewangelii według św. Łukasza. Dziewięć wersów traktujących o człowieku i jego kondycji. O nas.
Mądrość Syracha daje wykład zasad codziennego postępowania. Zachęca do odsiewanie odpadków od tego, co wartościowe oraz do odróżniania błędów – od tego, co właściwe. Przypomina o potrzebie weryfikowania jakości wykonanych naczyń w wysokiej temperaturze garncarskiego pieca oraz odkrywaniu klasy człowieka w oparciu o treść jego wypowiedzi. Zaprasza do oceniania jakości drzewa na podstawie owoców oraz zamysłów serca w odniesieniu do mowy. I przestrzega, by nie chwalić męża przed wypowiedzią. Prawa przyrody przez swą powtarzalność stają się przewidywalne. Człowiek tym regułom się wymyka. Zaskakuje. Pozostaje tajemnicą.
Skazani na sukces, a raczej zaprogramowani na rozwój. Tacy jesteśmy od zarania dziejów. Ów zamysł ma Boży rodowód. Jesteśmy przecież stworzeni na wzór i podobieństwo Absolutu i do doskonałości mamy dążyć. Na przestrzeni wieków koncept ten przybrał nową, adekwatną do czasu i miejsca formę. W zakładach pracy odbywa się indywidualne i grupowe doskonalenie. Eksperci reprezentujący wiele dziedzin zachęcają do samorozwoju i chętnie służą w tym pomocą. Nieustannie wspinamy się na kolejne szczyty. Codziennie pokonujemy coraz to nowe ograniczenia. I dobrze, że tak jest, że chcemy być mądrzejsi, że chcemy stawać się lepsi. Jednak nie wolno nam zapomnieć, iż pierwszym i podstawowym kierunkiem rozwoju pozostaje nawrócenie. Otwieranie oczu na towarzyszące nam znaki. Wsłuchiwanie się w Boże Słowa. Dostrzeganie i wybieranie tego, co najważniejsze. A wszystko po to, aby wydać dobre owoce.
Z obfitości serca mówią usta. A że z pustego nawet Salomon nie naleje, dobrze jest zabiegać o obfitość serca. Nieustannie napełniać się dobrem. Warto słuchać tego, co mają do powiedzenia inni. Zasłyszane treści analizować i zachowywać w pamięci. Warto być uważnym obserwatorem. Ćwiczyć się we wrażliwości na niuanse, które jakże często nadają życiu smak i walor. Warto z przeżytych doświadczeń – tak własnych, jak i cudzych – wyciągać wnioski na przyszłość. Warto!

Zamiast zakończenia. Z Wisławy Szymborskiej, Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej.
A ty dokąd,
tam już tylko dym i płomień!
– Tam jest czworo cudzych dzieci,
idę po nie!
(…)
Jestem naocznym świadkiem
lotu chmur i ptaków,
słyszę, jak trawa rośnie
i umiem ją nazwać,
odczytałam miliony
drukowanych znaków,
wodziłam teleskopem
po dziwacznych gwiazdach,

tylko nikt mnie dotychczas
nie wzywał na pomoc
i jeśli pożałuję
liścia, sukni, wiersza –

Tyle wiemy o sobie,
ile nas sprawdzono.
Mówię to wam
ze swego nieznanego serca

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

 

 

2019-02-10 – Łk 5, 1-11 Powołanie

Dzisiejsza liturgia Słowa nie pozostawia złudzeń. Czytania zapraszają nas, aby chwil kilka poświęcić sprawie, której na imię powołanie.

 

Intuicyjnie wyczuwamy, że powołanie jest stanem, który pojawia się w życiu człowieka po wołaniu, a więc w konsekwencji usłyszanego wezwania. Wezwania spersonalizowanego, w którym wzywający – czy to osoba, czy to instytucja – przedstawia wzywanemu propozycję, jaką dlań przewidział. Człowiek jako istota wolna wezwanie to może przyjąć lub odrzucić.

Mówiąc o powołaniu jako odpowiedzi na usłyszane słowo – «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!» – nie sposób pominąć także przyczyny powołania, jaką jest słowo, a właściwie jego brak. Jezus powołał pierwszych apostołów w odpowiedzi na potrzebę swoich słuchaczy. Tłum cisnął się Doń, aby słuchać słowa Bożego. Tego słowa był głodny i spragniony zarazem.

 

W naszym języku i w naszej kulturze termin powołanie zwykło się odnosić do przedstawicieli niektórych profesji czy stanów życia. Wychodząc poza ów krąg mówi się o wspólnych wszystkim ochrzczonym powołaniach, którymi są świętość, a więc praktykowanie w życiu spraw zwyczajnych w sposób nadzwyczajny oraz zbawienie, czyli ostateczne spotkanie i zjednoczenie z Bogiem.

 

Myślę, że w świetle tego, co powiedzieliśmy wcześniej zasadnym będzie rzec, że oprócz świętości i zbawienia kolejnym wspólnym powołaniem ochrzczonych powinno być powołanie do odczuwania głodu słowa. Słowa w szerokim znaczeniu rozumianego. I tego, które pochodzi z ust Bożych. Bo to ono daje życie. I tego ludzkiego, które pozwala tworzyć relacje i podtrzymywać je w istnieniu. Równie ważne jak odczuwanie głodu jest jego zaspokajanie. «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.

 

Zamiast zakończenia. Z Josepha von Eichendorffa.

 

W rzeczach wszystkich pieśń uśpiona

Śni o śpiewie w ciszy snów.

Świat czarowną pieśń wykona,

Gdy go zbudzisz magią słów

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

 

 

 

2018-12-16 – Łk 3,18-10 Gaudete

Radujcie się zawsze w Panu, raz jeszcze powiadam: radujcie się! Pan jest blisko (Flp 4,4.5) zachęcał mieszkańców Filipii święty Paweł. Radujcie się zawsze w Panu, raz jeszcze powiadam: radujcie się! Pan jest blisko wołamy i my wraz z całym Kościołem. To już trzecia niedziela Adwentu.

Radość jest doświadczeniem bardzo powszechnym i bardzo osobistym zarazem. Bo choć każdy z nas doświadcza jej, jedni częściej, inni rzadziej; jedni bardziej, inni mniej różne są jej przyczyny, różne są jej przejawy. Dlatego tak trudno ubrać ją w słowa. Jednak ów brak nie stoi na przeszkodzie, by o niej mówić. Wszak doskonale wiemy, czym jest.

Dzisiejsze czytania jako źródło radości wskazują bliskość Pana. Bliskość, której doświadczamy w Bożym Słowie i świętych sakramentach, w modlitwie i drugim człowieku. To właśnie tej ostatniej sprawie – międzyludzkim relacjom – Jan Chrzciciel poświęca szczególną uwagę. Kto ma dwie suknie, niech się podzieli z tym, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni (…) Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co wam wyznaczono (…) Na nikim pieniędzy nie wymuszajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na waszym żołdzie. Oddawanie tego, co się komuś słusznie należy, poprzestawanie na tymże to nic innego jak respektowanie w życiu rzymskiej zasady sprawiedliwości w jej społecznym wymiarze.

Jednocześnie nie można nie wspomnieć o jeszcze jednej formie troski o bliźniego, a mianowicie o napominaniu. Ten, kto napomina ma na względzie szeroko rozumiane dobro, a w szczególności zbawienie, które jest najwyższym prawem Kościoła i najważniejszym obowiązkiem wszystkich ochrzczonych.

Sprawiedliwość, czyli oddanie każdemu tego, co mu się słusznie należy wydaje się być niezbyt daleką krewną pokoju, a więc sytuacji, kiedy wszystko pozostaje na swoim miejscu w sposób niczym niezagrożony. Jednocześnie doświadczenie pokoju może być traktowane jako przyczynek do radości. Tak powstaje święta triada: sprawiedliwość, pokój i radość, czyli opisywane w Liście do Rzymian Królestwo Boże, którego przyjścia z wiarą i nadzieją oczekujemy, które nie jest sprawą tego, co się je i pije, ale sprawiedliwością, pokojem i radością w Duchu Świętym (Rz 14,17).

tekst: ks. Michał Palowski
zdjęcie: www.muzeumslaskie.pl

 

 

 

2018-07-29 – J 6, 7-15 – Świadkowie wdzięczności

Przyszliśmy na mszę świętą. Uczestniczymy w Eucharystii. Okoliczności czasu i miejsca oraz esencja biblijnych czytań zapraszając do wspólnej refleksji, jednocześnie wskazują jej temat.

Na przestrzeni wieków o eucharystii powiedziano i napisano nieskończenie wiele, a mimo to nadal pozostaje misterium. Tajemnicą, która nie przestaje fascynować.

Kościół żyje dzięki Eucharystii [Ecclesia de Eucharistia vivit]. Ta prawda wyraża nie tylko codzienne doświadczenie wiary, ale zawiera w sobie istotę tajemnicy Kościoła. Na różne sposoby Kościół doświadcza z radością, że nieustannie urzeczywistnia się obietnica: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt 28, 20). Dzięki Najświętszej Eucharystii, w której następuje przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Pana, raduje się tą obecnością w sposób szczególny. Od dnia Zesłania Ducha Świętego, w którym Kościół, Lud Nowego Przymierza, rozpoczął swoje pielgrzymowanie ku ojczyźnie niebieskiej, Najświętszy Sakrament niejako wyznacza rytm jego dni, wypełniając je ufną nadzieją pisał św. Jan Paweł II.

Sakrament miłości, Najświętsza Eucharystia jest darem, jaki Jezus Chrystus czyni z samego siebie, objawiając nam nieskończoną miłość Boga wobec każdego człowieka. W tym przedziwnym sakramencie objawia się miłość największa, ta, która przynagla, by „życie swoje oddać za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Istotnie, Jezus „do końca ich umiłował” (J 13, 1). Tymi słowami zapowiada Ewangelista Jego gest nieskończonej pokory: zanim umarł na krzyżu za nas, przepasawszy się ręcznikiem, umył uczniom nogi. Tak też, w sakramencie Eucharystii Jezus nadal miłuje nas „aż do końca”, aż po dar ze swego ciała i swojej krwi. Jakież zdziwienie musiało napełnić serca Apostołów wobec czynów i słów Pana podczas tej Wieczerzy! Jakiż zachwyt winna wzbudzić w naszym sercu tajemnica Eucharystii! dopowiadał Benedykt XVI.

Wśród wielu terminów używanych dla określenia rzeczywistości, w której uczestniczymy – jak Łamanie chleba, Wieczerza Pańska, Zgromadzenie, Pamiątka Męki i Zmartwychwstania Pana, Najświętsza Ofiara – najczęściej spotykane, a przez to najbliższe stają się dwa: eucharystia i msza święta.

Eucharystia to dziękczynienie, jakie człowiek składa Bogu. A mamy za co dziękować. Za życie. Za zbawienie. Za wszelkie dobro, które z Bożej łaski staje się naszym udziałem lub które przez nasze ręce trafia do innych. Swoistą pomocą w jego odkrywaniu jest prefacja, którą kapłan odmawia przed modlitwą eucharystyczną wskazując motywy wdzięczności. W generalnym rozrachunku chodzi o codzienną wrażliwość na Boga i Boże sprawy oraz na wszelkie okruchy dobra, których tak wiele w otaczającej nas rzeczywistości. Z kolei msza to spolszczenie łacińskiego ite missa est – idźcie, jesteście posłani. Posłani, by słowem i życiem mówić światu o Bogu, który jest dobry oraz o dobru, które odkrywamy i którego doświadczamy nie tylko tu i teraz.

Idźmy! Jesteśmy posłani! Amen.

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

 

 

 

2018-07-15 – Mk 6, 7-13 – Nie potrzebują lekarza zdrowi

Polszczyzna zastąpiła łacinę. Pokój Chrystusa – ofiarę spełnioną. Zmieniły się języki. Zmieniła się forma. Nie zmieniła się prawda. Jesteśmy posłani. Tak jak prorocy. Tak jak apostołowie. Źródłem, z którego mamy czerpać i z którego obfitości mamy nasycać innych są Słowo i sakramenty.

Wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali (Mk 6,12-13). Ostatnie zdania czytanej dziś markowej ewangelii przywodzą na myśl dwa sakramenty ze sobą splecione – pokutę, którą jest efektem nawrócenia oraz namaszczenie chorych. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że nasz Pan Jezus Chrystus, lekarz naszych dusz i ciał (…) chciał, by Kościół mocą Ducha Świętego kontynuował Jego dzieło uzdrawiania i zbawiania, które obejmuje także jego członki. Jest to celem dwóch sakramentów uzdrowienia: sakramentu pokuty i namaszczenia chorych (KKK 1421).

Mam świadomość, że o każdym z nich można powiedzieć wiele. Odwołując się i do nauczania Kościoła, i do własnego doświadczenia. Gwoli przypomnienia przytoczmy w tym miejscu jedynie dwie kodeksowe definicje. W sakramencie pokuty, wierni wyznający uprawnionemu szafarzowi grzechy, wyrażający za nie żal i mający postanowienie poprawy, przez rozgrzeszenie udzielone przez tegoż szafarza otrzymują od Boga odpuszczenie grzechów po chrzcie popełnionych i jednocześnie dostępują pojednania z Kościołem, któremu grzesząc zadali ranę (kan. 959). Namaszczenia chorych, poprzez które Kościół wiernych niebezpiecznie chorych powierza Chrystusowi cierpiącemu i uwielbionemu, ażeby ich podtrzymał i zbawił, udziela się przez namaszczanie ich olejem i wypowiedzenie słów przepisanych w księgach liturgicznych (kan. 998)

Jezu otoczony rzeszą kalek, ślepców, trędowatych, ciał niemocą naznaczonych, dusz błądzących po bezdrożach; Jezu, któryś miał przyjaciół wśród celników, jawnogrzesznic, któryś szukał pogardzonych, zeszpeconych plamą winy. Hymn odmawiany w nieszporach (wtorek, III tygodnia) przypomina, iż oba te sakramenty mają stricte Jezusowy, stricte biblijny rodowód. Zbawiciel wielokrotnie uzdrawiał chorych: córkę Jaira, sługę setnika, kobietę cierpiąca na krwotok, teściową Piotra, głuchych, niemych, sparaliżowanych, trędowatych. Często uzdrowienie fizyczne poprzedzał uzdrowieniem duchowym przez odpuszczenie grzechów prowadząc przez to do wyznania wiary lub na nie odpowiadając.

Grzech też jest chorobą. Chorobą, która choć dotyka duszy również prowadzi do śmierci. Do życia oderwaniu od Boga, który jest źródłem życia i który podtrzymuje je w istnieniu. Ale Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył (Ez 33,11). Dał nam Kościół, a w nim sakramenty, które przynoszą pociechę i uzdrowienie. Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (Mt 9,12). Pierwszym krokiem wiodącym do uzdrowienia jest uznanie własnej choroby, przyznanie się do własnej grzeszności. To z niego rodzi się pełne nadziei wołanie: Jezu z sercem gorejącym i otwartym dla każdego, kto chce dźwigać krzyż codzienny swej słabości i cierpienia; Jezu okaż miłosierdzie nam, potomkom tamtych ludzi i podobnym do nich w nędzy, co przyzywa Twej litości. Amen.

tekst: ks. Michał Palowski

foto: archiwum Pomocy Maltańskiej w Katowicach

2018-07-01 – Mk 5, 21-43 – De arte bene moriendi

Szczeklik. Medykom tłumaczyć nie trzeba. Nazwisko, które przywodzi na myśl kultowy – o ile to właściwy przymiotnik – podręcznik interny, w małym i dużym wydaniu. Pozostałym czytelnikom z kolei – książki, w których profesor łączył medycynę z literaturą, sztuką, muzyką. Kore, Katharsis, Nieśmiertelność i wreszcie Słuch absolutny, wywiad rzeka, w którym zapowiadał powstanie książki, którą sam uważał za najważniejszą De arte bene moriedni – O sztuce dobrego umierania. Niestety nie zdążył jej napisać.

Według tzw. tradycyjnej definicji śmierć człowieka następowała w momencie ustania wszelkiej czynności oddechowej oraz krążenia, przy czym za dokładny moment śmierci zazwyczaj uznawano ostatni oddech lub częściej ostatnie wysłuchane uderzenie serca (łac. cor ultimum moriens). Rozwój medycyny doprowadził do wypracowania tzw. nowej definicji śmierci, gdzie za podstawę do uznania człowieka za zmarłego stanowi śmierć całego mózgu (łac. mors biologica cerebri). Obecnie uważa się, że śmierć pnia mózgu implikuje śmierć mózgu jako całości, choć nie oznacza, że w momencie stwierdzenia śmierci pnia martwe są również wszystkie komórki mózgu. Według tej tzw. nowej zmodyfikowanej definicji śmierci, śmierć pnia mózgu jest niezbędnym i wystarczającym warunkiem do uznania osoby za zmarłą (powyższe za Wikipedią).

Mówiąc zaś o śmierci językiem Biblii powtórzmy raz jeszcze za autorem Księgi Mądrości, iż śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się z zagłady żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie (Mdr 1,13-14a). Bóg stworzył człowieka dla nieśmiertelności. Uczynił go obrazem swej własnej wieczności (Mdr 2,23). Jest przecież Życiem i Miłością. Śmierć, która weszła na świat przez zawiść diabła (Mdr 2,24a) jest przykrą i nieuniknioną konsekwencją grzechu pierwszych rodziców, a co za tym idzie i grzechu pierworodnego, z którym przychodzimy na świat. Jest przejściem. Z tego świata na tamten. Z doczesności do wieczności. Z życia do… życia.

Śmierć dla ludzi wierzących jest jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym momentem życia. Jest długo wyczekiwanym spotkaniem z Bogiem. Spotkaniem twarzą w twarz. Spotkaniem, od którego wszystko zależy. Warto więc dobrze się nań przygotować przez sakramenty pokuty i eucharystii. W swojej mądrości Kościół wypracował wiatyk, czyli komunię dla umierających, jednak nie warto odkładać jej na ostatni moment, lecz przyjąć ją zawczasu, świadomie. Ponadto dobrze jest, kiedy odchodzeniu towarzyszą bliscy. Ci, których kochamy i którzy nas kochają. Ci, którzy do końca trzymają za rękę.

Zawsze przychodzi za wcześnie. Zawsze powoduje ból i łzy. Nie można jej pokochać. Nie sposób z nią się zaprzyjaźnić.  Ale warto pamiętać o jednym. Śmierci Bóg nie uczynił. Śmierć Bóg pokonał. Byśmy żyli. Z Nim i dla Niego. Już na zawsze. Amen.

tekst: ks. Michał Palowski

zdjęcie: www. znak.com.pl

2018-06-24 – Łk 1, 57-66. 80 – Jan będzie mu na imię

Jan będzie mu na imię. Jan to znaczy Bóg jest łaskawy. Bóg okazał swoją łaskę. Bóg czyli Ten, który jest jednocześnie tak bardzo bliski, a jakże daleki, Ten, który jest radykalnie od nas odmienny, Ten, który jest podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu. Łaska zaś (gr. charis, łac. gratia) to Boże zmiłowanie nad człowiekiem. Boże oddziaływanie na człowieka. Stan przyjaźni z Bogiem i dziecięctwa Bożego, do którego Bóg człowieka podnosi.

Pismo święte mówi o łasce przede wszystkim jako o łaskawości Boga w stosunku do człowieka. Człowiek stworzony przez Boga wszystko Mu zawdzięcza, szczególnie jednak zawdzięcza mu zbawienie. Bóg w swej miłości powołał człowieka, by stał się Jego dzieckiem. Objawił mu siebie, by człowiek, wierząc w Niego, ufając Mu i kochając Go, znajdował w nim jako dziecko swego Ojca. Człowiek jednak zerwał przez grzech owe synowskie więzy łączące go z Bogiem, co było równoznaczne z wiecznym potępieniem. Bóg dokonał wówczas zbawienia przez swego Syna, Jezusa Chrystusa (…) Sytuację człowieka, który przez wiarę w Słowo Boże zyskuje usprawiedliwienie i staje się dzieckiem Bożym nazywa się w teologii stanem łaski uświęcającej. Jedynym u, umiłowanym Synem Bożym, którym ma On upodobanie jest Jezus Chrystus. Tylko dzięki Niemu i w Nim wszyscy ludzie mogą stać się przybranymi dziećmi Bożymi. Wnikać zatem w tajemnicę usynowienia człowieka przez Boga, czyli w tajemnicę łaski uświęcającej można jedynie idąc za wymaganiami stawianymi przez Jezusa (…) Wspólnota z Jezusem polega na podobnym do Jezusowego spojrzeniu na własne życie, na innych ludzi, na świat i na Boga (…) Wpływ Boga, dzięki któremu człowiek postępuje w sposób prowadzący do zbawienia to znaczy spełnia akty wiary, nadziei i miłości, dochodzi do usprawiedliwienia i trwa w stanie synostwa Bożego nazywa się łaską uczynkową. Pismo Święte posługuje się przede wszystkim dwoma rodzajami przenośni wyrażającymi Boże oddziaływanie na człowieka: jedne mówią o świetle, drugie o mocy. Występują w księgach Pisma Świętego tak często, jak często wyrażają one zależność człowieka od Boga we wszystkim, co dobre (…) Teologia zwykła wiązać te dwa sposoby Bożego oddziaływania na człowieka z jego możnością poznania (intelektem) i chcenia (wolą). Bóg zatem daje człowiekowi poznać to, co dobre i dobrze postępować. Boże oddziaływanie na człowieka obejmuje całą drogę zbawienia, od aktu wiary, a nawet jej najbardziej początkowego pragnienia, aż do wytrwania w dobrym aż do końca

Patron dnia dzisiejszego zapisał się na kartach Biblii, a co za tym idzie i w ludzkiej pamięci jako chrzciciel, jako ten, który udzielał łaski, bo chrzest również jest łaską. Chrzest to brama sakramentów. Konieczny jest do zbawienia przez rzeczywiste lub zamierzone przyjęcie. Uwalnia ludzi od grzechów. Odradza ich jako dzieci Boże i przez upodobnienie do Chrystusa niezniszczalnym charakterem włącza ich do Kościoła. Ważnie udzielany jedynie przez obmycie w prawdziwej wodzie z zastosowaniem koniecznej formy słownej (kan. 849).

Jan Chrzciciel to jeden z nielicznych – a może nawet jedyny – święty, którego w kalendarzu liturgicznym wspominamy dwukrotnie. W czerwcu z radością świętujemy jego narodzenie. Końcem sierpnia z zadumą patrzymy na jego męczeńską śmierć. Na naszych oczach Jan rodzi się dwukrotnie. Do życia na ziemi i do życia w wieczności. Podobnie rzecz ma się z chrztem, który przyjmowany zazwyczaj na początku życia programuje nas na wieczność. Na bycie łaskawymi na wzór Chrzciciela. Na obsequium pauperum, który wypływa przecież z tuitio fidei.

  1. Michał Palowski

zdjęcie: www.krakow.gosc.pl

 

 

2018-05-27 – Mt 28,16-20 – Tres faciunt collegium

Tres faciunt collegium. Trzech (trzy osoby) tworzą związek/ stowarzyszenie. Tak stanowi sformułowana przez rzymskiego jurystę Neratiusa Priscusa paremia. Bowiem do powołania stowarzyszenia jako osoby prawnej konieczny był udział co najmniej trzech osób.

Jest jeden Bóg. Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Osoba Trójcy to określenie tego, co różni Ojca od Syna i Ducha w jedności Boskiej natury. Trzy Osoby to trzy suwerenne podmioty, gdzie każdy z nich a więc i Ojciec, i Syn, i Duch jest Osobą Boską – jest Bogiem. Ów jeden w trzech Osobach Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze. Sprawiedliwość zaś jest według Ulpiana niezmienną i trwałą wolą zagwarantowania każdemu jego prawa. Definicja ta zakorzeniona jest w filozofii stoickiej. Nie była też obca prawodawstwu faraonów i Kodeksowi Hammurabiego. Nie jest ona jedynie pustym retorycznym hasłem ani zapożyczeniem, lecz stanowi pewną mądrość, której każde pokolenie nadaje własny sens.

Próbę zdefiniowania, czym jest sprawiedliwość, w oparciu o kryterium materialne, w odróżnieniu od charakterystycznego dla kryterium formalnego podjął Arystoteles. Centralnym punktem pojęcia sprawiedliwości u Arystotelesa jest równość, rozumiana jednak nie w sposób numeryczny, lecz proporcjonalny, geometryczny. Równy oznacza środek między za dużo, a za mało. Prawo jest więc czymś proporcjonalnym, ponieważ proporcja jest środkiem, a więc i słuszne jest proporcją.

Suum cuique tribuere. Oddać każdemu, co mu się należy. Bóg jest Miłością przez wielkie „M” pisaną. Ona jest Jego istotą. Z niej jest „zrobiony”. Z tej miłości Ojciec „rodzi” Syna. Od Ojca i Syna – z Miłości również – pochodzi Duch Święty. Nadmiar Bożej miłości jest przyczyną sprawczą istnienia świata i człowieka. Z miłości nas stworzył. Do miłości nas powołał. Z miłości sądzić nas będzie. Dlatego pomni na to, że sprawiedliwy Sędzia odda każdemu według tego, co mu się słusznie należy powtórzmy za św. Pawłem: Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne – streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego! Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa (Rz 13,8-10). Prawa, którego zasadami są przecież: żyć uczciwie (honestum vivere) i drugiemu nie szkodzić (alterum non laedere).

 Syn Boży stał się człowiekiem. Przeszedł dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła (Dz 10.38). Objawił tym samym Ojca. Umarł na krzyżu dla naszego zbawienia. Zmartwychwstał. Nim wstąpił do nieba, obiecał Ducha Świętego. I słowa dotrzymał. A my w imię Trójcy ochrzczeni jesteśmy świadkami tego. Amen.

ks. Michał Palowski

zdjęcie: www.gosc.pl

2018-04-08 – J 20,19-31 – O mydle i miłosierdziu

Dzisiaj w śląskich kościołach powinno pachnieć wonnymi olejkami. Niedziela ta jest bowiem dedykowana dzieciom Aleppo, to zaś szacowne syryjskie miasto przez wieki słynęło z wyrobu najlepszego na świecie mydła. Ten dzień przypomina również o tym szczególnym przejawie miłosierdzia, jakim jest liturgia. W niej pod osłoną znaków, gestów, zapachów niepojęty Bóg pozwala doświadczyć się ludzkim zmysłom. A skoro o gestach mowa, aż prosi się, aby słów kilka rzec dziś o dłoniach i wieńczących je palcach, wszak postać Tomasza i mydło zobowiązują.

Ręka jest najdoskonalszym organem człowieka przy wykonywaniu prac zewnętrznych, stąd w potocznej mowie wyraża „działanie” w jego rozmaitej formie. Ręce odznaczają się szczególną zdolnością wyrazu, służącą nawiązywaniu duchowego kontaktu z bliźnimi.

Wówczas, gdy człowiek podaje rękę drugiemu, dotyka nie tylko fizycznej części jego ciała, ale poprzez nią także „całej duchowej osoby drugiego, jego miłości wierności, gotowości do poświęcenia siebie czy do przebaczania”. Ręka jest więc prawdziwym symbolem w pełnym sensie tego słowa.

Podanie prawicy od najdawniejszych czasów jest zewnętrznym znakiem zgody. Takie znaczenie miało także wytłaczanie na monetach dwóch złączonych ze sobą rąk. Połączenie prawic nowożeńców jest od dawna, a nie dopiero od czasów chrześcijańskich, istotnym znakiem węzła małżeńskiego i często pojawia się w przedstawieniach zmarłych małżonków w antycznej płaskorzeźbie sarkofagowej alb na złotych kielichach, których prawdopodobnie używano w czasie uczty weselnej.

Ludy w prastarych czasach widziały w ręce symbol tworzącej i kształtującej wszystko siły natury, mianowicie subtelnego, pełnego artyzmu formowania, które podziwiamy we wszystkich jej dziełach. Interpretacja ta odnosi się także do symboliki palców, które przede wszystkim cechuje niezwykła zręczność.

Pismo święte posługuje się obrazem rąk w wielorakim znaczeniu, celem określenia działania w ogólności, prawa rozporządzania czymś lub kimś, potęgi nieprzyjacielskiej, kierowania, nadzorowania, energii, zapału do czynu. Często gest rąk ma w Biblii znaczenie symboliczne. Wielkie cuda i sprowadzenie plag egipskich poprzedziło wyciągnięcie ręki przez Mojżesza i Aarona. Do modlitwy wyciągano obie ręce. Do przysięgi – jedną. Namaszczenie rąk należało do obrzędu święceń kapłańskich. Błogosławieństwa, przekazania Bogu własności do składanego daru ofiarnego, przeniesienia winy i przekazania urzędu dokonywało się przez gest nałożenia rąk.

Na niezliczonych miejscach świętych ksiąg, ręka, ramię, czy prawica Boża są jednak przede wszystkim antropomorfizmami oznaczającymi moc, która tworzy, pomaga, prowadzi, ochrania, ocala, zwycięża albo też karze. Niekiedy też wyobrażają one hojność Bożą, Jego miłość albo otrzymanie przez proroków objawienia, które ogarniało ich z przemożną siłą.

W przypadku Syna Bożego, który stał się człowiekiem, „ręka Boga” nie jest już antropomorfizmem, lecz rzeczywistością. Chrystus, od wieków „ręka Pańska”, którą wszystko zostało stworzone, ma teraz ręce człowieka z naszego ciała i naszej krwi, które napełnia najbardziej wzniosła rzeczywistość i moc Boża. W Nim ręka osiągnęła najwyższy stopień realnej symboliki. Ewangelia poświęca szczególną uwagę rękom Chrystusa, które kładzie na chorych i ich uzdrawia, którymi udziela błogosławieństwa, którymi ratuje tonącego Piotra, rozmnaża chleb, łamie go i rozdaje jako swoje Najświętsze Ciało wydane ze wielu; ręce, które dla zbawienia ludzkości rozciągnął na krzyżu i pozwolił sobie przebić, które ukazuje po swym zmartwychwstaniu uczniom i które po raz ostatni wznosi geście błogosławieństwa przy swoim wniebowstąpieniu.

Obecna nadal w Kościele moc Boga-Człowieka znajduje szczególny wyraz w symbolu ręki i przez ten symbol się udziela. Co więcej, ręka Kościoła jest rzeczywiście ręką Chrystusa, nie tylko w sensie przenośnym, lecz w rzeczywistym i realny, ponieważ zarówno jedność Ciała Mistycznego ze Zbawicielem, jak i jedność człowieczeństwa Pana z osobą boską jest jednością realną.

Tradycyjne gesty otrzymują w liturgii nowotestamentowej nową treść symboliczną, która nieskończenie przewyższa dotychczasową: położenie albo wyciągnięcie rąk, równające się intencjonalnemu dotknięciu z oddali, sprawia sakramentalne działanie Ducha Świętego. Te obydwa gesty należą do istoty sakramentu bierzmowania, przede wszystkim zaś do obrzędów sakramentu święceń. Przemożne wrażenie wywiera chwila, gdy konsekrator udzielający święceń kapłańskich, a po nim wszyscy obecni kapłani w milczeniu kładą obie ręce na głowie kandydatowi, który na mocy święceń ma moc otrzymać udział we władzy kapłańskiej, a potem podczas krótkiej modlitwy, trzymają nad nim wyciągniętą prawicę.

Również w obrzędach konsekracji biskupa, któremu wraz z urzędem pasterskim przypada w udziale najwyższy stopień władzy i godności kapłańskiej, a także w obrzędach ustanowienia opata i ksieni jest przewidziany ryt nałożenia rąk. Udzielanie sakramentu chrztu oraz namaszczenia chorych poprzedza ryt wyciągnięcia ręki kapłańskiej.

Gest błogosławieństwa w kształcie krzyża, który towarzyszy wszystkim liturgicznym poświęceniom, egzorcyzmom i absolucjom, zwłaszcza zaś niektórym słowom mszy świętej przedstawia w znaku to, co ręka kapłańska sprawia w mocy ofiary Chrystusa; wszystko dokonuje się „przez Niego, z Nim i w Nim” (Forstner D. Świat symboliki chrześcijańskiej).

Czy jedna z najpiękniejszych kobiet w historii świata, Audrey Hepburn używała mydła z Aleppo, pojęcia nie mam. Wiem natomiast, że wśród wielu trafnych spostrzeżeń, jakie po sobie pozostawiła jest i to dedykowane dłoniom: Pamiętaj, że kiedy potrzebujesz pomocnej dłoni – jest ona na końcu twojego ramienia. Gdy jesteś starszy, pamiętaj, że masz drugą dłoń: pierwsza jest po to, aby pomagać sobie, druga, żeby pomagać innym. Czy to nie miłosierdzie?

Tekst: ks. Michał Palowski

Zdjęcie: The Telegraph

Popiół czy diament?

Decyzję o podróży na Maltę podjąłem spontanicznie. Chwilę zajęło znalezienie połączenia i hotelu. Zwiedzając, starałem się skupić na miejscach związanych z historią Zakonu. Przekonany, że zobaczyłem już całkiem sporo, szykowałem sie do wylotu. Nader niespodziewanie odezwał się do mnie Michael, który zaproponował ostatni spacer po uliczkach Valetty. Wystarczył jeden telefon, by otwarły się przed nami podwoje klasztoru św. Urszuli, w którym przechowywana jest relikwia czaszki bł. Gerarda.

Sam klasztor został ufundowany przez Wielkiego Mistrza de Loubenx Verdalle w roku 1595. Kiedy Zakon został zmuszony do opuszczenia Malty w 1978 roku, klauzurowa wspólnota sióstr pozostała na wyspie, przechodząc wkrótce pod jurysdykcję diecezji (obecnie archidiecezji) maltańskiej. Chociaż nie przynależy już formalnie do Zakonu zachowuje nadal silny, oparty na historycznych fundamentach związek z Wielkim Mistrzem oraz Kawalerami i Damami Zakonu. Po dziś dzień siostry noszą na habitach biały, emaliowany krzyż maltański, zaś podczas składania ślubów wieczystych, noszą haftowaną stułę profesyjną właściwą kawalerom sprawiedliwości. Od 1830 roku przechowują relikwię czaszki bł. Gerarda[1].

Tak szczególna dla zakonu relikwia czaszki Założyciela, pierwotnie była przechowywana w kaplicy Pałacu Magistralnego. Następnie przeniesiono ją do kościoła konwentualnego św. Jana, skąd trafiła w ręce sióstr, które ulokowały ją w bocznym ołtarzu swojego chóru.

Dokumenty przechowywane w małym, cynkowym pudełku złożonym na poduszce, na której spoczywa relikwia czaszki stwierdzają, iż trafiła ona na Maltę z Manosque we Francji na polecenie Wielkiego Mistrza Emmanuela Pinto w 1749 roku.  Kiedy Zakon opuścił Maltę, przechowywana była w skarbcu relikwii konkatedry św. Jana. Siostry poprosiły wikariusza kapitulnego Mons. Francesco Saverio Caruana, późniejszego biskupa, by powierzoną ją ich pieczy. Ich prośba została przyjęta. Kapituła udzieliła Mons. Salvatore Susano i Mons. Salvatore Lanzon’owi prerogatyw do przeniesienia relikwii do klasztoru św. Urszuli. Mons. Lanzon wykonał zadanie o godz. 9.00 19 czerwca 1830 roku. Czaszka została przebadana. Kiedy stwierdzono zgodność jej stanu faktycznego z załączonym rękopisem, relikwiarz zamknięto i opieczętowano.

Spisane w języku francuskim dokumenty odnoszą się do każdorazowego otwarcia relikwiarza, którego dokonywano celem pobrania kolejnych relikwii w latach, kiedy czaszka znajdowała się we Francji. Miało to miejsce w latach 1656, 1669, 1681 i 1782. Na Maltę relikwia dotarła w roku 1749. Z kolei dokumenty datowane na roku 1830 wskazują, kiedy trafiła do klasztoru. 21 grudnia 2001 roku po uzyskaniu zgody arcybiskupa Josepha Mercieca’i dokonano otwarcia relikwiarza, aby relikwię umieścić w srebrnej czaszce, którą ufundował prof. dr Guglielmo de’ Giovanni Centelles, książę Precacore wraz z małżonką księżną Carlą.  Relikwiarz ten został wykonany w Rzymie przez jubilera Gerardo Sacco z Crotone. Przy okazji pobrano również fragmenty czaszki. Przekazano je do Domu Generalnego franciszkanów w Rzymie celem złożenia ich w teche (włos. szkatułka). 13 lipca 2002 roku działając w imieniu arcybiskupa kanclerz Kurii Mons. Carmelo Zammit zapieczętował relikwię w nowym, srebrnym relikwiarzu. Obecnie relikwia czaszki bł. Gerarda spoczywa na prawo od głównego ołtarza[2].

Mam nadzieję, że Czcigodny nasz Założyciel, jak i P.T. Czytelnicy nie będą mi mieli za złe, że wspomnienie Patrona czczę tekstem, który nadaje się do bardziej do bedekera niż do modlitewnika. Mam jednak świadomość, że gdyby nie światła myśl, która zakiełkowała przed wiekami w tej czaszce, nie byłoby dziś Zakonu, nie byłoby nas. Warto również wpatrując się w nią pomyśleć, co (jaka „relikwia”) tak materialnie, jak i w pamięci potomnych zostanie po nas, spadkobiercach i – daj Boże – naśladowcach bł. Gerarda.

ks. Michał Palowski

zdjęcie: www.orderofmalta-malta.org.mt/stursula/stursula_menu2vrtfrms.htm


 

[1] https://www.orderofmalta.int/2002/10/11/monastery-st-ursula-malta tłum. MP

[2] http://www.orderofmalta-malta.org.mt/stursula/stursula_menu2vrtfrms.htm tłum. MP

 

2017-10-08 – Mt 21,33-43 – O winnicy w dzierżawę oddanej

Słowo ciałem się stało. Bóg stał się człowiekiem. Przyszedł na świat w konkretnych okolicznościach miejsca i czasu. Był tych okoliczności bacznym i wnikliwym obserwatorem jak i komentatorem. Niejednokrotnie w swoim nauczaniu odwoływał się do zdarzeń, których był świadkiem. Kreślił obrazy zaczerpnięte z codzienności rybaków, pasterzy, rolników.

Właściciele galilejskich winnic często pochodzili spoza Palestyny, dlatego zostawiali winnice pod opieką dzierżawców, spodziewając się należnych sobie plonów. Przypowieść Jezusa ma bardzo czytelne przesłanie jeśli uwzględnimy znane ze Starego Testamentu analogie: właściciel winnicy – Bóg oraz winnica – naród wybrany. Bóg decyduje się poświęcić nawet życie swojego Syna, aby uratować winnicę – swój lud. Nie zrażał się oporem Izraela, lecz cierpliwie wysyłał do niego proroków. W końcu posłał także swojego syna, który jednak nie został przyjęty. Bóg odda więc swoje królestwo nowemu ludowi Bożemu, który będzie się wywiązywał z obowiązku przynoszenia duchowego plonu. Chrześcijanie odkrywając w przypowieści podstawy swojej wiary w Jezusa oraz odpowiedzialności za Kościół. Istotnym zadaniem, wszystkich chrześcijan jest nieustanne wydawanie duchowych owoców w postaci dobrych czynów, umacnianie sprawiedliwości opartej na Bożych przykazaniach, kształtowanie rzeczywistości według zasady miłości Boga i bliźniego.

Tyle biblijna klasyka, która pozwoliłem sobie zaczerpnąć z Pisma świętego przetłumaczonego i wydanego przez paulistów. Przypowieść o winnicy aż prosi się, żeby spojrzeć na nią jeszcze pod nieco innym kątem. Kluczowymi – moim zdaniem postaciami – są dziś dzierżawcy.

Kodeks Cywilny stanowi, że dzierżycielem jest ten, kto rzeczą faktycznie włada za kogo innego (art. 338). Nic bowiem nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy [z niego] wynieść (1 Tm 6,7). Nadzy wyszliśmy z łona matki i nadzy tam wrócimy (Hi 1,20). Wszystko, co posiadamy, a raczej wydaje się nam, że posiadane jest dane nam przez Boga w dzierżawę. Naszą zaś rolą jest obracać tym zgodnie z zamysłem Posiadacza. Po pierwsze dane jest nam życie. Mamy je dobrze – nie marnując czasu i talentów – przeżyć. Po wtóre dane są nam dzieci. Rolą naszą jest dobrze je wychować, aby osiągnąwszy dorosłość swoją osobowością zasiliły nowe rodziny, które same założą lub wspólnoty, do których wstąpią. Po trzecie powierzono nam dobra materialne, których trzeba nam kierując się roztropnością używać dla zaspokojenia własnych potrzeb nie zapominając przy tym o potrzebach bliźnich. Posłanym zaś do nadzorowania, czy aby na pewno realizujemy wolę posiadacza kontrolerem jest właściwie ukształtowane sumienie.

Była klasyka. Była dygresja. Czas na pointę. Nie odkryję Ameryki stwierdzając, że działalność gospodarcza –wiążę się z ryzykiem. W przypadku dzierżawienia ponoszą je obie strony, szczególnie zaś obciążony jest ten, który swoje dobra oddaje w dzierżawę, o czym dobitnie przypomina dziś ewangelia. W przypadku niepowodzenia może ratować się w przewidziany przez prawo sposób. W biznesie, któremu na imię życie oraz w jego pochodnych miejsca na plan B nie ma. Warto o tym pamiętać.

tekst: ks. Michał Palowski

zdjęcie: www.eurasia.net

2017-09-10 – Mt 18,15-20 – O dowodzie

Powiadają, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. I sporo w tym racji. Raz po raz łapię się na tym, że na wiele spraw patrzę przez pryzmat doświadczenia zdobytego podczas pracy w Sądzie. Odnosi się to również do ewangelii.

Kodeks Prawa Kanonicznego stanowi, że obowiązek dowodzenia spoczywa na tym, który coś twierdzi (kan. 1526). W potocznym rozumieniu dowód oznacza okoliczność lub rzecz, która przemawia za czymś lub coś uzasadnia.

Wydaje mi się, iż upomnienie braterskie, o którym słyszymy dziś w liturgii Słowa również może być rozumiane jako dowód. Po pierwsze jako dowód tego, że poważnie traktujemy Boże przesłanie, że uznajemy je za prawdę, że dajmy mu wiarę. Dając zaś wiarę słowu, dajemy również wiarę temu, od kogo ono pochodzi. Po wtóre upomnienie jest dowodem na to, że potrafimy odróżnić dobro od zła i gdy zajdzie konieczność, nazwać jedno i drugie po imieniu, pamiętając przy tym, iż zło należy potępić, zaś jego sprawcę napomnieć i sprowadzić na właściwą drogę. Po trzecie postępując wedle ewangelicznego wskazania – upominając z zachowaniem stopniowania, a więc w cztery oczy, wobec świadków, na forum Kościoła dowodzi, iż przestrzegamy prawa i wynikającego zeń porządku. Po czwarte wreszcie upomnienie braterskie jest dowodem miłości bliźniego. Czytelnym sygnałem, że zależny nam na jego dobru. Nie tylko tym doczesnym, ale i wiecznym, czyli na zbawieniu.

Przyjęte upomnienie prowadzi do nawrócenia to zaś do przywrócenie porządku. Odbudowuje zaburzoną przez zło międzyludzką wspólnotę dwóch lub trzech zgromadzonych w imię Jezusa. Warto również pamiętać, iż nikt nie może być sędzią w swojej własnej sprawie. Naszą postawę wobec upomnienia braterskiego i tego udzielonego, i tego przyjętego oceni kiedyś Pan Bóg.

tekst i zdjęcie:

ks. Michał Palowski

2017-07-16 – Mt 13,1-23 – O zupie mlecznej

Skąd się bierze mleko? Ze sklepu z owadem lub płazem w logo. Brzmi absurdalnie, ale niestety prawdziwie. Najmłodsi coraz częściej podstawowe prawa rządzące światem znają z kart podręczników (wariant optymistyczny) lub z ekranów multimediów (wariant pesymistyczny, a może po prostu prawdziwy). Aż chciałoby się zawołać, parafrazując ewangelistę: »Szczęśliwi ci, którym dane jest obcować z przyrodą, którzy wiedzą, iż mleko pochodzi od krowy«.

Jezus w swoim nauczaniu wielokrotnie odwoływał się do codzienności swoich słuchaczy – rolników, pasterzy, rybaków. Posiłkując się obrazami z dobrze znanej im rzeczywistości chciał jak najlepiej przedstawić prawdę o Królestwie. Jeśli obraz nie wystarczał, tłumaczył i wyjaśniał. Dla nas głoszących Słowo to wskazówka, aby o Bogu mówić ludzkim, zrozumiałym językiem. Dla słuchaczy zaś (a więc i dla głoszących, którzy winni być pierwszymi słuchaczami) to przypomnienie, że Boga pojmujemy przez pryzmat bardzo osobistych doświadczeń. Owa różnorodność w konsekwencji czyni Kościół pięknym i bogatym.

Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca przypomina autor Listu do Hebrajczyków (Hbr 4,12). Choć uszy nasze słyszą dziś szumiące na kartach lekcjonarza łany, a oczy wyobraźni widzą zboże w różnych fazach rozwoju serce i rozum posłuszne wskazaniom Jezusa podpowiadają, że nie o uprawę zbóż tu chodzi. Przesłaniem płynącym dziś z biblijnych czytań jest szczególna relacja między Bogiem i Jego Słowem a człowiekiem, do którego jest ono kierowane.

Wspomnieliśmy już, że Boże Słowo odbieramy przez pryzmat bardzo osobistych doświadczeń. Warto dodać, iż równie ważne dla skuteczności Jego działania w naszym życiu są okoliczności czasu i miejsca, w których Ono do nas trafia – droga, na której żeruje ptactwo; grunt skalisty, gdzie mocno operuje słońce; ciernie, które zagłuszają; ziemia żyzna, gdzie plon jest obfity. Dlatego nie można się obrażać na Pana Boga, że Jego Słowo jest pozbawione mocy. Obrazić – i tu duży cudzysłów – można się na siebie, iż nie dopełniliśmy swoich powinności, że pozwoliliśmy Złemu porwać to, co zostało zasiane w sercu; że załamaliśmy się, gdy przyszły ucisk czy prześladowanie; że troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszyły słowo, tak że stało się bezowocne. Ale to nie wszystko. Warto mieć świadomość płynącej z bycia człowiekiem przyziemności. Na naszą percepcję Bożego Słowa rzutują także pogoda (niż/wyż), stan zdrowia, zmęczenie, pora dnia. Niby nic, a jednak warto o tym pamiętać, by oszczędzić sobie niepotrzebnych nerwów.

Nasze dzisiejsze rozważanie zaczęliśmy od pytania, skąd się bierze mleko. Skończyliśmy na dywagacjach o zbożu, z którego powstają płatki. Płatki połączone (z) mlekiem stają się zdrowym śniadaniem. Wniosek wydaje się być oczywisty. Odpowiedzi na najważniejsze życiowe pytania należy szukać w Słowie. Smacznego!

tekst: ks. Michał Palowski

foto: www.tapetyczne.pl

2017-06-18 – Mt 9, 36 – 10, 8– O ludziach dobrej woli

Przywykliśmy do tego, aby scenę rozesłania apostołów odnosić do osób powołanych do służby w Kościele, w szczególności zaś do kapłanów. I istotnie tak jest. Powołanie, a następnie posłanie apostołów jest następstwem zachęty do modlitwy o tychże. Ale to nie wszystko. Jezusowy nakaz: Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie,jawi się jako ewangeliczna definicja wolontariatu. Krótko mówiąc: dobrze czyńcie, korzystając z tego, co otrzymaliście, nie oczekując przy tym niczego w zamian.

Wolontariat sam z siebie jest czymś dobrym. Wypływa ze szlachetnych pobudek. Służy dobru. Nie ma więc sensu wartościować, która z organizacji dobroczynnych jest lepsza. Potrzebujących pomocy jest wielu. Oni są i nadal będą. Obszarów i dziedzin zaangażowania wystarczy dla wszystkich chcących nieść pomoc. W kontekście treści dzisiejszych czytań mszalnych warto jednak spojrzeć na wolontariat jako na szczególną formę powołania, które z Boga bierze swój początek i ku Niemu ma prowadzić.

Skoro o wolontariacie mowa, warto w tym miejscu przypomnieć słowa Jana Pawła II z adhortacji Ecclesia in EuropaW tej perspektywie trzeba dowartościować autentyczny sens chrześcijańskiego wolontariatu, który rodząc się z wiary i będąc nią stałe ożywiany, musi stanowić połączenie umiejętności zawodowych i autentycznej miłości, pozwalającej wszystkim, którzy w nim uczestniczą, «aby postawę zwykłej filantropii wynosili na wyżyny miłości Chrystusa; aby każdego dnia, mimo trudów i zmęczenia, odnawiali w sobie świadomość godności każdego człowieka; aby starali się odkrywać potrzeby ludzi i wytyczać — jeśli to konieczne — nowe drogi tam, gdzie potrzeby są pilniejsze, zaś słabsi wymagają większej uwagi i pomocy (85).

Wniosek wydaje się być aż nadto czytelny – chrześcijański wolontariat ma swoje źródło w wierze, a zatem obsequium pauperum – »uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy oraz darmo otrzymaliście, darmo dawajcie« rodzi się z tuitio fidei – »proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo oraz idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie«.

Zatem pierwszym obszarem zaangażowania wolontariusza, w szczególności tego działającego pod znakiem krzyża maltańskiego winna być przestrzeń relacji z Bogiem, której granice wyznaczają Słowo Boże, codzienna modlitwa i sakramenty – eucharystia co niedzielę i spowiedź co miesiąc. Dobrze wiedzieli o tym nasi przodkowie, którzy tworząc Regułę zdecydowali, by oprzeć ją na benedyktyńskiej – ora et labora, gdzie modlitwa uświęca pracę i gdzie praca jest modlitwą. Inaczej nie ma sensu poświęcać się pracy i oddawać się u jej kresu zabawie, jeśli braknie fundamentu maltańskiej triady, czyli Boga.

tekst ks. Michał Palowski

zdjęcie: Elżbieta Świerad

2017-05-28 – Mt 28,16-20 – Na Wniebowstąpienie

Pan Jezus wstąpił do nieba. Bóg po raz kolejny dotrzymał słowa. Wcześniej tak, jak obiecał stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał. Na daremno spodziewać się w tym miejscu napisów końcowych. Po pierwsze dlatego, że Bóg jeszcze raz musi dotrzymać słowa. Wszak obiecał, że ponownie przyjdzie. Po wtóre zaś, dlatego że i my mamy w tej historii swój udział. Ale po kolei.

Za terminem wniebowstąpienie kryje się cel, czyli niebo oraz działanie mające doń doprowadzić, czyli wstępowanie.

Twoja mowa Cię zdradza (Mt 26,73). Czasami czuję się jak św. Piotr. Kiedy wychodzi na jaw, że pracuję w Sądzie, często pojawiają się pytania dotyczące procesów o nieważność małżeństwa. Nie ukrywam, że miłym zaskoczeniem było pytanie, które usłyszałem ostatnio. Chodziło o kota. O to, czy będzie w niebie.

Niebo to – podaję za księdzem Wincentym Granatem – to szczęśliwy, wiekuisty i społeczny udział istot rozumnych, a więc aniołów i ludzi w wewnętrznym życiu trzech Osób Bożych. Kot, choć stworzenie Boże, sam z siebie do nieba nie trafi. Jeśli natomiast od kociej obecności ma zależeć wieczne szczęście jego pani, to niewykluczone, że i o kota Pan Bóg się postara.

Pismo Święte nieba wprost nie definiuje. Nie zamyka w sztywne ramy. Kiedy o nim mówi, odwołuje się do nader przyjemnych dla oka i ucha obrazów – uczty, procesji, śpiewu, światła, miasta świętego, wody życia. Te wszystkie wyobrażenia są jedynie pomocnicze i na ogół symboliczne. Do mnie najbardziej przemawia obraz, który ładnych parę lat temu stworzyli dwaj śląscy kapłani – dogmatyk pospołu z biblistą. Wedle ich ujęcia niebo będzie salonem, w którym zasiada się na wygodnych, wiklinowych fotelach, gdzie serwuje się aromatyczną kawę i słucha Dire Straits. Osobiście dorzuciłbym jeszcze dobrą książkę. Bo skoro ta pani może mieć kota, dlaczego ja nie miałbym mieć książek. Tyle w odniesieniu do nieba.

Słownik języka polskiego podpowiada, iż wstąpić opcjonalnie wstępować można do jakiejś społeczności czy organizacji, można wstąpić w szeregi uczniów szkoły, w nas mogą wstępować wszelakie uczucia, wstępując, dostać się można do wnętrza czegoś czy też wejść na krótko, wreszcie stawiając kroki, dostać się na miejsce wyżej położone. Szczególnie mocno w kontekście dzisiejszej uroczystości wydają się brzmieć dwa ostatnie znaczenia.

Wniebowstąpienie Jezusa przypomina, że tu, na ziemi, jesteśmy tylko przejściowo, tylko na chwilę, że naszym ostatecznym celem jest niebo z zastrzeżeniem – i tu kłania się drugie ze znaczeń – że chcemy wstąpić tam nie na chwilę, lecz na wieczność, na zawsze. Droga od nieba zaczyna się na ziemi. Zbawienia nie osiąga się przez prostą deklarację, ale przez wejście we wspólnotę uczniów, co oznacza osobiste i całkowite przylgnięcie do Chrystusa, o czym przypomina dziś święty Mateusz. W praktyce chodzi o to, by podobnie jak Jezus z Nazaretu – wszak i nas w chrzcie i bierzmowaniu Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą – przejść przez ziemię dobrze czyniąc (por. Dz 10,38). Do tego sprowadza się nakaz: „Idźcie i głoście”. To nasz udział w tej historii, która się jeszcze dla nas nie skończyła.

Tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

2017-04-19 – Zmartwychwstanie

I rzekł Zasiadający na tronie: Oto czynię wszystko nowe (Ap 21,5). Jest Prawdą. Jak powiedział, tak zrobił. Owej nowości przez ostatnie dni doświadczaliśmy szczególnie intensywnie. Na początek, w Wielki Czwartek Jezus nakarmił nas nowym, innym od powszedniego chlebem. I dał nam nowe przykazanie abyśmy się wzajemnie miłowali tak, jak On nas umiłował (J 13,34). Mrok minionej nocy rozjaśnił blask nowego ognia, zaś nowa woda odrodziła katechumenów do nowego życia. My zaś staliśmy sie nowym ciastem, bo przecież przaśni jesteśmy (…) odprawiamy więc święto nasze, nie przy użyciu starego kwasu złości i przewrotności, lecz na przaśnym chlebie czystości i prawdy (1 Kor 5-7a-8). Nowy wreszcie, a raczej odnowiony jest również bezpośredni – wcześniejszy niż Maria Magdalena, Jan i Piotr – świadek zmartwychwstania Grób Pański w Jerozolimie. Prace, które trwały dziesięć miesięcy zjednoczyły trzy główne wyznania sprawujące pieczę nad świątynią wzniesioną nad grobem Pana Jezusa: Kościoły greckoprawosławny, ormiański i katolicki. W ramach remontu kaplica Grobu Pańskiego została rozebrana i następnie zrekonstruowana. Zabrudzone – zwłaszcza dymem palony świec – części zostały oczyszczone. Zniszczone – zastąpiono nowymi.

Właśnie tam, wokół pustego grobu gromadzą się bohaterowie dzisiejszej ewangelii: Maria Magdalena, uczeń, którego Jezus kochał, czyli Jan oraz Szymon Piotr. Widzą odsunięty kamień, pustą ławę w jego wnętrzu, leżące na niej płótna i chustę. Odnosząc te dowody do zapowiedzi proroków oraz słów samego Jezusa, każdy z nich tego poranka bardzo mocno, osobiście doświadcza prawy o zmartwychwstaniu. Wiarą, która się w nich rodzi wzajemnie się ubogacają. Wiara jednostki buduje wiarę wspólnoty. Wiara wspólnoty umacnia wiarę jednostki.

Nowość, której doświadczaliśmy w ciągu minionych dni, jak również zakończone dopiero co prace konserwatorskie w kaplicy Bożego Grobu przywodzą na myśl ideał nowego człowieka w Chrystusie, czyli dojrzałego chrześcijanina, a wraz z nim apostoła i piewcę jego piękna, pochodzącego ze Śląska, założyciela ruchu Światło-Życie, Sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, którego trzydziestolecie śmierci w tym roku przypada. Stary człowiek to człowiek oddzielony od Boga, żyjący w grzechu, niezdolny do wchodzenia w relacje, rozbity wewnętrznie, zamknięty w swych egoistycznych celach. Nowy człowiek jest świadomy swojej godności jako osoby, swoje życie podporządkowuje Bogu, czyni z siebie bezinteresowny dar, tzn. dzieli się swoim czasem, zdolnościami z innymi ludźmi. Wychowanie nowego człowieka polega na rozwijaniu i doskonaleniu w sobie miłości agape – czyli bezinteresownej miłości. W jego życiu zachodzi jedność pomiędzy prawdami uznawanymi za słuszne, a tymi, według których postępuje. To człowiek prawdziwie wolny. Wzorami nowego człowieka są Jezus i Maryja (www.oaza.pl).

Paschalna nowość jest nam jako ludziom pisana. Zapoczątkował ją chrzest. Umacnia w niej Eucharystia. Wielkanoc rok w rok wciąż od nowa – nomen omen – o tym nam przypomina. Odnawiając siebie, odnawiać mamy Kościół, a wraz z nim oblicze ziemi. Przechodząc przez nią – dobrze czynić innym, wszak centrum programu jest przykazanie miłości. Nowe przykazanie.

 tekst: ks. Michał Palowski

zdjęcie: www.jerusalem.com

2017-04-13 – Wielki Czwartek – Kiss and fly

 

Potrzeba matką wynalazków, dlatego najpierw na lotniskach, a z biegiem czasu na wszystkich innych dworcach pojawiły się stanowiska opatrzone hasłem: Kiss and fly (Pocałuj i leć) lub Kiss and ride (Pocałuj i jedź) dedykowane i tym, którzy nie lubią pożegnań i tym, którym się spieszy. Ot, szybki buziak i w drogę.

Biblijne znaczenie wyrazów pocałunekcałować można podzielić na trzy grupy. Pierwsza dotyczy uczuć romantycznych. W drugiej grupie – i ta jest najliczniejsza – pocałunek jest znakiem powitania (Józef całuje swych braci, Aaron – Mojżesza, miłosierny ojciec – marnotrawnego syna. Kilka nowotestamentowych listów kończy się poleceniem, by pozdrowić się wzajemnie świętym pocałunkiem lub pocałunkiem miłości. Pocałunek może też być częścią rytuału (namaszczenie Saula na króla przez Samuela, namaszczenie stóp Jezusa przez nawróconą jawnogrzesznicę). W grupie trzeciej pocałunek oznacza przewrotność i zdradę (Jakub całuje Izaaka świadomie popełniając przy tym oszustwo, a Joab całując Amosa, zabija go, Judasz zdradza Jezusa pocałunkiem). Z kart Biblii pocałunek trafił do liturgii. Dawniej, jako znak miłości i braterstwa poprzedzał przyjęcie komunii świętej, która wyraża jedność wierzących z Bogiem i miedzy sobą. Obecnie w zależności od miejsca zastąpiono go skinięciem głowy lub podaniem ręki. Zachował się natomiast jako sposób okazywania czci ołtarzowi. Po przybyciu do prezbiterium, jak i na zakończenie celebracji kapłan i diakon całują ołtarz, który stanowi symbol samego Chrystusa, składającego ofiarę swego Ciała i Krwi wraz z całym Kościołem. Przypomina o tym obrzęd konsekracji, kiedy na jego płycie i czterech rogach wylewa się konsekrowany w Wielki Czwartek (sic!) olej krzyżma, którym następnie namaszcza się całą powierzchnię. Wszak Chrystus – Mesjasz to przecież Namaszczony. Ojciec namaścił Go Duchem Świętym i ustanowił Najwyższym Kapłanem, aby na ołtarzu swego Ciała złożył w ofierze swoje życie za zbawienie wszystkich. Następnie na ołtarzu spala się kadzidło, aby ukazać, że Ofiara Chrystusa, która w tym misterium wciąż jest obecna, wznosi się do Boga jak miła woń. Ma to również wyrazić myśl, że modlitwy wiernych, pełne błagań i wdzięczności, docierają do tronu Boga. Nakrycie ołtarza wskazuje, że ołtarz chrześcijański jest miejscem Ofiary eucharystycznej oraz stołem Pańskim. Dokoła niego stoją kapłani i wierni, i przez tę samą czynność, choć spełniają różne funkcje, sprawują pamiątkę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa oraz spożywają Wieczerzę Pańską. Dlatego ołtarz jako stół uczty ofiarnej odpowiednio się przygotowuje i uroczyście przyozdabia. Oznacza to wyraźnie, że ołtarz jest stołem Pana, do którego wszyscy wierni przychodzą z radością, by posilić się Bożym pokarmem, czyli Ciałem i Krwią ofiarowanego Chrystusa. Wreszcie oświetlenie ołtarza świecami przypomina, że Chrystus jest Światłem na oświecenie pogan, którego blaskiem jaśnieje Kościół, a dzięki niemu cała rodzina ludzka. Kamienna płyta ołtarzowa (mensa) wyobraża skałę Golgoty, na której ukrzyżowano Jezusa. Baldachim w formie daszku, jaki z czasem pojawił się nad nią – Grób Pański w Jerozolimie. Wreszcie w płycie ołtarza umieszcza się relikwie świętych, najczęściej męczenników, których ofiara życia łączy się z ofiarą Chrystusa.

Błogosławiony jesteś Boże, Ty przyjąłeś ofiarę, którą Chrystus złożył na ołtarzu krzyża, aby zbawić ludzkość. Ty z ojcowską miłością gromadzisz swój lud, przy stole Pańskim, aby sprawował pamiątkę tej ofiary. Wejrzyj więc Panie, na ten ołtarz przygotowany do sprawowania Twoich misteriów. Niech on będzie miejscem uwielbienia i dziękczynienia, ołtarzem, przy którym spełniać będziemy święte obrzędy ofiary Chrystusa, stołem, na którym będziemy łamali Chleb życia i pili z kielicha, który nas jednoczy, niech będzie źródłem, z którego tryska woda dająca zbawienie. Spraw, abyśmy przystępując do Chrystusa, który jest żywym kamieniem, wzrastali jako święty przybytek, a na ołtarzu naszych serc składali miłą Tobie ofiarę świętego życia, ku Twojej chwale.

Logika podpowiada, że odmawianą przez biskupa modlitwę poświęcenia ołtarza słyszymy we własnym kościele raz w życiu, jeśli mamy szczęście być przy nim obecni lub nie słyszymy jej wcale. Pozwoliłem sobie zacytować ją nie tylko po to, by przypomnieć, czym jest ołtarz i jaką spełnia rolę w liturgii, ale również podkreślić, iż wskazuje ona nam cel drogi, którą przemierzamy każdego dnia, święte życie ku Bożej chwale, aż do nieba. Kiss and fly(Pocałuj i leć) wieszczą tabliczki na lotniskach. Dzisiejsza liturgia jest okazją, by podziękować Bogu za to, że możemy wzlatywać ku wyżynom i że w tej drodze przyjmując z ołtarza Najświętsze Ciało i Krew Bożego Syna, otrzymujemy obfite błogosławieństwo i łaskę. Wdzięczność zaś można wyrazić na wiele sposobów. Dziś ucałowaniem ołtarza.

tekst: ks. Michał Palowski

ilustracja: www.motocaina.pl

2017-03-26 – J 9, 1. 6-9. 13-17.34-38– Laetare

 

Wszystko ma swój początek. Liturgia Słowa kieruje dziś nasze umysły i serca ku nim właśnie: Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Idź, obmyj się w sadzawce Siloam – co się tłumaczy: Posłany. Obmycie (wodą) i namaszczenie (olejem krzyżma), symbolizują chrzest, który jest nie tylko przyczyną naszej tu obecności, ale i źródłem, z którego bierze swój początek nasza radość. I ta ponadczasowa: Pan mym pasterzem, dlatego nie brak mi niczego. Jak i ta bieżąca: Wszak to już czwarta niedziela Wielkiego Postu. Niedziela radości. Pascha coraz bliżej.

W tradycji rzymskiej jest to „niedziela róż”, ponieważ w tym dniu mieszkańcy Wiecznego Miasta obdarowywali się pierwszymi kwiatami zakwitających róż, zaś ojciec św. poświęcał złotą różę, którą ofiarowywał osobie zasłużonej dla Kościoła. Skoro o Rzymianach mowa. Łacińska sentencja powiada, że o gustach (i kolorach) dyskutować nie należy. I słusznie. Róże nie każdy lubi. W różowym nie wszystkim do twarzy. Do wszystkich natomiast i każdego z osobna adresowana jest radość, jak i jej szczególna forma – ewangelia, czyli dobra, radosna nowina.

Skoro o ewangelii mowa, w dzisiejszym janowym passusie aż roi się od odniesień do chrztu. Szczególnie mocno brzmią zdania: Idź, obmyj się w sadzawce (…) On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. Polecenie: Idź przywodzi na myśl uwolnienie z więzów grzechu pierworodnego. Obmyj się w sadzawce – obmycie/oczyszczenie z tegoż. Wrócił, widząc wskazuje na oświecenie/na poznanie. Cudowne uzdrowienie niewidomego budzi zdziwienie naocznych świadków. W ich sercach rodzą się wątpliwości: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?Tak, to jest tenNie, jest tylko do tamtego podobny. Uzdrowiony od wątpliwości jest wolny: To ja jestem. Nie inaczej jest w życiu. Ochrzczony, gdy nachodzą go wątpliwości może czuć się bezpiecznie pokładając swoją ufność w wierze w Syna Człowieczego, który przed nim stoi i do niego mówi.

Siloam – tłumaczy się: Posłany. Jezus został posłany, by nam, ludziom przynieść ewangelię, radosną, dobrą nowinę. Chrzest przypomina, że nie wolno nam zatrzymywać jej tylko dla siebie. Również i my jesteśmy posłani. Idźcie i głoście. Hasło, które jako następstwo jubileuszu Chrztu Polski, jak i konsekwencja naszego własnego chrztu, przyświeca Kościołowi w tym roku padało już w tym miejscu z wielu ust. I z pewnością jeszcze nie raz padnie. Jednak nie sztuką jest głosić, że oto przyjąwszy chrzest, należy iść i głosić ewangelię, czyli radosną nowinę, ale sztuka zrobić to naprawdę. Zrobić to naprawdę i z radością, do której wzywa nas dzisiejsza niedziela. Z radością płynącą, po pierwsze z przekonania, że Bóg nas kocha i chce naszego dobra, po wtóre zaś – z potrzeby autentyczności, świadectwa, że nowina, której daliśmy wiarę naprawdę jest dobra i radosna. No bo kto uwierzy smutnemu?

Tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

2016-11-13 – Łk 21,5-19 – O końcach świata

Nie tak dawno przyszło mi podwozić jednego ze znajomych, który mieszka w pewnej odległości od ścisłego centrum. Choć byłem u niego nie raz pro forma, zapytał, czy wiem, jak dojechać na to jego… Tu padło określenie lokalizacji i nie był to bynajmniej zapiecek ani zakątek. Powiedziałam, że wiem. I tak po chwili dotarliśmy na rzeczony koniec świata. Muszę przyznać, że miejsce istotnie jest bardzo urokliwe. Mnóstwo zieleni. Domów niewiele. Do cywilizacji nieznaczny, ale jednak kawałek. I tak po kantowsku: niebo gwiaździste nad nami i prawo moralne w nas. Ów idylliczny obrazek przyszedł mi na myśl, kiedy zobaczyłem dzisiejsze czytania mówiące o końcu świata właśnie. Może ów dzień nie będzie aż tak straszny, jak nam się wydaje? Może jednak będzie pięknie jak na owym geograficznym końcu świata, o którym wcześniej?

Co prawda odnośnie do końca świata wciąż więcej nie wiemy niż wiemy, ale owa wiedza mimo wszystko napawa optymizmem. Wszak eschatologia to nie tylko teologia śmierci i przemijania, to również teologia nadziei. A propos teologii. Wraz z końcem świata skończą się wszelkie akademickie dociekania. Nie będą już więcej potrzebne. Każdy z nas przekona się, jak jest naprawdę spotykając się z Jezusem twarzą w twarz. Ponadto wraz z końcem świata przestaną istnieć granice wyznaczone przez czas i miejsce. Skończy się doczesność, a zacznie się wieczność. Dzień zrówna się z nocą, a niebo z ziemią. Przestanie mieć również znaczenie nasza cielesność i przypisane jej ograniczenia, w tym nieznośna cierpliwość.

Co do Sądu warto również pamiętać, iż sądzić nas będzie Sędzia sprawiedliwy, który jak wierzymy za dobro wynagradza, a za zło karze. Sprawiedliwy, czyli taki, który nie ma nic wspólnego z odwetem czy ślepą zemstą, ale oddaje każdemu to, co mu się słusznie należy. Każdemu według zasług. Co do joty. W myśl Pawłowej zasady, która stanowi, że co człowiek sieje, to i żąć będzie (Ga 6,5) oraz że kto sieje wiatr, zbiera burze.

Jedyne, co – na szczęście dla nas w tym przewidywalnie nieprzewidywalne – to Boże miłosierdzie, które jak wiadomo jest bez miary, co nie znaczy, że nie trzeba się starać. Z niczego nie ma przecież nic. Wiedział o tym doskonale św. Paweł i swoją wiedzą podzielił się z Tesaloniczanami, a dzięki nim i z nami. Zabieganie wedle Bożych reguł o chleb doczesny poprzez pracę własnych rąk przekłada się na profit w postaci chleba niebiańskiego. Wszak po to praca jest – jak pisał Norwid – by się zmartwychwstało.

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

2016-11-01 – Mt,1-1-12a – Wokół świętości

Z pamięcią u mnie jeszcze nie najgorzej, niemniej wolałem się upewnić. Zasoby twardego dysku nie pozostawiają wątpliwości. W pierwszej parafii homilię na Wszystkich Świętych głosiłem co roku cztery lata z rzędu. W drugiej parafii temat mnie ominął. W nowobojszowskich realiach z zapisanymi przez Mateusza błogosławieństwami przychodzi mi się mierzyć po raz trzeci. Nie ukrywam, że pierwotnie korciło mnie – i to bardzo – aby przeanalizować dotychczasowe wystąpienia i zobaczyć ewolucję własnych poglądów odnośnie do świętości. Po namyśle stwierdziłem, że nie czas i miejsce na autoanamnezę. Poza tym są od tego inni. W zamian postanowiłem podzielić się kilkoma skojarzeniami, jakie zrodziły się w związku z siedmioletnim/siedmiokrotnym obcowaniem z wszystkimi świętymi i Wszystkimi Świętymi.

Pierwsze, co przychodzi na myśl to, że o świętości nie siedem, a siedemdziesiąt siedem razy. Świętość to spawa, o której nigdy za wiele, nigdy dosyć. To rzeczywistość, która wciąż od nowa prosi, by ją odkryć i próbować zrozumieć. Niewykluczone zatem, że rok, dwa lub trzy znowu przyjdzie nam wspólnie na tym fragmentem ewangelii się pochylić.

Po wtóre, to nie ubrana w gładkie słowa akademicka teoria, ale to proza życia pisana przez zwykłych ludzi, takich z krwi i kości, wśród których były i szlachetnie urodzone koronowane głowy płci obojga i przynajmniej jeden „zawodowy” żebrak. To historia pisana krwią, potem i łzami. Znaczona upadkami i podnoszeniem się z nich. Tocząca się gładkimi drogami i po wyboistych ścieżkach. Rejestr codziennych decyzji i wyborów, które w sytuacji ekstremalnej stały się heroicznymi.

Po trzecie, świętość nie jest czymś ekskluzywnym, zarezerwowanym jedynie dla wąskiego grona wybranych. Wręcz przeciwnie jest zadaniem/zaproszeniem adresowanym do wszystkich bez wyjątku.

Po czwarte, nie jest zjawiskiem zamkniętym w ścisłych granicach czasu i miejsca, co miało swój początek i koniec, ale czymś, co dzieje tu i teraz, również na naszych oczach. Każdy z nas potrafi podać – w zależności od daty urodzenia – kilku, a nawet kilkunastu świętych, z którymi mniej lub bardziej osobiście dane było mu się zetknąć.

Po piąte, choć o świętości nigdy za wiele, to jednak ważniejsze niż słowa jej poświęcone są czyny o niej świadczące. Ważniejsza jest świętość. Twoja. Moja. Nasza.

Po szóste wreszcie – last but not least – Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz (Kpł 19,2).

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

2016-10-09 – Łk 17, 11-19 O cudzie słowo. O cudzie słowa.

 

Wiara czyni cuda, ale czy się uda. Uda się. Jeśli uwierzysz. Błędne koło? Niekoniecznie. Raczej układ sprzężenia zwrotnego, gdzie jedno staje się przyczyną drugiego. I odwrotnie.

Cud – odwołując się do biblistów – to specjalne działanie Boga podejmowane ze względu na dobro człowieka. Ma charakter niezwykłego zjawiska, przez które Bóg objawia siebie, swoją moc i miłość oraz daje ludziom konkretny znak. Cuda dokonywane przez Jezusa miały na celu potwierdzenie Jego jedności z Ojcem, uwierzytelniały Jego posłannictwo jako Chrystusa, symbolizowały tryumf nad szatanem oraz umacniały wiarę. Właściwy sens cudów i zawarte w nich objawienie można zrozumieć i odczytać tylko w świetle wiary. Cuda czynione przez Jezusa i Jego uczniów są wyraźnymi znakami potwierdzającymi nadejście królestwa Bożego.

Jezus czynił cuda, by poprzeć nimi prawdziwość swoich słów, by wzbudzić bądź umocnić wiarę swoich słuchaczy. Dziś cud jest następstwem wiary tego, który o cud prosi. Rzecz zatem można, iż przyczyną cudu jest słowo. Słowo ma moc czynić cuda, o czym wiedzą poeci. Wśród nich śląski mistrz Joseph von Eichendorff.

W rzeczach wszystkich pieśń uśpiona

Śni o śpiewie w ciszy snów.

Świat czarowną pieśń wykona,

Gdy go zbudzisz magią snów

Wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa (Rz 10,17). Jest odpowiedzią daną czynem na usłyszane Słowo. Reakcją na cud, który się dokonał. Jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Dzięki niej to przodkowie otrzymali świadectwo. Przez wiarę poznajemy, że słowem Boga światy zostały tak stworzone, iż to, co widzimy, powstało nie z rzeczy widzialnychDla tego, kto wierzy wszystko jest możliwe (Mk 9,3) Nawet chodzenie po wodzie.

Cud choć jest zjawiskiem poznawalnym zmysłami – ze względu na swojego Autora – wykracza poza porządek natury. Przekracza jej granice. Podobnie ma się rzecz z wiarą. Nie imają jej się granice państw i polityki, wieku i płci, wykształcenia i stopnia zamożności. Dzisiejsza historia odnotowana przez świętego Łukasza przypomina, że również wdzięczność jest – czy też winna być – ponad podziałami. Powinna również być czymś naturalnym i powszechnym, a nie cudownym i zjawiskowym. Ale to już całkiem inna historia.

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

2016-09-11 – Łk 15, 1-10 – O przebaczeniu

Dzisiejsza Liturgia Słowa nie pozostawia zbyt wielkiego wyboru. I autor Księgi Wyjścia, i św. Paweł w Pierwszym Liście do Tymoteusza, i św. Łukasz w swojej ewangelii – jakby się zmówili – sugerują, że rzecz ma być o przebaczeniu. O przebaczeniu, czyli o czym?

Przebaczenie – według Słownika Języka Polskiego PWN (wersja on-line) to rzeczownikowa forma czasownika przebaczyć — przebaczać, czyli darować komuś jakąś winę. Z kolei według Słownika wiedzy biblijnej znaczenie kilku hebrajskich greckich słów, tłumaczonych jako „przebaczenie” (przebaczyć) mieści się w dwóch ogólniejszych i zachodzących na siebie zakresach znaczeniowych. Pierwszy odnosi się do spraw finansowych, do anulowania zobowiązań płatniczych dłużnika wobec wierzyciela. Drugi ma o wiele częstsze zastosowanie i dotyczy przywrócenia stosunków między osobami, które zostały zerwane z powodu jakiegoś złego czynu. Oba zakresy znaczeniowe odnoszą się do łaskawego przebaczenia przez Boga karygodnych czynów, których dopuszczają się ludzie. Autorzy biblijni używają różnych metafor wyrażających przebaczenie grzechów, jak: obmycie, oczyszczenie, wymazanie, odwrócenie oblicza, albo jeszcze bardziej obrazowych „poza siebie rzuciłeś wszystkie moje grzechy” czy też „wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy”. Takie obrazowe sformułowania mają podkreślić pełnię przebaczenia Bożego, które ma być wzorem dla ludzi.

Nie tylko autorzy biblijni lubowali się w synonimach. Również polszczyzna nie ma się czego wstydzić w tej materii. W zasobach dostępnych w sieci słowników synonimów jako alternatywę dla przebaczyć/przebaczać znaleźć można: odpuścić, zapomnieć, rozgrzeszyć, puścić coś w niepamięć, puścić coś komuś płazem, zapomnieć urazy, przywrócić kogoś do łask. Intuicja zaś podpowiada, iż w przebaczaniu chodzi o to, by na zło, które miało miejsce nie baczyć, baczenia nie mieć.

Dzisiejsza Liturgia Słowa nie pozostawia zbyt wielkiego wyboru. I autor Księgi Wyjścia, i św. Paweł w Pierwszym Liście do Tymoteusza, i św. Łukasz w swojej ewangelii – jakby się zmówili – sugerują, że rzecz ma być o przebaczeniu. O przebaczeniu, czyli o tym by na zło, które miało miejsce nie baczyć, baczenia nie mieć. Czy aby na pewno?

Po części tak. Jednak warto mieć na względzie, że równie ważne, jeśli nie ważniejsze jak niebaczenie na zło, jest baczenie na dobro, które ma miejsce, gdy dochodzi do przebaczenia i którego jakże mocno doświadcza i ten, któremu się przebacza i które w równym, jeśli nie większym stopniu dotyka tego, który przebacza, który przebaczając pozornie traci, tracąc zaś zyskuje. Zyskuje i Boże błogosławieństwo (Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią – Mt 5,7), i ludzką wdzięczność

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

2016-07-24 – Łk 11, 1-13 – O modlitwie

Dzisiejsza liturgia Słowa nie pozostawia złudzeń. Rzecz ma być o modlitwie. I w tym właśnie miejscu kończy się wszelka oczywistość, a zaczynają schody. Niezwykle bowiem trudno zdefiniować rzeczywistość, której chcemy poświęcić chwil kilka i odrobinę uwagi. Trzymając się wytycznych z pierwszego czytania, z Księgi Rodzaju rodem rzecz by należało, że modlitwa to dialog człowieka z Bogiem, w którym człowiek przejmując inicjatywę, zdolny jest posunąć się do granic swoich przyrodzonych możliwości, by uzyskać to, na czym mu zależy. Idąc zaś tropem wytyczonym przez św. Łukasza na kartach jego ewangelii modlitwa odkrywamy, że jawi się jako formuła słowna, którą człowiek przejął od Boga i gdy brak mu własnych słów lub gdy te uważa za zbyt mało doskonałe nią się posiłkuje. Czasem robi to łagodnie i z wyczuciem. Czasem – nachalnie i z determinacją jak ów kołaczący w środku nocy do drzwi przyjaciel.

Uciekając się do wskazań Katechizmu Kościoła Katolickiego przypomnieć, że modlitwa po pierwsze jest darem Boga, zaś pokora jest dyspozycją do darmowego przyjęcia daru modlitwy. Po wtóre – przymierzem. Związkiem przymierza między Bogiem i człowiekiem w Chrystusie. Jest działaniem Boga i człowieka; wypływa z Ducha Świętego i z nas, jest skierowana całkowicie ku Ojcu, w zjednoczeniu z ludzką wolą Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Po trzecie zaś – komunią. Żywym związkiem dzieci Bożych z ich nieskończenie dobrym Ojcem, z Jego Synem Jezusem Chrystusem i z Duchem Świętym. Życie modlitwy polega zatem na stałym trwaniu w obecności trzykroć świętego Boga i w komunii z Nim. Modlitwa jest o tyle chrześcijańska, o ile jest komunią z Chrystusem i rozszerza się w Kościele, który jest Jego Ciałem.

Wracając pamięcią do lat studiów przyznać muszę, iż największy z pogromów jako rocznik odnotowaliśmy nie na egzaminach z prawa kanonicznego czy logiki, ale na zaliczeniu z teologii duchowości, którego przedmiotem była czwarta część Katechizmu dedykowana właśnie modlitwie. Jaki był zamysł autora drobiazgowych pytań pojęcia do dziś nie wiem. Wiem za to, że w życiu nie chodzi o to, by znać na pamięć definicje modlitwy czy też cytować złote myśli klasyków gatunku. Chodzi o to, by się modlić.

Piotr Szczepanik, a po nim Kasia Nosowska śpiewali, iż łatwo jest powiedzieć kochać. Równie łatwo powiedzieć, iż należy się modlić. Problem pojawia się, kiedy przychodzi przejść od słów do czynów. Rzecz ma się podobnie jak z definicją modlitwy. Ile modlących się tyle recept, na modlitwę. Każdy z nas ma swoje własne, sprawdzone modlitwy i przykładami sypać może jak z r

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Związek Polskich Kawalerów Maltańskich (ZPKM)

al. Kasztanowa 4a; 30-227 Kraków